Choć miałam nie pisać , jednak to zrobiłam . Moje kolejne opowiadanie napisałam na lekcje języka polskiego . Za namową moich przyjaciółek postanowiłam je opublikować .
To opowiadanie dedykuje mojej Mamie , a także Monice i Magdzie .
"Babie lato "
Rzecz działa się w siedzibie trzydziestego plutonu Gwiezdnej Straży , działającej pod kryptonimem
"Kwiecień " . Ale historia ta nie opowiada o dzielnych strażnikach pilnujących porządków , lecz przedstawia dzieje Uny , córki kapitana Amidale .
Był to dzień równie podobny do tych wcześniejszych jak i przyszłych , Una Amidale przemierzała sieć korytarzy , by dotrzeć do Sali Wieszczy . Miała tam odbyć nauki u swojego mistrza Katrope , który wykładał Sztuki Skupienia i Siły Woli . Dziewczyna szanowała staruszka , ale wolała chodzić na treningi strażników . Z całego serca pragnęła dołączyć do nich , przemierzać kosmos w poszukiwaniu zła , które można by unicestwić . Niestety nie taka była wola jej ojca , Thomasa .
Sala Wieszczy była okrągłym pomieszczeniem o szklanym zadaszeniu , przez który w nocy można było oglądać gwiezdne konstelacje , a także fazy trzech otaczających ich księżyców . Pokój prawie w trzech czwartych zajmowały regały pełne starych pergaminów i jeszcze starszych pergaminów .
- Spóźniłaś się Uno Amidale i rzekł mistrz swoim piskliwym głosem - a to nie pomaga w skupieniu .
- Przepraszam - odparła i przyklęknęła na lewe kolano - Tym bardziej nie ucieszy cię fakt , iż będę musiała wcześniej cię opuścić , nauczycielu.
Staruszek zachichotał jak mały chłopiec i podrapał się po długiej , siwej brodzie .
- Nie wiem czy w ciągu dwunastu minut będę wstanie cię czegoś nauczyć . Idź na Zebranie Rady .
- Skąd o tym wiesz , mistrzu ?
- Przede mną nic się nie ukryje - oznajmił , a potem machnął zniecierpliwiony .
Una wstała z klęczek i wyszła z sali ze świadomością , że nauczyciel odegra się na niej na następnej lekcji . Opuściwszy Salę Wieszczy udałą się korytarzem w lewo , potem skręciła w prawo . Ominęła Salę Konferencyjną , Kuchnię i Stołówkę . Dopiero na kocu korytarz ujrzała jaśniejące drzwi Wielkiego Soboru . Szybko weszła do środka . Sala była zapełniona po brzegi , a do rozpoczęcia zebrania pozostało dużo czasu . Una domyśliła się , że musiało to być coś ważnego , pojawił się także dowódca pierwszej floty , który miał w zwyczaju mawiać :
- Nie mam czasu na takie błahostki - i nie pojawiał się na comiesięcznych zebraniach .
Teraz byli tu wszyscy , a dziewczyna czuła coraz większe podekscytowanie . Mimo iż , minuty dłużyły jej się niemiłosiernie , doczekał się w końcu rozpoczęcia . Na wysoki podest stojący pośrodku sali wszedł kapitan Thomas Amidale .
- Cieszę się , że spotkaliśmy się w tak licznym gronie - przemówił- Wiecie jaka jest nasza sytuacja . Walczymy z Citami , którzy wtargnęli na nasze tereny plądrując napotkane miasta i statki naszych flot .
Wszyscy zebrani pokiwali głowami , włącznie z Uną , która ostatnio nie słyszała o niczym innym .
- Oto z przykrością muszę wam donieść - kontynuował Thomas - że jeden z naszych żołnierzy próbował pomóc tym łupieżcą .
Po sali rozniosły się głosy niedowierzania i ciche szepty . Kto mógł to zrobić i równocześnie skazać się na śmierć .
- Wprowadzi Gale'a Walleca .
Una poczuła ucisk w sercu , zabrakło jej oddechu , a przed oczami pojawiły się mroczki . Gale był jej przyjacielem , kompanem w doli i niedoli . Każdy tylko nie on - szeptała w myślach . Chwilę potem wprowadzono go do środka i popchnięto na podwyższenie . Upadł na kolana i pozostał w tej pozycji. Gale był wysokim , krzepkim młodzieńcem o śniadej skórze i czarnych , krótkich włosach . Zanim przyjęto go do straży pracował w kopalni na planecie Wulcan .
- Ten zdrajca i haniebca za swoje czyny zostanie skazany na śmierć poprzez podanie trucizny - Amidale mówił to głosem wypranym z wszelkich emocji - Wyrok zostanie wykonany za dwa dni o godzinie 20.30 . A teraz przejdźmy do tematu surowców odkrytych na Jowiszu ...
Jednak Una nie słuchała słów ojca , tuż po tym jak wyprowadzono skazańca wybiegła z sali . Nogi zaniosły ją do sypialni , gdzie położyła się na łóżku . Wiedziała , że nie zaśnie , a bardzo tego pragnęła , więc wybrała czarny guzik z napisem "zły sen" , a powietrze w pokoju wypełniło się gazami usypiającymi . Zasnęła .
Obudziła się rano , zegar wskazywał 9.13 . Szybko wpadła do łazienki , umyła się i przebrała , a potem pobiegła na spotkanie z ojcem . Kapitana znalazła w stołówce . Rozmawiał z jednym z jego zastępców . Una podeszła do niego .
- Ojcze - rzekła i jak uczył ją kodeks , opuściła głowę i przymknęła oczy - Przyszłam cię o coś prosić.
-Mów o co chodzi , ale szybko i tak jestem już spóźniony .
Wzięła głęboki wdech i spojrzała mu w oczy .
- Chciałabym spotkać się ze skazanym ...
Kapitan Thomas niezmiernie się zdziwił .
- ... by móc się z nim pomodlić - dokończyła .
Ojciec dziewczyny okazał zrozumienie . Matka była chrześcijanką i w ten sposób wychowała córkę .
- Idź , ale nie przebywaj tam za długo - odparł i podniósł się z miejsca - Miłego dnia - i odszedł .
Dziewczyna nie czekała , pobiegła na spotkanie . Jak na skrzydłach pokonała odcinek drogi do lochów . Skinęła na znajomego strażnika w drzwiach , który bez pytanie otworzył kraty . Weszła do środka , a jej oczy zamrugały by przyzwyczaić się do jaskrawego światła . To przez białe ściany , sufit i podłogę . N powitanie wpadli sobie w ramiona . Una wtuliła głowę w jego ramiona . Dopiero po paru minutach odsunęli się od siebie , a dziewczyna mogła rzucić okiem na twarz Gale'a . Cała była poobijana , a prawe oko miał spuchnięte .
- Średniowieczne metody - rzekła na głos .
Chłopak wzruszył ramionami . Usiadł na ziemi i poklepał miejsce obok siebie , które szybko zajęła Una .
- Co tak naprawdę się stało ? - wyszeptała .
- Byłem na jednej z misji patrolowych . Stara wioska po rozbojach Citów . Wtedy usłyszałem płacz dziecka . Rozejrzałem się i odkryłem , że dźwięk pochodził ze starej ambony , umieszczonej wysoko na drzewie . Prowadziła do nie drabina , ale strasznie wyniszczona przez wilgoć . Mimo tego wspiąłem się na górę , gdzie spotkałem łkającego chłopca . Wyjaśnił mi , że jego matka kazała mu tu siedzieć , a potem zniknęła bez śladu . Chłopiec nie potrafił zejść , więc postanowiłem mu pomóc . Wziąłem go na plecy i zacząłem powoli schodzić . Mniej więcej w połowie drogi usłyszałem potworny trzask i zaczęliśmy spadać . W powietrzu obróciłem się na brzuch , żeby chłopcu nic się nie stało . Po uderzeniu straciłem przytomność , a obudziłem się w jaskini pełnej Citów .
Una jęknęła , mimo tego że jej przyjaciel siedział przed nią , czuła strach .
- Zajęli się mną i podziękowali za pomoc chłopcu . A potem opowiedzieli mi wszystko . O tym kto tak naprawdę rozpoczął tę wojnę , te wszystkie napady to nieprawda !
Una nie mogła uwierzyć . Wojna z Citami trwała dziewiętnaście lat , całe swoje życie słyszała o tych łupieżcach , ona wychowała się na tym .
- To prawda ! Ta wojna nie była potrzebna Citom , ale Gwiezdne Jednostki zyskały by na tym . Przejrzyj w końcu na oczy , Amidale . To twój ojciec rozpoczął wojnę .
I Una uwierzyła , jej ojciec był do tego zdolny , dla jakiegoś niewielkiego minerału zniszczył planetę Paper .
- Gdyby pozbył się Citów , miałby dostęp do Tunelów Przestrzennych - wyszeptała - Mógłby podbić cały kosmos .
Ujrzała wizję świata bez radości , zgliszcza setek wiosek i miast . Nie mogła na to pozwolić .
- Dlaczego mój ojciec chce cię zamordować ?
- Mógłbym wystąpić na zebraniu OPGS ( Organizacja Państw Gwiazdy Syriusza ) . Mogliby pomóc Citom , pokrzyżować plany kapitana Amidale .
To jej wystarczyło . Wyszła na korytarz i zaczęła histerycznie krzyczeć , że Gale się dusi . Strażnik wbiegł do celi , gdzie został szybko oszołomiony przez chłopaka . Zabrali mu UN15 , czyli laserową broń i krótki nóż . Niepostrzeżenie dotarli do Hali Lotów , było w niej cicho , wnętrze ziało pustkami. Pobiegli do pierwszego promu .
- Ty nie jedziesz ? - zapytał .
- To twoja misja - odparła .
- Oni mogą cię ukarać , nawet zabić ! - wykrzyknął , ale szybko się uciszył .
Una złapała go za rękę . Jej ciepło ogrzało dłoń chłopaka . Ten gest oznaczał więcej niż można było sobie wstanie wyobrazić . Miłość , braterstwo krwi , to nieliczne uczucia zawarte w tak prostym geście . Bez słów Gale wsiadł do promu i włączył silnik . Wyleciał przez otwarty dach . Una stała jeszcze przez chwilę , wpatrując się w coraz mniejszy statek kosmiczny . Potem wróciła do pokoju , gdzie zasnęła bez żadnych problemów .
Obudziła się czując , że oni wiedzą . Nie pomyliła się , tego samego ranka stanęła przed sądem egzekucyjnym . Jej ojciec zasiadający w radzie wygłosił długie kazanie , w którym zawarł pouczenie i zasady , o których musiała pamiętać . A potem ni stąd ni zowąd wstał dowódca Fishbind .
- Kto jest za karą śmierci ? - zapytał .
Pod Uną ugięły się nogi , gdy ujrzała podnoszące się z wolna ręce . Ale prawdziwym ciosem w policzek była szybująca w górę ręka jej ojca . Własny ojciec .
- Uno Nestio Seren Amidale zostajesz skazana na śmierć poprzez podanie środków usypiających . Wyrok zostanie wykonany natychmiast po przybyciu na planetę Ziemie - oznajmił kapitan i opuścił Salę .
Zabrano ją na prom , odziano w jedwabną sukienkę do kostek , żółtą chustę na głowie . Głos oznajmił, że do lądowania pozostało dziewięć minut , kiedy to powiedział , wszedł jej ojciec . Usiadł obok niej .
- Mam nadzieję , że się cieszysz . Inni umierają w lnianych koszulach , ty masz jedwab .
Na tę uwagę Unie zrobiło się niedobrze . Jak mogła szanować kogoś takiego . Obłudnika , który nie zna ceny życia .
W końcu wylądowali na ogromnym polu . W oddali widać było pasące się krowy i szczekającego psa. Wszyscy wysiedli . Obrzęd Egzekucyjny trwał krótko , o wiele za krótko dla Uny . Podszedł do niej mężczyzna w białym kitlu , a w ręce trzymał strzykawkę .
- Zaraz po podaniu odlatujemy - rzekł - Nie przystoi nam oglądać twej haniebnej śmierci .
Dziewczyna utwierdziła się w przekonaniu , że zrobiła dobrze , jej śmierć nie był haniebna , miała głębszy wymiar . Była podobna do męczeńskiej śmierci świętych , o których opowiadała jej mama . wiedziała , że jest gotowa . Sama wyciągnęła rękę w oczekiwaniu na śmiertelną substancję . Poczuła ukłucie , a potem wszystko zniknęło . Nie mieli dla niej znaczenia ci ludzie , którzy ją obserwowali z promu , poczuła się wolna , a zarazem senna . Zaplątały jej się nogi i upadła na ziemię .
Jednocześnie do jej uszu dotarł skowyt psa . Spojrzała w niebo i oniemiała . Wszędzie rozpościerały się białe , a raczej przezroczyste nitki . Gale mówił jej kiedyś o nich . U nich , na Wulcanie , też było to ... babie lato ! Tak ! Ale pod inną nazwą ...chyba ... Serce Natury , nie ... serce Wiatru .
- Jakież te nitki są piękne - chciała powiedzieć , a le plączący się język utworzył jakiś bełkot .
Robiła się coraz bardziej senna . Pies ucichł , a ona poczuła , że kocha Gale'a . To wypłynęło z jej wnętrza . Tłumiła to w sobie całe lata . Załkała , a do jej oczu napłynęły łzy , które spłynęły strumyczkiem w kierunku jej uszu . Tak mocno chciałaby mu o tym powiedzieć .
A potem odeszła z nadzieją , że jej dusza zaniesie wiadomość wiatrom , planetom , gwiazdom , a one dostarczą ją przyjacielowi jak nie dziś to jutro .
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz