Dla Piotra , który zgodził się być bohaterem tego opowiadania . Przepraszam , że nie uczyniłam cię superbohaterem .
Ciche kapanie kropelek wody wystukiwało nieustający rytm
natury pośród nieustępliwej ciszy kamiennej groty . Ten sam takt wybijało serce
Władcy Ziemi .
- Słowa mają moc - oznajmił znienacka , a jego głos
rozniósł się w całej jaskini pod postacią echa .
- Tak , Mistrzu - wyszeptał potulnie chłopak klęczący w
progu .
- Jak cię wezwałem ?
- Ujrzałem cię w tafli kałuży - odchrząknął , a potem nie czekając na odpowiedź , dodał
-Uważam , że było to mało finezyjne .
Staruszek wstał z kamienia i zbliżył się do ucznia .
Światło pochodni padło na jego pomarszczoną twarz , siwą brodę i włosy .
- W końcu starość i o mnie się upomniała . Choć i tak
trwało to dłużej niż u ludzi .
Powoli podszedł do wschodniej ściany jaskini i wyciągnął
coś z głębokiej niszy . Był to rulon papieru, opatrzony pieczęcią w kolorze
świeżej trawy . Wrócił do chłopca .
- Zanim osunę się w cień . Tak , wiesz , że to nastąpi -
odpowiedział na nieme pytanie swego ucznia - Chce być udał się w miejsce ,
którego staniesz się opiekunem .
Młody chłopak nie
potrafił opisać tego co czuł . Smutek , radość , strach , duma . Chciał
podzielić się tym ze swym Mistrzem ,ale dobrze wiedział , że jego Mentor
odczuwał to samo .
- Czy powinienem bać się przyszłości ?
- Każdy czegoś się boi , tylko ty możesz zdecydować czy
warto . Przygotuj się .
- Kiedy wyruszam ?
- Teraz - wyszeptał Władca Ziemi i rzucił w jego stronę
popieli pył .
Chłopak odczuł jak jego ciało bezboleśnie rozpada się na
drobne kawałeczki , by zniknąć .
*****
- Ile razy mam ci powtarzać Po , żebyś nie ruszał się ze
skrytki , kiedy organizuje nam śniadanie .
Wysoki chłopak prowadził małego blondyna za rękę , karcąc
co chwile spojrzeniem .
- To weź mnie ze sobą - Po mówił z ogromnym
zaangażowaniem .
Tobias zaprzeczył tylko ruchem głowy i skręcił w prawą
uliczkę . Był to skrót prowadzący na plac główny , a stamtąd już tylko żabi
skok na targowisko .
- Jestem głodny , braciszku - wyjęczał chłopczyk .
- Wiem , ja też . Może Mo bardziej się poszczęściło .
Tobias wyskoczył zza zakrętu i wpadł na zakapturzoną
postać . Nieznajomy odskoczył , przy czym spadło mu nakrycie głowy . Był to
wysoki blondyn o intensywnych , niebieskich oczach . Wpatrywał się w braci z
roztargnieniem , wyglądał na zagubionego . do tego miał na sobie szatę
przypominającą szatę mnicha .
- Uważaj - mruknął .
- Yhm - odrzekł tylko Tobias i ominął obcego .
Nieznajomy wiódł za nim wzrokiem , aż w końcu zdobył się
na pytanie .
- Gdzie mogę coś zjeść ?
Tobias przystanął na chwilę , a potem zniecierpliwiony
nakazał gestem iść za sobą . Nieznajomy zrównał się z nimi , co rusz
rozglądając się dookoła .
- Jak masz na imię ?
- Piotr .
- A ja Poncjusz , ale wszyscy mówią na mnie Po . Jesteś z
poza miasta ?
- Można tak powiedzieć - odparł Piotr i uśmiechnął się
pod nosem .
- A skąd ?
- Nie uwierzył byś - wyszeptał i uniósł wysoko brwi .
W tym momencie dotarli na plac z fontanną w kształcie
słonia z uniesioną trąbą . Na ławeczce siedziała ciemnoskóra dziewczyna o
czarnych włosach związanych w kucyk . Rzeczy miała o kilka rozmiarów za duże ,
przewiązała je w pasie sznurkiem , by się nie zsuwały .
- Mo ! - wykrzyknął blondynek i pognał w jej stronę .
- Kto to ? - spytał Piotr .
- Monika , jedyna złodziejka w mieście - Tobias uśmiechnął się szelmowsko i poszedł w ślady
brata .
*****
Piotr stał przed straganem , czekając na odpowiednią
chwilę . Mo kazała mu zapytać handlarza , czym jego produkty różnią się od tych
na innych straganach . Tak też zrobił .
Sprzedawca rozgorączkował się i zaczął po kolei pokazywać owoce .
- Te daktyle sprowadziłem ze wschodu , od najsłynniejszego
hodowcy daktyli . A smoczy owoc ? Większych od moich nie znajdziesz . Uprawiano
je pod wodospadem Plem .
Wykład trwałby znacznie
dłużej , gdyby nie to , że handlarz kątem oka spojrzał w lewo .
Dostrzegł skrytego w cieniu Tobiasa , skrytego za maską , który pakował owoce i
zbożowe placki do worka . Chłopak zauważył w jakiej jest sytuacji i wykrzyknął
do Piotra :
- Uciekaj !
Temu nie trzeba było powtarzać dwa razy . Wziął szybko
nogi za pas . Na szczęście nikt go nie gonił, cały pościg skupił się na
złodzieju , a nie jego wspólniku . Gdy poczuł , że ma dość , zatrzymał się w
uliczce między sklepem z kostiumami a zakładem krawieckim .
- Co to za świat ? - rzucił pytanie w pustkę .
W tym samym momencie coś wciągnęło go do wnętrza sklepu .
Była to Monika , schowana za maska z pawich piór .
- Jak ci się podobało ?
- Tobias już wrócił ? - odpowiedział pytaniem na pytanie
.
- Jeszcze nie . Po na niego czeka przy fontannie - a
widząc jego zdenerwowana minę , dodał - On zawsze wraca .
Piotr pokiwał głową bez przekonania , choć czuł , że Mo
się nie myli .
- To twoja dola - powiedziała Monika i wręczyła mu pięć
złotych monet - nie jesteś jeszcze członkiem naszej grupy , dlatego dostaniesz
mniej niż my .
- A Po ... ile on otrzymuje ?
- Tobias oddaje mu część swych pieniędzy , dba o niego
prawie jak ojciec , choć nim nie jest .
Piotr przyjrzał się monetom . Orły i wiaty lotosu . Zdał
sobie sprawę , że nie zostanie tu na długo , jemu pieniądze nie będą potrzebne .
- Skąd je masz ?
Monika zaśmiała się donośnie .
- Gdy handlarz organizował za wami pościg , ja buchnęłam
mu część monet . Weź te pieniądze należą ci się .
- Nie chce ich . Niech Poncjusz kupi sobie coś ładnego .
Mo ściągnęła z twarzy maskę i delikatnie powiesiła ją na
haczyku .
- Lepiej , żebyś ty to zrobił . Po ucieszy sie z prezentu
bardziej niż z pieniędzy .
Piotr pokiwał głową na znak zgody i schował pieniądze do
kieszeni .
*****
W oczekiwaniu na resztę grupy , Mo opowiedział Piotrowi
historię ich życia .
- Wszystko zaczęło się , kiedy matka chłopaków umarła .
Ojca nigdy nie znali , podobno poszedł do wojska , gdy Po się urodził , a
Tobias miał pięć lat . Musieli uciec , chcięto zabrać Poncjusza do sierocińca ,
a jego brat miał trafić na szkolenia wojskowe .
- Jesteście sierotami ? - Monika skrzywił się słysząc to
określenie .
- Ja wychowywałam się u dziadka . To jego sklep . Zanim
umarł , przekupił wszystkich urzędników , a ci obiecali , że nie sprzedadzą sklepu
przez następne pięćdziesiąt lat . Nie wiem co dziadek chciał w ten sposób
osiągnąć , a nam bardzo pomógł .
- Mieszkacie tu ? - machnął rękami dookoła .
Pokiwała tylko głową , bo do sklepu weszli chłopcy . Po
wyraźnie zadowolony zajadał gruszkę . Przywitał się z Piotrem .
- Chcesz trochę ? - wskazał na jedzony owoc .
- Nie trzeba - uprzedził go Tobias i wyciągnął z worka
kiść winogron - Weź Piotrze. Musimy to szybko zjeść , owoce mogą się popsuć .
Placki zjemy później . Twarde są nawet smaczniejsze - zaśmiał się na
wspomnienie jakiegoś wydarzenia .
Mo podała mu sakwę pieniędzy . Chłopak obejrzał ją
dokładnie .
- Coś czuję , że nie będziemy musieli kraść przez miesiąc
. Później policzę .
- Pięćdziesiąt osiem i jedne miedziak - wyszeptał Piotr .
reszta posłała mu pytające spojrzenie .
- Powiedzmy , że potrafię wyczuć stan rzeczy .
- Czyli ? - Monika uniosła prawą brew .
- Pokaże wam - powiedział i kazał iść za sobą .
Zaprowadził ich na plac z fontanną i poprosił by
przystanęli w cieniu . Rozejrzał się dookoła w poszukiwaniu odpowiedniej okazji
. W końcu znalazł .
- Widzicie to dziecko bawiące się przy fontannie , zaraz
rozchlapie wodę na kamienie . Ta blondynka poślizgnie się , wpadnie na
żołnierza . On z kolei wpadnie na stoisko tej staruszki - wszystko po kolei
wydarzyło się tak jak mówił - Po , idź do tego brązowego wózka i wyciągnij spod
niego naszyjnik z bursztynem .
Poncjusz wykonał jego polecenie jak w transie . Wrócił
uśmiechnięty od ucha do ucha , w ręku trzymał kwadratowe pudełko
- Ta pani dała mi pozytywkę w nagrodę , ten naszyjnik był
jej pamiątką .
Szybko nakręcił zabawkę i uchylił wieczko . Dookoła
rozniósł się dźwięk dzwoneczków wygrywających delikatną , powtarzającą się
melodie .
- Piękna -wyszeptał Po i przytulił się do Piotra -
Dziękuję .
Powtarzał te słowa całą drogę do sklepu , co rusz
nakręcając pozytywkę .
- Dziękuję Piotrze - wyszeptał ostatni raz i zasnął .
Chłopak zszedł po schodach z góry , gdzie mieściło się
" piętro mieszkalne " , do sklepu . Zastał Tobiasa i Monikę
pogrążonych w rozmowie . Gdy wszedł ,
ucichli . Piotr usiadł n podłodze pod ścianą.
- Zostań z nami . Po tym co zrobiłeś dla mojego brata ,
wiem , że do nas pasujesz .
- Tym bardziej - wtrącił się Monika - że za tydzień
organizowane są obchody pierwszego dnia wiosny.
- wszyscy będą chodzić w maskach , a do miasta zjada się
najbogatsi kupcy .
- Pomóż nam i zostań .
Piotr pokiwał i został , choć nie wiedział na jak długo .
*****
Dzień przed świętem wiosny , Tobias zabrał Piotra na plac
.
- Kradzież tego dnia to wielkie ryzyko . Gdy cię zauważą
, nie będzie łatwo uciec .
- Dlaczego więc to robisz ?
-Dla Poncjusza i Moniki . Nie możemy pracować , jesteśmy
za młodzi . Chciałbym już być dorosły .
- Już niedługo . Każdy w końcu dorośnie .
- Tak - odparł Tobias , uśmiechając się smutno .
Chwilę stali w ciszy , przyglądając się kupcom , którzy
już przygotowywali sie do następnego dnia . Byli między nimi handlarze drogiej
biżuterii , sprzedawcy aromatycznych przypraw , a także zwykłe handlarki
cennymi materiałami . Dookoła panował gwar rozmów . Można było wyczuć w
powietrzu napięcie , oczekiwanie na zbliżającą się zabawę .
- Jaki jest plan ?
- Rozdzielimy się . Wszędzie będzie takie zamieszanie ,
że nikt nie zwróci na nas uwagi . Ty ,
Piotrze , zajmij się okradaniem jedzenia i przedmiotów , które będą nam
potrzebne . Ja zabiorę się za bogaczy z wypchanymi sakwami .
- Może zrobimy to razem ?
- W pojedynkę będziemy mniej rzucać się w oczy . O ile
zmienisz swoją szatę .
Piotr spojrzał na ubranie . Jego strój przyszłego Mistrza
Ziemi . Czuł się dumny , że może go nosić .
- Co masz na myśli ?
- Przyciągasz wzrok wszystkich na placu . Trzeba ci
sprawić nowe ubrania . Albo Mo , a ty weźmiesz jej.
Piotr skinął głową i poszedł za Tobiasem , który dotarł
do pierwszego straganu i kazał mu zaczekać , a sam zniknął między handlarzami .
- Cos podać , kochaniutki ? - zapytała bezzębna staruszka
obsługująca stanowisko . uśmiechał się przyjaźnie , ale coś sprawiało , że
ciało chłopaka przeszyły dreszcze . Czarny cień otaczał ją dookoła, niczym
peleryna .
Zbliżał się jej koniec , śmierć wyciągnęła po nią ręce .
- Przykro mi - wyszeptał Piotr i posyłając jej smutne
spojrzenie , odwrócił się i ruszył w przeciwną stronę .
Ludzie byli nieświadomi co może ich czekać . Mieli
panować na Ziemią , ale to ona panowała nad ich życiem . Po , Tobias albo
Monika - oni wszyscy mogli umrzeć w każdej chwili . Poczuł ucisk w sercu , by
nie upaść , oparł się o mur . Nie wiedział co się z nim dzieje , brakowało mu
oddechu .
- Wszystko w porządku ? - usłyszał głos Tobiasa .
- Tak - wyszeptał - Masz ubrania ?
Tobias pokiwał głową i wskazał na pakunek w rękach .
- Mo będzie zadowolona .
Zaczął opowiadać
,jak targował się z handlarzem o lniane spodnie . Piotr nawet nie udawał
, że słucha , był przejęty swoim odkryciem .
*****
Piotrek wyglądał przez okno na plac wypełniony
przebierańcami . Pióra , wstążki , barwne stroje - wszystko to tworzyło
niesamowity obraz , niczym surrealistyczny pejzaż .
- Pozwólcie mi iść z wami ! - wykrzykiwał co chwilę
blondynek , podskakując na stercie koców , służących Mo za posłanie .
- Nie , nie i jeszcze raz nie . Tu będzie bezpieczniej -
przekonywał go Tobias , zakładając na twarz maskę ozdobioną czarnymi piórami -
Chodźmy - zwrócił się do Piotra , a wychodząc potargał włosy brata .
Przystanął w progu i odwrócił się .
- Wiem , Moniko , że będziesz niezadowolona , ale czy
mogę cię prosić , byś została z Po ?
Mo wydała z siebie jęk , ale bez słowa skargi odwiesiła
swą maskę na hak .
- Ale ja nigdzie nie pójdę - oznajmił Po , głosem pełnym
bólu , ale i przesadnej pokory .
- Zostanę z nim - obiecała dziewczyna i podeszła do
blondyna . Objęła go od tyłu .
Chłopczyk próbował wyrwać , ale jego plany spełzły na
niczym . Naburmuszony poddał się uściskowi .
- Idźcie już - nakazał Mo .
Tobias opuścił sklep i dołączył do czekającego na dworze
Piotr .
- Gotowy ? - zapytał .
- Tak - odparł Piotr i związał z tyłu głowy tasiemkę
szmaragdowej maski .
Oboje pozostali w swoich zwykłych , nierzucających się w
oczy ubraniach . Tobias poprowadził ich wąskimi uliczkami , które miały swój
kres na placu handlowym . Ludzie byli wszędzie , wpadali na siebie ,
przepychali łokciami . Uczucie duszności dawało się we znaki chyba wszystkim ,
ale nikt tego nie okazywał . Radosne śmiechy przeplatały się z odgłosami
targowania , tworząc swego rodzaju muzykę ludzkiego życia .
- Zaczynamy - wyszeptał Tobias i zniknął w tłumie .
Piotr skierował się w lewo . Gdy stracił orientację ,
gdzie się znajduje , pozwolił ponieść się tłumowi, niczym listek w wartkim strumieniu
. i jego w końcu rzuciło na brzeg ,
prosto przed stragan z przysmakami południa - zapiekane ciasto z warzywami .
Cały kram pachniał papryka i spalonymi pomidorami . Woń
ciasta dostał sie do nozdrzy Piotra , a ten znów poczuł się głodny . Jak dotąd
jedynym ludzkim pokarmem jakiego skosztował były owoce i kawałek placka .
Bez chwili namysłu obszedł stoisko i powoli ominął
handlarza , który usilnie próbował utargować wyższą cenę z barczystym mężczyzną
. Piotr wsunął się do namiotu , schowanego za straganem i jego oczom ukazały
się skrzynie jedzenia . Ktoś rozstawił je na całej długości , jakby specjalnie
dla niego . Ciasta , chleby , przysmaki , których chłopak nie potrafił nazwać -
to wszystko ładowało w jego worku.
Gdy wypełnił go po brzegi , postanowił wymknąć się
niepostrzeżenie . Odczuł jednak coś innego . Coś nakazywało mu schować się za
skrzyniami . Mistrz Ziemi zawsze kazał mu słuchać intuicji .
Do namiotu wszedł właściciel , rozejrzał się i zabrał
jedną ze skrzyń . Na szczęście nie dojrzał skulonego w kącie złodziejaszka ,
który kurczowo przyciskał do siebie worek . Zanim wyszedł , odczekał chwilę .
Szybko wydostał się z miejsca kradzieży .
*****
Serce waliło mu jak oszalałe . jego myśli obracały się
tylko wokół Po . Zagrożenie zażegnane , a on mógł odetchnąć z ulgą . Jednak
serce miało inne plany . Całe jego ciało wariowało . Gardło ściskało się ze
strachu , a płuca piekły od wysiłku . Wtedy Piotr zdał sobie sprawę , że to nie
jego uczucia .
- Cholera - użył przekleństwa , którego nauczyła go
Monika i rzucił się do biegu .
Wiedział , gdzie znajdzie przyjaciela , a raczej dokąd zmierza
. Chłopak wpadł w pierwszą uliczkę i po prostu biegł przed siebie . Miał
nadzieję , że pamięta drogę .
Prawo , lewo , prosto i skok przez kamienny mur . Potknął
się przy lądowaniu i poczuł pulsujący ból w kostce . Z jękiem oparł się o
ścianę . Już chciał obejrzeć stopę , kiedy w oddali usłyszał gniewne
nawoływanie żołnierzy .
- Zatrzymajcie go !
- Stój !
Chłopak ruszył
dalej , z każdym krokiem ból ustępował . Wybiegł na plac . w oddali dojrzał
zgraję strażników goniących Tobiasa . Mimo pogoni nie upuścił zdobyczy . Byli
coraz bliżej . Piotr spojrzał w okiennicę sklepu z maskami . w nikłym świetle
zobaczył małego Poncjusza , który z przerażeniem oglądał całe zajście .
w tym kraju kradzież była karana obcięciem dłoni , ale
jeśli oskarżyliby go o inne złodziejskie czyny, zawisł by na stryczku .
- Nie pozbawię dziecka brata - wyszeptał Piotr .
Posłał ostatnie spojrzenie blondynkowi , upuścił worek i
bez zastanowienia pognał w stronę pościgu . Skręcił trochę w lewo , tak by
dotrzeć do żołnierzy z boku . I rzucił się na pierwszego . Siła uderzenia była
tak duża , że obaj legli na ziemi . Kolejni albo na nich wpadali , albo
próbowali odciągnąć Piotra . W każdym razie chłopak osiągnął swój cel - Tobias
miał dość czasu by uciec .
Potem nadszedł cios i Piotr stracił przytomność .
*****
Dookoła panowała ciemność , w podziemiach to normalne .
Obudził się cały obolały . Czuł ból w żebrach , a twarz
paliła go niemiłosiernie . Dotknął
delikatnie policzka i syknął z bólu . Lepka substancja oblepiła jego palce . W
powietrzu czuć było metaliczny zapach krwi . Jego krwi .
Zakaszlał i skrzywił się z boleści . Wspomnienia
minionych wydarzeń wróciły . Ten strach , strach Tobiasa . Przerażenie , że Po
zostanie sam .
Ale byli bezpieczni , razem .
Piotr odchrząknął i znów jęknął z bólu . Delikatnie
podniósł się z kamienia . Zimno sparaliżowało jego mięśnie , wywołało silne
dreszcze . Czuł się okropnie , do tego żołądek ściskał mu się z głodu .
Wtedy pojawił się on . Władca Ziemi . Zjawił się w ciemności
i wypowiedział dwa słowa .
- Już czas .
Chłopak wcale o tym nie marzył . Wolał zostać w lochach
ze świadomością , że gdzieś tam jest blondynek , Tobias i Mo .
- Poncjusz nie dostał prezentu - zdążył tylko pomyśleć i
wrócił do Świata Żywiołów .
*****
Mistrz osunął się w cień , tak musiało być .
Piotr stał się Władcą Ziemi , uosobieniem jej samej .
Jego włosy lśniły latem , niczym dojrzałe łany zbóż , by
zimą skryć się za szarością . Jego oczy stały się błękitem , który spozierał
spośród chmur . Na ziemi deszcz padał tylko wtedy , kiedy po jego policzkach
spływała łza , łza smutku , bo tylko taką potrafił wydać . Wciąż doskwierała mu
samotność. Brak śmiechu Tobiasa , pytań Po i powściągliwości Moniki . Nie
potrafił zapomnieć , w pełni oddać się swemu zadaniu . Cząstka człowieczeństwa
, którą próbował tłumić , zaczęła kiełkować niczym delikatny kwiat fiołka ,
zapuszczając swe korzenie w głąb umysłu , a potem serca .
Piotr przesiadywał nad jeziorem w Ogrodzie Żywiołów ,
każdy promień słońca przypominał mu blond czuprynę małego chłopca , milczące
kamienie - niewzruszoną Mo , a rosnący nieopodal dąb - hardego Tobiasa .
Coraz częściej na Ziemi padał deszcz , który zalewał pola
i domostwa . a zboża przestały wydawać plony , schnąc zaraz po wyrośnięciu .
Władca Ziemi słabł , a świat wraz z nim .
*****
Piotr postanowił zobaczyć jezioro po raz ostatni , a
potem zamierzał zasnąć , zniknąć w mroku . Przyklęknął na brzegu , nabrał wody
w złożone dłonie i obmył nią twarz .
- Sztuka rządzenia nie jest wcale taka łatwa , prawda ?
Piotr odskoczył od wody . Ujrzał w tafli twarz swego Mistrza . Wyglądał tak jak
wcześniej . Pomarszczona twarz i siwe włosy . Chłopak zauważył , że starzec
oczekuje odpowiedzi , dlatego pokiwał głową .
- Trzeba dużo wyrzeczeń . a przybywa ich , kiedy zaczęło
się żyć ?
Piotr spuścił wzrok .
- Wiem , że będziesz wspaniałym Władcą Ziemi , ale czy ty
o tym wiesz ?
- Nie potrafię ... - wyszeptał - Nie wiem co za uczucie
targa mym ciałem . Serce ściska straszliwa boleść . Nie mogę myśleć , czuję
tylko rozpacz - głos drżał mu pod wpływem emocji .
- To żal po stracie kogoś bliskiego .
- ... bliskiego -
powtórzył chłopak , rozkoszując się cierpieniem tego słowa .
- Idź Piotrze - wyszeptał Mistrz , a potem dodał - Wiesz
co robić - zniknął jakby go wcześniej nie było .
Jednocześnie chłopak poczuł ciężar w prawej kieszeni
szaty . Wsadził rękę i wyciągnął popieli pył .
Zaśmiał się , wstał , a potem rozsypał proszek i rozpłynął
się w powietrzu jak zjawa .
*****
Blondynek wyglądał przez okiennice , obserwując ludzi
wracających do domów .
Jeszcze parę sekund wcześniej lał deszcz , teraz pojawiło
się intensywne słońce , takie jakiego nie było od dawna .
Potem zobaczył postać w dziwnym habicie , zmierzającą w
jego stronę .Na chwilę drgnęło mu serce , zwiedzione nadzieją na zobaczenie kogoś bliskiego . A potem
zakapturzona postać skręciła w lewo i zniknęła z pola widzenia chłopca .
- Wróci - wyszeptał Poncjusz i zeskoczył ze stołka .
Usiadł na kocach leżących pod ścianą .
- Nie przywitasz się ? - usłyszał głos , na który tak
długo czekał .
Spojrzał na okno i
ujrzał człowieka o blond włosach . Nie był tak młody jak wcześniej , wyraźnie
zmężniał , ale i schudł , a pod nosem urósł mu delikatny zarost .
- Piotr ! - wykrzyknął radośnie chłopczyk i wybiegł przez
drzwi na plac .
Wpadł w otwarte ramiona blondyna .
- Wiedziałem , że wrócisz - wyszeptał ze łzami w oczach .
*****
Tego samego dnia wszyscy zebrali się w sklepie , a Piotr
posypał ich popielim pyłem . Ogród Żywiołów napełnił się radosnymi śmiechami i
krzykami .
Ziemia znów zaczęła wydawać plony - za sprawą nic nie
znaczących dzieciaków , którzy byli dla siebie jak rodzina .
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz