piątek, 8 stycznia 2016

Magia tamtych dni

Ostatnio udało mi się znaleźć moje stare opowiadanie .  Natchniona wakacyjnym zachodem słońca i niezwykłą atmosferą wiszącą w powietrzu napisałem je i nie udało mi się skończyć , a teraz , gdy magia tamtych dni minęła , nie jestem wstanie dodać nic nowego .  Mam do tego bardzo krótkiego  utworu niezwykły sentyment i tęsknie za uczuciem , które wtedy mnie ogarniało .



Na niebie lśnił księżyc w pełni , a mgła sunęła po ziemi niczym wąż . Lena opuściła wioskę , nie zważając na okrzyki Ananiasza .
- Lena ! Wracaj ! Oni zaraz tu będą .
Dziewczyna przystanęła , wpatrując się w linie drzew . Noc była zimna ,  z jej ust wylatywała mgiełka pary. Lena miała na sobie satynową , białą szatę . Jej czarne włosy falowały na wietrze .
- Miła moja ! Dlaczego tu przybiegłaś ? - czarnowłosy Ananiasz położył dłonie na ramionach niewiasty i delikatnie obrócił ją ku sobie .
Dziewczyna spojrzała na niego mglistym wzrokiem , rozchyliła usta jakby próbując coś powiedzieć .
- Najmilsza , schrońmy się w wiosce . Te bestie za chwilę przedrą się przez las ! Nie jesteśmy tu bezpieczni .
Lena przykryła dłoń na swoim ramieniu .
- Idzie tu po mnie , Ananiaszu . Mogę ich zatrzymać .
Mężczyzna zaprzeczył ruchem głowy .
- Nie pozwolę ci wpaść w szpony potwora , tylko po to , byśmy mogli dożyć kolejnego wieczoru .
Dziewczyna przybliżył twarz do ukochanego i spojrzała nań ogromnymi , brązowymi oczami . Położyła delikatnie dłonie na jego szyi .
- Wiesz o mnie wszystko , a mimo to wątpisz .
- Jesteś wybrankę mego serca !
- I jego...
- W ciele jego brak serca , które biłoby szybciej na twój widok . W jego ciele nie ma krwi o kolorze równie intensywnym jak twe usta .
Ananiasz potarł dłońmi jej zmarznięte , drobne ramiona .
- Jad zasiedla się w moim ciele , Ananiaszu . Już niedługo stanę się taka jak on .
- Nie dopuszczę do tego .
- Więc pozwól mi stawić mu czoła - oznajmiła zdecydowanie , ale jej głos drżał z zimna.
- Moja słodka Leno , ty dała drżysz - ściągnął kamizelkę i założył na drobne ciało dziewczyny . Do jej nozdrzy dotarł zapach atramentu i pergaminu .
- Czuję jak woła mnie po imieniu . Żar rozpala moje ciało , jakby trawiła je gorączka . Więź naszych krwi pozwala mi czerpać jego moc . Ananiaszu , jestem równie silna jak on .
- Ale nie masz w sobie potwora . Posiadasz dusze .
- I ona pozwoli mi zwyciężyć .
W oddali zawył wilk , jego skowyt był pełen wolności , nowego życia i energii .
- Nadchodzą . Ananiaszu , nie każ mi używać mej mocy na tobie .
- A więc zrób to - przybliżył twarz na tyle , że stykali się nosami . Jego ciepły oddech pieścił jej rumiany policzek - Nie odejdę z własnej woli .
Dziewczyna westchnęła i połączyła swe dłonie z Ananiaszem . 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz