wtorek, 28 lipca 2015

- Będziecie ze mną ? - Zawsze .


Dedykuję to opowiadanie tym wszystkim , którzy chowają się za maskami .

Morgan i Alan

Nia i Ena





- No i co ! - wrzasnęłam i zatrzasnęłam drzwi ,które od razu stanęły w płomieniach.
Rzuciłam się na łóżko.
Do pokoju wpadł mój chłopak , Tracjan . Sam płonął jak zapałka , więc ognista bariera nie mogła go powstrzymać. Warczał jak wściekły pies.
- Masz zamiar uciekać od problemów ! Dobrze wiesz , że to twoja wina ! - krzyknął.
- Nie wierzysz mi to nie ! Wynoś się stąd ! - utworzyłam kolejną barierę , ale tym razem skorzystałam z kriokinezy. Oddzieliłam się od Tracjana grubą ścianą lodu , z której wystawały ostre jak sztylety sople.
Ale lód stopniał pod wpływem ognia tak jak dzieje się to w naturze .
- Nie użalaj się nad sobą ! To ty ją zniszczyłaś !
Zbliżył się do mnie , poczułam jego ciepło . Warknęłam , żeby się ode mnie odsunął , ale jego to nie obchodziło . Chciał się przypodobać Radzie , nawet moim kosztem .
- Powiedziałam , żebyś się  stąd wynosił ! - wrzasnęłam , a potem pokojem zatrzęsła ogromna siła , która popchnęła Tracjana w stronę okna , przeleciał przez nie jak duch i zaczął spadać z piątego piętra. Słyszałam jego krzyk , ale się nie przejęłam , nie mogłam zrobić mu krzywdy na terenie Soldier.

                                                                   ***
Stanęłam przed lustrem i przyjrzałam się samej sobie . Moje odbicie przedstawiało wysoką blondynkę  o pięknych niebieskich oczach , wspaniałej figurze i długich nogach . Ale to była tylko iluzja , której nauczyłam się wiele lat temu . Tylko nieliczni widzieli mnie prawdziwą , niską , niezbyt szczupłą o czarnych włosach i oczach w kolorze trawy , które i tak zawsze były zakryte czarnymi okularami .
Nikt nie potrafił mnie zrozumieć , więc nikt nie powinien wiedzieć kim jestem naprawdę .
                                                                     ***

- Willhelmino Tepper ! Przywołuję cię do porządku !
Nie zwracałam uwagi na głos Starszej Tossas , która dzisiejszego dnia przewodniczyła Radzie .  Po raz ósmy stawałam przed Trybunałem Soldiers w sprawie moich " niecnych czynów" . Tym razem chodziło o podpalenie zagajnika tuż za akademikiem , w którym uczniowie zazwyczaj palili papierosy .
- Wstań , kiedy do ciebie mówimy - rozkazała Starsza .
Niechętnie podniosłam się z miejsca , wiedziałam , że z nimi nie ma żartów . W każdej chwili mogli wyrzucić mnie z Akademii , a wtedy nie miałabym dokąd się udać . Nie znam świata poza nią .
- Zostałaś oskarżona o podpalenie i zaniechanie ugaszenia pożaru na terenie ogrodu za szkołą . Ponadto utrudniałaś akcje ratunkową , poprzez podsycanie ognia . Co masz na swoja obronę ?
Westchnęłam , bo nie było tego za wiele .
- Nie chciałam tego . - powiedziałam głośno , ale pełne niedowierzania śmiechy stopiły moją odwagę .-Ogień pojawił się znikąd , ale ja go nie stworzyłam . Nie chciałam go, tego , po co miałabym niszczyć ogród .
Rada mi nie wierzyła . Widziałam to po ich oczach , znudzeniu malującym się na twarzy .
- Chcesz powiedzieć , że ogień wzniecił ktoś inny ? - Starszy Tepes rzucił mi ironiczne spojrzenie .
- Nie... nie wiem . Ja po prostu nie rzucałam żadnych czarów . Nawet o tym nie pomyślałam ! - wykrzyknęłam , byłam zdenerwowana - Ogień pojawił się wokół mnie , nie miał żadnego źródła . Pojawił się z niczego .
- Przecież dobrze wiesz , że przywoływanie żywiołu bez jej przedstawiciela jest niemożliwe - Starsza Rosal miała niewyraźną minę , tak jakby czuła , że nie jestem w stanie wymyślić czego takiego .
Pokiwałam tylko głową , bo suche gardło nie pozwalało mi na wypowiedzenie żadnego słowa .
Ja nie zmyślałam , ogień pojawił się w jednej sekundzie ,jak poranna mgła w wiosenny poranek .  Okrążył mnie dookoła , ale nie parzył , nawet nie osmalił mi ubrań . Czułam się tam bardziej bezpieczna niż wśród tych wszystkich ludzi . 
- Twoje bajki stają się coraz bardziej śmiałe . Nie okazujesz żadnej skruchy , a to na pewno ci nie pomoże - Starsza Tossas nie słynęła ze wspaniałomyślności, wolała przykładnie karać , niż próbować zrozumieć .
Miałam ochotę rzucić czymś w stronę Członków Rady . Moje ręce zrobił się zimne by przyjąć dawkę ognia, którą mogłabym cisnąć w stronę Starszych . W porę sie jednak opamiętałam , nie chciałam pogorszyć mojej sytuacji , która i tak nie miała się kolorowo . 
- Musimy zastanowić się nad wyrokiem. Zostaw nas  - rozkazała mi Tossas .
                                                                        ***
- Jej moc jest coraz potężniejsza . Dobrze o tym wiecie . Posiada coś więcej niż tylko pięć żywiołów , sami widzieliście jak wywołała burze , kiedy nie wpuszczono ją na szkolną potańcówkę . 
- Co możemy zrobić ? Nie jesteśmy w stanie odebrać tak silnej magii .
- Musiałaby zrzec jej się sama .
- Ale ona tego nie zrobi .
- W takim razie pozostaje tylko jedno .
- Co ?
- Musimy się jej pozbyć .
- W innych szkołach będzie robiła to samo .
- Nie o to mi chodziło .
                                                                       ***

Szłam w stronę tego , co kiedyś było ogrodem . Ciągle w uszach słyszałam wyrok Rady , zbyt łagodny . Miałam naprawić szkody ?! Przecież tutaj każdy mógł to zrobić , wystarczyło ponownie wezwać żywioł ziemi , a to nic trudnego . Miałam przeczucie , że to wcale nie jest kara , tylko mała rozgrzewka przed tym co ma mnie czekać .
Szybko weszłam między pogorzelisko . Dym gryzł mnie w gardło , drapał w oczy . Machnęłam ręką i przywołałam żywioł powietrza , który przyniósł ze sobą nutkę wiosennych kwiatów . Otoczyło mnie ciepło.
- Witaj . Mógłbyś ? - wyszeptałam .
Usłyszałam skowyt wiatru i w jednej chwili cały swąd spalenizny zniknął , pozostawiając orzeźwiającą nutę . Uwielbiam , gdy to robi .
- Dzięki - poczułam jak coś ociera się o moją prawą nogę - Też miło mi cię widzieć .
Duch żywiołu zaczął tańczyć dookoła mnie , śmiejąc się przy tym . Z niewyraźnego kształtu duszka wyłoniła się  postać przystojnego chłopaka o bladej skórze i szarych włosach . Uśmiechał się wesoło do mnie , szczerząc swoje białe zęby . Jego szata powiewała dookoła , wyglądała jakby żyła własnym życiem .
- Co u ciebie Alanie ? - zagadnęłam brnąc głębiej w ogród .
Chłopak w podskokach ruszył za mną . Tańczył dookoła i śmiał się przy tym jak dziecko .
- Czyli po staremu - roześmiałam się .
Szybko jednak się opamiętałam , przecież nikt oprócz mnie nie widział żywiołu wiatru , nie chciałam wyglądać jak wariatka .
Dotarliśmy do miejsca , gdzie zeszłej nocy wybuchł pożar . Wszystko dookoła było zwęglone , ale resztki dymu nie gryzły w gardło , pewnie za sprawą Alana .
Nie było już drzew ani kwiatów , ni różanych krzewów .  Całość spowijał jakiś cień , który zabierał blask słońca . Poczułam silne przygnębienie ,  a radosny czar , którym spowijał mnie żywioł , znikł .
- Jak to się stało , że ogień pojawił się od tak !
Alan zatrzymał się , już nie tańczył , ale jego twarz nigdy nie rozstawała się z uśmiechem . Taka jest natura powietrza , jak zwykł mawiać . Rozejrzał się dookoła ,a potem skupił wzrok na mnie .
- Jesteś coraz silniejsza , Will . Wiem , że to czujesz . Już sam fakt , że mnie , nas widzisz jest niezwykły. Codziennie masz świadomość jak za tobą podążamy , pomagamy . Tylko ty potrafisz zrozumieć naszą naturę .
Pokiwałam głową , a niesforny kosmyk spadł na moje czoło . Szybko go poprawiłam .
- Tak - uśmiechnęłam się , patrząc na własne buty .
Miał racje .
- Jesteś niezwykła ...
- Ale o tym powinna się dowiedzieć sama - usłyszałam głos Eny .
Boginka ognia pojawiła się tuż obok mnie , poczułam żar , który okrył moje ciało od stóp do głów . Strużka potu słynęła mi po szyi .
Ena pogłaskała swoje rude włosy , które wiły się na kształt małych węży . Ten żywioł zawsze mnie przerażał w tej postaci . Miała w sobie coś groźnego , o ironio , jak ogień .
- Nie powinieneś był jej o tym mówić - zganiła Alana - Wracaj do normalnej postaci !
Chłopak uśmiechnął się do mnie , a potem rozpłynął w powietrzu .  Pozostał po nim tylko delikatny wietrzyk .
Płomiennowłosa zlustrowała mnie swoimi złotymi oczami .
- Po co tu przyszłaś ? - zapytała niskim głosem , który zdawał się wydobywać z jej wnętrza .
Szybko skupiłam się na pytaniu . Gdy byłam małą dziewczynką , zawsze bałam się , że powiem coś złego , a ona mnie spali . Jak dotąd niczego takiego nie zrobiła , ale wcale mnie to nie pocieszało .
- Za kare . Mam naprawić szkody .
- Powinnaś .
- Ale ja tego nie zrobiłam - wyszeptałam .
Jej śmiech rozniósł się po całym ogrodzie , ale nie wrócił jako echo , tak jak się działo w przypadku Alana . Jej głos , w tym śmiech , pozostawiał po sobie jakiś ślad , prawie namacalny , jak spalona ścieżka - pozostałość ognia .
Ena szybko zaprzestała , a jej mina nie wyrażała już ironii , a niedowierzanie .
- Ty na prawdę nie wiesz ? - zaprzeczyłam ruchem głowy - To nie była świadoma magia - mruknęła - Niedobrze ...
Chodziła w tę i z powrotem , zastanawiając się nad czymś głęboko . Nie miałam zamiaru czekać , przyszłam tu , żeby wykonać zadanie , więc zabrałam się do roboty .
Wezwałam żywioł ziemi . Nia pojawiła się w akompaniamencie śpiewu ptaków , tak jak to robiła za każdym razem . W jej brązowych włosach siedziały motyle , a mała wiewiórka przemierzała drogę od ramienia do nadgarstka .
- Nia , pomożesz mi ? - zapytała .
Boginka uśmiechnęła się wesoło i założyła włosy za elfie ucho . Zatarła ręce .
- No pewnie , co mam robić ?
- Myślałam o dokładnie tym samym co było wcześniej , ale jeśli chcesz , możesz dodać coś od siebie - w tym momencie sobie coś uświadomiłam , wiec szybko dodałam - Tylko nie przesadzaj .
Jej entuzjazm wyraźnie spadł i wydęła usta . Jakiś czas temu poprosiłam ją o pomoc w przygotowaniu kwiatowego balkonu na zaliczenie . Zostawiłam ją na chwilę samą i z mojego balkonu metr na metr otrzymałam sześćdziesiąt na sto metrów , a do tego drzewa , palmy , nie wspominając o wodospadzie, który stworzyła razem z Morganem . Właśnie Morgan , prawie o nim zapomniałam .
- Ale ja o tobie nie - usłyszałam głos za sobą i automatycznie się odwróciłam .
Żywioł wody stał przede mną , ale nie mogłam go dojrzeć , robił to specjalnie. Znów czytał mi w myślach !
- Zgadza się - ponownie to zrobił .
- Nie mam szans na prywatność ? Alan potrafi się powstrzymać - oznajmiłam i od razu zauważyłam , że pochlebstwo wyraźnie przypadło do gustu boginkowi powietrza .
Morgan nagle zjawił się obok mnie  . Jego ciało jak woda było niewyraźne , prawie przezroczyste , a potem zauważyłam niebieskie oczy . Gdy tylko się pojawiły, reszta zaczęła przybierać ludzką postać . Nigdy nie wiedziałam jak będzie wyglądać , za każdym razem coś się w nim zmienia .  Raz pojawił się wyższy ,innym razem nieziemsko przystojny . Najzabawniejszym z jego wcieleń  było przybranie postaci dziewczyny w blond kiteczkach .
Morgan to dziwny gość .
- Ty też nie należysz do przeciętnych .
- Mam nadzieję , że to komplement - nie czekając na potwierdzenie przeszłam do sedna .- Pomożesz Nia ? Roślinkom przydałoby się troszkę wody . Nie sądzisz ?
Morgan wzruszył ramionami i skinął głową . Można by rzec , że wygląda na rozsądnego , ale jego także nie chciałam zostawiać samego .
Nia chyba zauważyła , że nie chcę dać im wolnej ręki .
- Wodospad to był jego pomysł - próbowała zrzucić winę na żywił wody .
- No nie wiem .
- Proszę , nie zrobię nic głupiego , chcę tylko , żeby ten park nie był już wykorzystywany na palarnie . Wiesz jak tu czasem cuchnie ?! Nawet Alan nie daje sobie rady - boginek powietrza pokiwał głową z przejęciem - A to jest nasze ulubione miejsc . Mamy tu o wiele większą moc .
Westchnęłam tylko , z nimi i tak nie wygram .
- Co prawda to prawda - Morgan  skomentował moje myśli .
Świadomość , że jestem na przegranej pozycji w tym sporze , widocznie uskrzydliła trójkę żywiołów .
Może nie będzie tak źle ?
- Dobra - powiedziałam , a Nia rzuciła się by mnie uściskać - Tylko nie przesadźcie , ja i tak muszę iść na zajęcia .
- Wspaniale ! - wykrzyknęła boginka ziemi , a wiewiórki na jej rękach zapiszczały radośnie . Nawet motylki zrobiły się bardziej kolorowe - Zaczynajmy jak najszybciej ! - zwróciła się do reszty żywiołów .

                                                                        ***

Tracjan zasiadł przy moim stoliku jak gdyby nigdy nic . Spojrzał na mnie i bez słowa zabrał się za jedzenie .
Nie wiedziałam co powiedzieć , bo z jednej strony miałam ochotę usmażyć go ogniem , a potem zamienić w bryłę lodową , ale to mój chłopak . Może nie taki idealny , ale go lubię .
- Wybacz mi - powiedziałam i czekałam na jego reakcje .
Tracjan uniósł głowę i zmierzył mnie wzrokiem . To spojrzenie , chce mnie skarcić , ale nie potrafi . Jęknęłam mimowolnie . Jego wyraz twarzy się zmienił .
- Za to , że wypchnęłaś mnie z piątego piętra ? - wydął wargi , oznaka jego zdenerwowania - Tak .
Że co ? Wybaczył mi . O rany ! A ja byłam na niego zła tydzień , tylko dlatego, że przez przypadek potrącił mnie łokciem . Jego oczy niezwykle lśniły , kiedy wpatrywał się we mnie z wielką intensywnością .
Specjalizacja - Woda , ale wyglądał jakby był z Ognia . Uśmiechnęłam się do niego , a potem odruchowo położyłam dłoń na jego rękę . To wystarczyło , byliśmy ze sobą dwa miesiące , a przez ten czas nie okazywaliśmy sobie zbyt wielu uczuć . Nawet się nie całowaliśmy .
-Nic ci nie jest ? - zapytałam , bo dopiero zauważyłam jego siną skórę .
- Nie , po prostu ... nieważne .
- Powiedź mi . Proszę - użyłam najczulszej nutki w głosie i automatycznie poczułam się jak ... zdrajca . Miałam na nim tego nie wykorzystywać  , to była cześć żywiołu ziemi , granie na uczuciach .
Tak jak się spodziewałam , Tracjan poddał się mojej manipulacji .
- Chodzi o to , że ... Ale nikt nie może się dowiedzieć .
- Jasne , jasne .
- Nocami spotykamy sie w pokoju Louis i ćwiczymy .
Louis , Louis , kto to ... A tak ! Louis Armstrong . Dopasowana do ognia . Ruda , niezwykle piękna i wysportowana . Nie sposób przejść obok niej i jej nie zauważyć .
- Jakie ćwiczenia ? - nie miałam pojęcia o czym mówi .
- Wiesz jak jest - jego oczy rozbłysły jeszcze mocniej - Wszyscy nam mówią , że każdy z nas potrafi panować tylko nad jednym żywiołem . Chcemy to zmienić . 
Zaśmiałam się , myślałam , że to żart , ale potem zauważyłam minę Tracjana, był taki przejęty tym co robi . On brał to na serio .
- Tracjan ,  ja nie wiem , czy to możliwe ...
- A ty ? Wiem , że to tajemnica , ale ty potrafisz posługiwać się wszystkimi żywiołami .
- Każdy to potrafi ...
- Tak , ale nie jak ty ! Ty potrafisz zrobić z ogniem , ziemią , wodą , powietrzem wszystko ! - wykrzyknął , ale szybko się opamiętał , byliśmy w stołówce . - Inni mogą tylko w pewnym stopniu przywołać ogień by się ogrzać , wodę by ugasić pragnienie , ziemie by uratować drobną roślinę , a powietrze by móc oddychać pod wodą . To nic w porównaniu z tym , co ty potrafisz !
Zaczął mnie trochę denerwować , więc gdy poczułam , że w moich rękach gromadzi się nieznana siła , woda , szybko się opamiętałam , choć miałam nieodpartą ochotę oblać go zimną wodą , aby wytrzeźwiał .
- Ogarnij się Tracjan - mruknęła, - ja się z tym urodziłam . Nic z tym nie zrobię , nie nauczyłam się tego!
- Jesteś samolubna . Mimo tego , że wybaczam ci , wspieram , ty za każdym razem mnie wyśmiewasz , nigdy nie podoba ci się to co wymyślę . Nie poznaje ci , Will !
Przełknęłam ślinę , ale i tak czułam suchość  w gardle .
- Tak naprawdę NIGDY MNIE NIE POZNAŁEŚ - powiedziałam dobitnie i bez słowa wstałam od stołu , zostawiłam tacę z jedzeniem i mój zeszyt od historii. 
Nie odwróciłam się , nawet na niego nie spojrzałam . On miał inne wyobrażenie mnie samej .
- Bo niepotrzebnie chowasz się za zaklęciem iluzji - usłyszałam w głowie głos Morgana .
Odeszłam na tyle daleko , aby nie słyszał mnie nikt z Akademii , nie leżała mi opinia przygłupa gadającego ze sobą .
- Nikt nie może poznać całej prawdy o drugim człowieku - odpowiedziałam .
Czułam obecność żywiołu wody , chyba szedł obok mnie w niewidocznej postaci .
- Ty na to nie pozwalasz , Willhelmino . Nie pozwalasz na to ludziom , ale nam tak . Dlaczego ?
- Bo wy wiecie jak obejść moje zabezpieczenia .
- No w sumie tak . Przykro mi - przede mną pojawiła się jego głowa pozbawiona tułowia , usta rozciągnięte w szerokim uśmiechu .
Westchnęłam , ten dzień był strasznie męczący , na szczęście  już po kolacji , mogłam wrócić do pokoju .
- Po co przyszedłeś ? - zapytałam siląc się na naprawdę zmęczony glos , żeby uniknąć dalszej konwersacji .
- Skończyliśmy .
Przypomniałam sobie o palarni . Jęknęłam na samą myśl o tym , co mogłabym zobaczyć. Ekstrawagancja leżała w naturze Nia , Morgana zresztą też .
- To prawda - żywioł wody skomentował moje myśli i odwrócił się ode mnie- A tak na marginesie , nie łatwo się mnie pozbyć - zaśmiał się  .

                                                                  ***
Palarnia wyglądał jak raj , a raczej tak mi się wydawało .
Drzewa uginające się pod ciężarem drzew , kwiaty jakich nigdy nie widziałam. Wszystko było tak piękne , nierealne , wspaniałe . Zabrakło mi tchu .
- To jest ... - wyszeptałam .
- Piękne - dokończyła za mnie Ena .
Boginka ognia nie brała udziału w tworzeniu tego cuda . Była wyraźnie zadowolona z dzieła swego rodzeństwa .
Szczególnie piękne były drzewa rosnące pośrodku parku . Cztery piękne, ogromne dęby otaczały delikatną brzozę o liściach w kolorze dojrzałych malin. Wyglądały jakby broniły ją przed światem zewnętrznym .
I pomyślałam , że ...
- To ty - wyszeptała Ena - Jesteś naszą podopieczną Willhelmino Tepper , kochamy cię jak siostrę .
- Wiem - wyszeptałam i była to najszczersza prawda .   
W tym momencie pojawił się przede mną Alan , a potem Nia i na końcu Morgan .
- I jak ? Podoba się ? - zapytała Nia - Próbowałam się powstrzymywać ...
- Chyba my ciebie - oznajmił Alan - Chciała tu zbudować drugi Eden .
- I chyba jej się udało - dodałam .
Słyszałam ćwierkające dookoła ptaki .
- To już nie jest palarnia - oznajmiłam , co Morgan skomentował śmiechem - To ogród żywiołów .
Nia uniosła dłoń i tuż obok moich nóg pojawił się ogromny kamień , a potem dołączyła do niej Ena i głaz pokrył się napisem " OGRÓD ŻYWIOŁÓW " , a potem ten sam , pod spodem , napisany w prastarym języku życia , który odczytać mogły tylko nieliczne istoty na ziemi . W tym ja .
- Dziękuję - wyszeptałam .
- Nie , to my dziękujemy . Zapewniłaś nam rozrywkę - odparł Morgan .

                                                              ***
- Łowca już gotowy .
- Jeszcze nie , będzie tu za cztery dni .
- Zróbmy to jak najszybciej .
- Co powiemy nauczycielom i uczniom ?
- Że to było samobójstwo .
-...
- Co się stało ?
- Słyszałaś to ?
- ...
- Jakby chlupot wody . Może mi się przewidziało .

                                                              ***

- Will , obudź się - słowa przedarły się do mojej świadomości i poczułam jak coś zimnego szarpie mnie za ramię .
 Szybko otwarłam oczy i odskoczyła. Przy moim łóżku klęczał Morgan . Tym razem był wysokim blondynem o niezwykle umięśnionym ciele . Jednak  niebieskie oczy natychmiast zdradziły mi  jego tożsamość .
Żaden z żywiołów nie przychodził do mnie do pokoju od wielu lat . Ustaliliśmy, że zasługuję na trochę prywatności , skoro i tak mogą czytać mi w myślach .
Musiało to być coś ważnego .
- Co się stało ? - wyszeptałam przytłumionym głosem, żeby nie obudzić mojej współlokatorki .
Morgan tylko zaprzeczył ruchem głowy i złapał mnie za rękę . Poczułam jak jakaś substancja pokrywa moje ciało , a potem tylko szarpnięcie i już byłam poza akademikiem .
Wiał zimny wiatr , dlatego moje piżama ( tj. krótkie spodenki i koszulka ), nie była odpowiednim strojem na takie wypady .
- Jedyne co mogę dla ciebie zrobić , to podgrzać wodę w twoim ciele - uśmiechnął się do mnie szeroko , ale chyba nie zauważył mojego entuzjazmu .
Tym bardziej , że zęby zaczęły mi kłapać i nie mogłam uspokoić szczęki .
Na szczęście pojawiła się obok nas Nia i okryła mnie płaszczem z suchych liści.
- Jeśli chcesz , możemy poprosić Alana , żeby się uspokoił - oznajmił Morgan, prowadząc mnie za rękę - Ale dzisiaj chyba nie będzie w stanie .
Byłam coraz bardziej zdenerwowana , o czym nie chcieli mi powiedzieć ?
- Zaraz będziemy - Nia wskazała drzewa , którymi zachwycałam się zeszłego wieczoru , teraz , w tych ciemnościach , podczas wichury , wyglądały nader upiornie .
Jakby na komendę , dookoła drzew pojawiły się ogniki . Wyglądały jak prawdziwy ogień , ale Morgan zapewnił mnie , że nie można się nimi oparzyć.
- O co chodzi ?- zapytałam , kiedy znaleźliśmy się w schronieniu przed wiatrem , a do naszej trójki dołączyli jeszcze Alan i Ena .
Alan był w strasznej kondycji . Jego mleczna skóra zszarzała ,a oczy stały się ciemne i nieprzyjemne .
Ena spojrzała na mnie groźnie , najwyraźniej nie zamierzała owijać w bawełnę.
- Ktoś chce się ciebie pozbyć .
Wywalić mnie ze szkoły ? Nie miałam aż tak strasznych ocen . Morgan znów przeczytał moje myśli .
 - Nie Willhelmino , oni chcą cię zabić .
Zmiękły mi nogi i upadłam na ziemie .
Jak to mnie zabić ? Przecież ... Ja nic ...
I zrozumiałam . Wyrok rady Soldiers . Stwierdzili , że jestem dla nich zagrożeniem , a ta głupia naprawa ogrodu, była tylko zajęciem mnie czymś . Miałam ochotę rozpłakać się , poczułam się taka bezsilna .
- Ty nie jesteś słaba . Oni się ciebie boją - Alan wyglądał o wiele groźniej niż normalnie . Jeszcze nigdy nie widziałam go podczas burzy , miał w sobie pierwiastek zła , tak jak reszta jego towarzyszy . Każdy z nich był przerażający na swój sposób , ale ja tego nie potrafiłam dostrzec .
- Bo jesteś jedną z nas - Morgan położył dłoń na moim ramieniu , wiedziałam, że to próba pocieszenia mnie .
- Co mam robić ?
Żywioły spojrzały po sobie i każdy po kolei skinął głową .
- Willhelmino Tepper , pora się ujawnić .
Na początku nie zrozumiałam . Co to miało wspólnego ...
- Musisz wszystkim pokazać jaka jesteś potężna , że nikt nie dorasta ci do pięt - Morgan widocznie wiedział co mówi - Jeżeli wszyscy , ci ważni i ci mniej, zauważą twój talent , będą chcieli mieć na ciebie oko . Żadna rada nie ośmieli się ciebie zabić .
Ujawnienie było dla mnie czymś gorszym niż śmierć . To obnażenie się przed wszystkimi bez żadnego powodu . Nikt dotąd , z ludzi , nie widział mojego prawdziwego ja . A jeśli wszyscy się odwrócą ? Może przestraszą się i moja śmierć nastąpi jeszcze szybciej ?
- Każdy z nas musi czasem zrzucić maskę i ponieść tego konsekwencję - żywioł wody nigdy nie był sobą .
- A nie możecie ich po prostu pokonać . Jesteście żywiołami  .
- Co by to dało ? I tak będziesz to musiała zrobić -Ena była nieustępliwa , ale w głębi serca czułam , że to prawda .
Jęknęłam zrezygnowana  , jeszcze nigdy nie czułam się tak źle . Kręciło mi się w głowie , a żołądek fikał koziołki w moim brzuchu i najwyraźniej nie miał zamiaru przestać .
- Kiedy mogłabyś to zrobić ? -Nia była wyraźnie podekscytowana .
Jedyne co mi przyszło do głowy to dzień pokazowy , ale nie byłam wpisana do programu .
Morgan przymknął na chwilę oczy i uśmiechnął się triumfalnie .
- Już jesteś - oznajmił i złapał mnie za rękę .
Nie pamiętałam jak się znalazłam w łóżku ani dlaczego moja piżama zmieniła się w niebieską koszulę nocną .

                                                                 ***

Przemierzałam korytarz szkolny bez żadnego celu . Wszystkie moje myśli kręciły się dookoła wydarzenia , które miało zmienić moje życie .
 - To już jutro - usłyszałam głos Morgana , ale byłam na to przygotowana . Wszystkie żywioły nawiedzały mnie od wczoraj . Tylko Morgan nie odstępował mnie na krok , przez co byłam troszkę zestresowana . Miał w zwyczaju rzucać jakieś komentarze w kierunku nauczycieli prowadzących lekcje . Czasem nie mogłam powstrzymać śmiechu , a kiedy pytali o powód mojej nagłej wesołości , zostawałam sama . Morgan ulatniał się na chwilę i wracał kiedy już dostałam ochrzan .
Teraz jednak tak nie było , często milczał , tylko mnie pilnował . Byłam mu za to wdzięczna , tak jak i innym żywiołom .
Zobaczyłam idącego w moją stronę Tracjana i poczułam jak boginek wody wyraźnie się rozwesela . Uwielbiał naśmiewać się z mojego chłopaka . A to z jego blond fryzury albo dziwnego zachowania . Czułam , że to będzie ciężka rozmowa.
- Zamknij się , proszę - mruknęłam do Morgana , żeby mieć to już z głowy .
Tracjan podszedł do mnie prężnym krokiem , całą drogę przeszedł z rękami w kieszeniach , na głowie miał kaptur bluzy .
- Witaj - oznajmił i pocałował mnie w policzek .
Zdziwiłam się , podczas naszego związku zrobił to raptem kilka razy , ale nigdy w takich okolicznościach . Przecież się pokłóciliśmy , a on jakby nigdy nic .
- Cześć - w moim głosie było słychać zdziwienie , on też to zauważył .
- Chciałem cię przeprosić . Ja nie chciałem , żeby tak to zabrzmiało .
- Nic się nie stało . Ja ciebie też przepraszam .
Usłyszałam głośny śmiech Morgana tuż obok mojego ucha , a potem on sam pojawił się ramie w ramie z Tracjanem . Mój chłopak oczywiście go nie widział , co jeszcze bardziej bawiło boginka Wody .
- Lubię jak mówisz do mnie boginek - oznajmił ze śmiechem w głosie , a ja przeklęłam go w myślach - No , no . Nie lubię jak się tak wyrażasz .
No to nie dajesz mi innego wyboru .
- Will , Will !- usłyszałam głos Tracjana .
- Tak ?
- Pytałem o co chodzi z tym pokazem . Nie wiedziałem , że będziesz brała udział .
Spojrzałam na niego , a potem z powrotem na Morgana . Już go nie było . Wróciłam do rozmowy .
- Nie byłam do końca przekonana czy będę mogła . Ta sprawa z podpaleniem. Mogli mnie nie przyjąć .
- No tak , ale papiery na wpisanie na listę składa się miesiąc wcześniej - nie do końca mi wierzył .
Nigdy nie myślałam iloma kłamstwami już go raczyłam , raczej nie miałam oporów przed udawaniem kogoś innego , o czym świadczyła rzucona na mnie iluzja . On zakochał się w zupełnie kimś innym , bo moje życie to ciągła gra , on nigdy mnie nie pozna , nawet kiedy będzie po wszystkim . Ja nie potrafię się otworzyć na drugiego człowieka , wole wić dookoła siebie kokon fałszu .
I pierwszy raz w życiu poczułam wstyd za samą siebie . Jak mogłam być tak okrutna , tak samolubna .
Koniec z tym .
- Tracjan, ja wiem , że jesteśmy ze sobą jakiś czas ...
- Dokładnie dwa miesiące i czternaście dni - wyrecytował .
Oniemiałam , jemu na prawdę zależało . Na mnie . Nie , nie na mnie . Zależało mu na wysokiej , niebieskookiej blondynce , a jej już nie będzie jutro o tej porze . To okrutne .
- Już za późno by to odwołać - usłyszałam głos Morgana . - Jeśli pragniesz by był szczęśliwy , mogę sprawić , że zapomni .
Jak to ?
- Nie będzie cię pamiętał , Wasz związek zniknie z jego pamięci i wszystkich znajomych . Jego uczucia do ciebie przestaną istnieć , jak gdyby nigdy nie był oszukany .
Stracę przyjaciela .
- Nie . To będzie szansa by mógł się kimś takim stać dla ciebie .
Nie będzie jutro cierpiał , nie poczuje nic .
Zrób to ... ale pozwól mi się z nim pożegnać .
Poczułam  ,że obecność Morgana zniknęła . Spojrzałam na Tracjana . Jego świetliste oczy , radosny wyraz twarzy .
- Tracjan ... Nie wiem jak ci to powiedzieć - zaczęłam , a on zamilkł .- Jesteś wspaniałym przyjacielem . Potrafisz mnie rozbawić , ale też nieźle wkurzyć . Ale tobie zależy bardziej niż mnie . Chciałbyś bym cię kochała , ale ja nie potrafię .
Tracjan pokiwał delikatnie głową i przełknął ślinę .
- Chcesz się rozstać ?
- Nie , ... 
Zbliżyłam się do niego i przytuliłam . Pachniał jakimś perfumem , zawsze tym samym , kiedyś miałam się zapytać jak się nazywa , ale wyleciało mi z głowy .
Wtuliłam się w niego mocno , świadoma , że może po raz ostatni , a uczucie tęsknoty już ściskało mnie za serce .
- ...  chcę byś zapomniał - wyszeptałam mu do ucha .
Poczułam obecność Morgana , a powietrze delikatnie zafalowało . Odsunęłam się od Tracjana , kiedy poczułam , że jego ramiona słabną .
- Już - usłyszałam głos żywiołu .
Tracjan rozejrzał się nieprzytomnym wzrokiem , a potem skupił spojrzenie na mojej osobie .
- Przepraszam , o czym mówiliśmy ? - zapytał .
Zamrugałam szybko , chciał się pozbyć łez , które zgromadziły się w kącikach moich oczu .
- Jestem Will - powiedziałam i podałam mu rękę .
- Miło mi . Tracjan - uścisnął moją dłoń .

                                                            ***

Przemierzałam ogród żywiołów . Byłam co raz bardziej zdenerwowana . Z powodu pokazu , zwolniono nas z lekcji , żebyśmy mogli się przygotować .
- Pokaz już za dwie godziny , a ja nic nie umiem !
W mojej głowie panował prawdziwy harmider jak po przejściu huraganu . Można by podejrzewać o to Alana .
Poczułam ciepło i obok mnie pojawiła się Ena . Zawsze była tka piękna , tajemnicza jak zapieczętowana skrzynia.
- Uspokój się - zaczęła - nie wypadniesz przekonująco, jeśli będziesz wyglądać na  rozhisteryzowaną wariatkę .
Wzięłam głęboki wdech .
- Więc co mam robić na scenie ? Ja nie potrafię nic niezwykłego !
Ogień mruknęła . 
- Gdy wybuchł pożar w ogrodzie , zapytali cię jak to zrobiłaś . Ty jednak o niczym nie wiedziałaś , bo nigdy nie byłaś świadoma drzemiącej w sobie mocy .
Nie mogłam uwierzyć w jej słowa , ja byłam nikim , zawsze .
- Nie musisz mieć zapałki by władać ogniem , tak jak robią to inni . Ty jesteś ogniem , wodą , powietrzem i ziemią . Jesteś piątym żywiołem .
- Ale jak ? - wydusiłam .
- Jesteś duchem . A Duch nigdy się nie poddaje . Dlatego wejdziesz na scenę , ujawnisz kłamstwa , przedstawisz rzeczywistość i odejdziesz z wysoko podniesionym czołem .
Ten natłok informacji przyprawił mnie o zawrót głowy , ale poczułam się lepiej . Choć strach ściskał moje gardło , to wiedziałam , że nie jest wstanie pozbawić mnie oddechu .

                                                                             ***

Sala pokazowa była ogromnym budynkiem . Swą wewnętrzną budową przypominała Koloseum , jednak trochę mniejsze .
Goście wlewali się przez otwarte drzwi główne . W tłumie wypatrzyłam moich rodziców . Wyglądali na szczęśliwych , że ich dziecko zostało dopuszczone do pokazu . Od zawsze był to wielki zaszczyt .
Do mnie jednak to nie docierało . Moje myśli krążyły wokół słów Eny , próbowałam w ten sposób dodać sobie otuchy .
- Pamiętajcie , że na pokazanie się z jak najlepszej strony macie tylko pięć minut . Ewentualnie osiem - opiekun grupy powtarzał to po raz drugi w ciągu godziny .- Wychodzicie alfabetycznie . A ...i nie zapomnijcie się przedstawić na początku .
Rozejrzałam się , ale nie widziałam nikogo znajomego , Tracjan był w drugiej grupie , ale nawet gdyby znalazł się w mojej , raczej byśmy z sobą nie pogadali .
-Trema ? - usłyszałam głos Morgana , a potem pojawiło się jego ciało .
Pokiwałam głową i usiadłam na ławce pod ścianą .
 - Jaka ja jestem naprawdę ? Już sama nie wiem - wyszeptałam .
Morgan zmierzył mnie wzrokiem i wyszczerzył białe zęby .
- Jesteś Duchem . A ja z kolei ?
- Jesteś Wodą - odwzajemniłam uśmiech .
- I tego się trzymaj .
Położył dłoń na moją rękę .
- Będziesz ze mną ?
żywioł zaczął znikać , a gdy całkiem rozpłynął się w powietrzu , usłyszałam jego głos .
- I nie tylko ja . - powiedział .
Poczułam obecność powietrza , ognia i ziemi , a potem odprężyłam się , na tyle ile mogłam .

                                                                          ***

- Willhelmina Tepper ! Przydział : Ziemia !
Zmiękły mi kolana i pomyślałam , że nigdzie nie idę , kiedy poczułam siłę popychającą mnie w stronę sceny .
- Zrobimy wszystko ... - usłyszałam , a reszta zdania zniknęła w odgłosie oklasków .
Wyszłam na sam środek i choć starałam się nie zwracać uwagi na ludzi  siedzących dookoła mnie  , czułam wlepiające się w moją postać natarczywe spojrzenia . Odchrząknęłam dwa razy i ukłoniłam się.
- Jestem Willhelmina Tepper .
Zauważyłam stojącą przede mną ławę , a przy niej kobietę , mniej więcej czterdziestoletnią i łysego mężczyznę . Poczułam się trochę jak na przesłuchaniu do roli w teatrze .
- Jaki przydział ? - zapytał mężczyzna  .
Wzięłam głęboki wdech .
- Ziemia - zrobiłam chwilę przerwy - a także ogień , woda i powietrze .
Po sali przebiegł szmer głosów pełnych niedowierzania . Część gapiów uważała  , że to żart .
- Pokaż - usłyszałam głos Morgana .
Na tę drobną sugestię rozpoczęłam pokaz .
Spojrzała w prawo . Na podeście leżała uschnięta trawa , miał służyć do zaprezentowania moich umiejętności leczenia . Ja jednak miałam inne plany . Wyciągnęłam ręce w kierunku martwych roślin i przywołałam żywioł ognia . Ena pojawiła się tuż obok mnie , wyraźnie weselsza nić na co dzień . W jednej sekundzie trawa stanęła w płomieniach . Gdy tylko ogień strawił ostatnie źdźbło , przywołałam Alana . Znalazł się obok  Eny i pozwolił mi unieść pozostały popiół w górę . Fruwały nad moją głową jak motyle , żarzące się motylki .
- Pomóż mi Morganie - wyszeptałam i żywioł wody ukazał się naprzeciwko mnie .
Z jego pomocą stworzyłam strumień wody , który przybierał najróżniejsze formy . Stado galopujących koni , latające łabędzie , a nawet parę tancerzy baletowych . Potem woda zalała krążący popiół .
Podziękowałam boginkowi skinieniem głowy i wezwałam Nie .
- Pomóż mi Nia .
Ta jak najszybciej przybyła na moje wezwanie . Spojrzała na mnie wyczekująco .
- Dajmy im nowe życie - zakrzyknęłam .
Bogini Ziemi podeszła do mnie i złapała moją dłoń . Całą naszą moc posłałyśmy w stronę martwych resztek , by tchnąć w nie nowego ducha .
Każda odrobina popiołu zaczęła przekształcać się w drobne nasionko , tylko pięć z nich osiągnęło rozmiar paznokci .
Tym razem nie musiałam prosić o pomoc żywioły , one pragnęły mojego zwycięstwa .
Nasiona spadły na ziemię , zlała je woda i ogrzał ogień .
Gdy rozpoczął się proces wzrostu , nawet mi zaparło dech w piersiach . Trawa , kwiaty porastały beton , a pięć drzew , łudząco podobnych do tych z ogrodu , przebiło fundamenty , by dostać się do ziemi . Wszystko wyglądało pięknie , dlatego nie zdziwiły mnie okrzyki zachwytu . Rzuciłam okiem na publiczność . Oni nie patrzyli tylko na dzieło pokazu , lecz na żywioły , które zrobiły wokół mnie krąg .
- Co jest ? - zapytałam , ale nikt nie udzielił mi odpowiedzi .
Żaden z żywiołów nie wyglądał jak dawniej . Ena płonęła jak pochodnia , a jej ciało stało się prawdziwą magmą . Alan prawie stracił ludzką postać , wyglądał jak chmura , chcąca przybrać kształt człowieka , tylko oczy pozostały niezmienne . Nia nie miała ludzkich nóg , ich miejsce zajmował pień drzewa o głębokich korzeniach , sięgających do wnętrza ziemi . I Morgan , bardziej przystojny niż dotychczas . Jego skóra wyglądał jak woda , a włosy przypominały spienione fale .
- Jesteście piękni - wyszeptałam .
- Ty też - odrzekł Morgan .
Rzeczywiście czułam się inaczej , byłam ... wolna . Szybko spojrzałam na ręce . Skrzyły się jak śnieg w grudniowy poranek , dotknęłam twarzy i poczułam miękką skórę , przypominającą w dotyku chmurę . Morgan położył mi dłoń na ramieniu , czym zwrócił moją uwagę . Spojrzałam na niego i odkryłam , że specjalnie dla mnie wygładził taflę wody , jego skórę . Wyglądał jak ogromne lustro . Zaparło dech w piersiach .
Rzeczywiście byłam piękna . Moje oczy lśniły jak zabarwione na miętowo diamenty , a usta przypominały sopelki lodu . Mała moja skóra skrzyła się .
To ja . To naprawdę byłam ja . Ta prawdziwa . Nieskrywana za maskami i iluzjami , których nie potrafiłam zdjąć .
- Udało się - wyszeptałam .
- Tak , udało - odparł Morgan .
Czas jakby się zatrzymał , byliśmy w innym wymiarze . Zniknęli ludzie na widowni i ich okrzyki niedowierzania .
- Chcesz zostać ? - usłyszałam pytanie Eny .
- Co to oznacza ?
- Teraz jesteś czystym żywiołem . Chcesz wrócić , by dokończyć Akademię ?
Czułam się rozdarta . W tej powłoce byłam naprawdę sobą , nikt nie mógł mnie skrzywdzić i poniżyć . Ale urodziłam się człowiekiem , ludzkie życie to część mojego przeznaczenia .
 - A jeśli na powrót znajdę się w Akademii , będę mogła znów do was wrócić ?
- Tak . Tego nikt nie jest wstanie ci odebrać - odparła Nia
- Będziecie ze mną .
- Zawsze - wyszeptał Morgan i uścisnął moją rękę .
Moje życie dopiero się zaczęło .










Iluzja Will i jej prawdziwe oblicze

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz