![]() |
| Zethar |
![]() |
| Hugh |
![]() |
| Albion |
Zethar przeszła przez plac niosąc na plecach lniany worek
ze zbożem . Miała na sobie szarą koszulę
i wytarte , ciemne spodnie . Szła,
ugięta pod ciężarem pakunku , w stronę magazynu na żywność . Po drugiej stronie
placu oparty o kolumnę stał Lennan . Na pierwszy rzut oka wyglądał jakby nic go
nie interesowało , chyba tylko mój bystry wzrok dostrzegł te iskry czające się
w jego spojrzeniu . Wampir posyłał Zethar namiętne spojrzenia , na które ona odpowiedziała z jeszcze większą
czułością . Dziewczyna szybko dotarła do magazynu , a gdy zniknęła za drzwiami,
Lenan ruszył za nią .
W tym momencie bat uderzył o moje plecy , pozostawiając
na nim krwawą pręgę .
- Nie obijaj się ty nędzny psie ! - usłyszałem warknięcie
strażnika , a kolejne baty były tylko kwestią czasu .Wstałem z klęczek i
wróciłem do noszenie kamieni pod czujnym
okiem pijawki .
***
Wezwali nas przed wschodem słońca , zanim dotarłem z
Albionem do celi . Trochę mnie to zdziwiło , nigdy nas nie wołano , bo w
zasadzie nie obchodziło ich nasze zdanie . Czułem , że dzieje się coś
niedobrego . Przeszliśmy całą posiadłość Karkarowa aż doprowadzili nas do sali
spotkań . Strażnicy otwarli bramę , wepchnęli nas , a potem szybko zaryglowali
drzwi .
Zgromadzenie było w komplecie , nie zabrakło nawet syna
władcy , Williama . Karkarow siedział na kamiennym tronie , na niewielkim
podwyższeniu , nie potrzebował niczego co udowodniło by jego wyższość nad
innymi członkami rady . W momencie , kiedy weszliśmy , rozmowy ucichły , a
pojedyncze słowa stały się tylko szeptem .
Karkarow wskazał ręką na stojące po środku sali krzesła .
Posłałem Albionowi szybkie spojrzenie i ruszyliśmy w ich kierunku . Rozejrzałem
się po sali w poszukiwanych znanych mi twarzy . Byłem więźniem już dwadzieścia
lat, a wciąż nie znałem połowy wampirów zamieszkujących tę przeklętą rezydencje
.
Obok Williama stał Lennan , był wyraźnie podenerwowany,
widziałem pot spływający po jego czole. Zacząłem czuć się nieswojo . Mój wilczy
zmysł wyczuł zdenerwowanie także u Albiona , jego ręce mimowolnie zaciskały się
na metalowej poręczy siedziska .
- Dziękuje , że tu przybyliście - Karkarow zwrócił się do
nas ironicznie - choć nie mieliście wiele do powiedzenia . Cieszę się także ,
że znów możemy spotkać się w komplecie , moja droga Rado .
Moją uwagę przykuło jedyne , nie zajęte miejsce na sali.
W jaki sposób Rada była pełna ?
Jakby na moje słowa właściciel twierdzy odwrócił głowę w
prawą stronę , a jego wzrok powędrował za marmurowy filar , który przysłonił mi
widok .
- Mamy dzisiaj niezwykłego gościa , który przyjechał do
nas z Tracji Wschodniej . Niektórzy z was ją znają , a inni dopiero teraz ujrzą
jej piękno .
Na te słowa ktoś opuścił swoje miejsce za kolumną .
Tajemnicza postać ruszyła w stronę wolnego miejsca . Miała na głowie kaptur ,
co utrudniło mi rozpoznanie jej . Ale dla mojej wilczej strony nie był to żaden
problem . Wciągnąłem powietrze , a do moich uszu dobiegł podobny dźwięk ze
strony Albiona . Zaśmiałem się cicho , a potem spoważniałem i spróbowałem się
skupić .
Do moich nozdrzy dotarł zapach kilkunastu wampirów .
Poznałem po cytrynowym aromacie , który można od nich wyczuć . Postać w
kapturze nie była wampirem , co mnie w pewien sposób ucieszyło jaki i zmartwiło
. To mógł być każdy , choćby zwykły człowiek . Wciągnąłem powietrze po raz
drugi , ale tym razem skupiłem się szczególnie na niej . Poczułem zapach
wilgoci i igliwia, delikatny aczkolwiek wyczuwalny . To nie był człowiek ,
ludzie pachną krwią , której nie są wstanie zamaskować.
Postać zajęła miejsce obok Williama i złapała go za rękę
.
- Otóż , droga Rado , chce wam wszystkim ogłosić , że mój
syn William ,a także wasz przyszły władca , zaręczył się z moim gościem .
Po sali rozeszły się głosy aprobaty i zadowolenia .
Radzie to było na rękę , a ja wciąż nie
wiedziałem o co tak naprawdę chodzi . I
po co nas wezwano ?
Kobieta w końcu zrzuciła kaptur czym odpowiedziała na
moje nieme pytania . Brązowe włosy o złotych pasmach , zielone skrzące się oczy
i ten zapach . Czarownica .
- Jak zapewne się domyślacie , ślub odbędzie się podczas
pełni , tak jak nakazuje nam obyczaj . I tu właśnie zaczyna się rola wilkołaków
- ostatnie słowa wypluł jakby się brzydził .
Albion też wyczuł tą pogardliwą nutę . Napiął mięśnie i
chciał wstać , ale nie zdążył . Łańcuchy leżące w nogach krzesła ,w jednej
sekundzie oplotły wilkołaka . Zaczęły go dusić i nie zamierzały puścić .
Wiedziałem gdzie spojrzeć , by ujrzeć osobę za to
odpowiedzialną . Czarownica wlepiała swe
oczy w mojego przyjaciela i mruczała coś pod nosem w pełnym skupieniu.
Warknąłem , a moje zęby zamieniły się w kły, wszystko stało się wyraźniejsze ,
a uszy zaczęły odbierać więcej dźwięków .
- Skończcie te zabawy !- wykrzyknął Karkarow .
Łańcuchy opadły , więc i ja powstrzymałem chęć przemiany
. Wampir skinął na swoich strażników , a oni wyprowadzili Albiona . Przed
wyjściem rzucił mi pełne odwagi spojrzenie .
- Czarnuch już nam nie będzie przeszkadzał - skomentowała
czarownica wyniosłym głosem , a potem zwróciła swoje oczy w moją stronę i
mruknęła coś pod nosem .
W mojej głowie odezwał się przytłumiony głos , jakby
osoba wypowiadająca słowa stałą za grubą , kamienną ścianą . Nic nie rozumiałem
.
"Nie walcz z tym ,Hugh " .
I posłuchałem .
Przestałem myśleć jak to usłyszeć , po prostu zacząłem
słuchać .
" W nocy przyszła do mnie przyszłość , nie często
się zdarza , że dane nam jest wiedzieć co nastąpi , więc słuchaj uważnie .
Pilnuj pary kochanków , bo owoc ich miłości może być waszym kluczem do wolności
albo prawdziwym przekleństwem ."
Głos umilkł , a kobieta spuściła wzrok , by po chwili
dołączyć do rozmowy swojego przyszłego męża i reszty rady .
***
- Czego od ciebie chcieli ? - Zethar siedziała po drugiej
stronie krat oparta o ścianę .
- Kazali wam wszystkim przekazać - podniosłem głos , tak
aby każdy w lochach mógł dosłyszeć co mam do powiedzenia - , że każde
przewinienie jakiego się dopuścicie będzie karane śmiercią . Nie obchodzi ich
czy to będzie zwykła bójka , czy coś gorszego .
Usiadłem na ziemi .
- A co z przemianą ?- rzekł Albion siedzący tuż obok
Zethar .
- Tej nocy nie opuścimy lochów . Nie możemy też się
przemieniać na dłużej niż to konieczne .
Zethar wydała z siebie pomruk , zawsze miała problem z
kontrolowaniem swojej wilczej natury . Myślę , że to ze względu na jej ludzki
temperament , jest strasznie wybuchowa , nie może pohamować wybuchów gniewu , a
to w połączeniu ze zwierzęcym instynktem i zewem księżyca, daje okropną
mieszankę .
- Wilkołaki są niespokojne , wyczuwają krew czarownicy,
tak jakby jej leśny zapach nie był w stanie zamaskować jaj człowieczeństwa -
Albion zmienił temat .
- Ona wcale nie stara się maskować , dobrze o tym wiesz,
Albionie .
- Jaka jest ?
- Kto ?
- Czarownica - wyszeptał Wallac .
Był on najmłodszy z nas wszystkich , ugryziono go , gdy
nadchodziła jego dwudziesta wiosna . Od tego czasu minęło zaledwie dziesięć lat
, ale radził sobie jako wilkołak jak mało kto . Potrafił zapewnić sobie uznanie
nawet w towarzystwie wampirów , zawsze przymykano oko na jego występki .
- Kiedy patrzysz w jej oczy , czujesz się jakby miała
dostęp do najgłębszych zakamarków twojego umysłu. Masz świadomość , że ona wie
o tobie więcej niż ty sam .
- A potem odwraca wzrok i pozostawia cię z niewypełnioną
pustką w sercu .
Wallac przymknął oczy i westchnął głęboko .
- A jak wygląda ?- rzuciła Zethar .
- Jest piękna . Ma brązowe , kręcone włosy z delikatnymi
złotymi pasmami . Wygląda jak człowiek , ale jej sposób bycia zdradza wszystko
.
Wallac mruknął rozmarzony , a jego zęby się wydłużyły , stając się wilczymi kłami .
- Pewnie każdy wampir się za nią ogląda - oznajmił Liam-
wilkołak mający cele obok mnie .
- Tak - zaśmiał się Albion .
Całe lochy zatrzęsły się od tego tubalnego odgłosu .
Zethar warknęła , a potem już się nie odezwała .
***
- Słychać odgłosy balu - wyszeptał Albion.
Poczułem , że zaczynają mi rosnąć zęby , nie miałem nad
tym kontroli .
- Pełnia - wycharczałem .
Jak na moją komendę wszyscy zaczęli sie przemieniać .
Albion zawył i pokrył się gęstym , czarnym futrem , a Wallac naprężył mięśnie ,
które zaczęły się rozrastać w szybkim tempie . Wydłużyły mu się uszy , a oczy
stały się złote , odbijały światło pochodni . Wszystkie zmiany jakie nastąpiły
szybko zniknęły . Moje zęby stały się normalne , a wyostrzony słuch wrócił do
normy.
Tylko Zethar miała problem . Po tym jak wyrosła jej
sierść , głowa zaczęła przybierać kształt wilczego łba. Ogromne szczęki wyrosły
w miejscu ust , a szpony zajęły miejsce paznokci . Zaczęła przypominać
wilkołaka , tylko oczy pozostały ludzkie . Zawyła do księżyca .
- Uciszcie tego psa ! - krzyk strażników rozszedł się po
korytarzu, wyraźnie wyrażał zniecierpliwienie .
Dopadłem do Zethar zanim moi koledzy zdążyli zareagować.
Złapałem ją za otwartą paszczę i
przytrzymałem . Wilkołak wyrywał się , ale nie drapał . Część ludzkiej natury
Zethar walczyła z własną krwią , a to oznaczało , że mam szansę ją uspokoić .
Wzmocniłem chwyt i spojrzałem w jej zielone oczy . Wyglądały tak nienaturalnie w ciele bestii .
Skupiłem swoje rozbiegane myśli i utworzyłem z nich jedno
słowo : "spokój" . Wyobraziłem sobie jak wpycham to do głowy Zethar ,
przebijam się przez wszystkie bariery , by dotrzeć w głąb niej . Poczułem , że
wilkołak przestaje się rzucać , oddycha coraz spokojniej .
Opuściłem dłoń i położyłem ją na piersi Zethar .
Oddychałem wraz z nią, powoli i głęboko . Zaczęła zmieniać się z powrotem w
człowieka . Zniknęło futro i zmalały mięśnie .
Wsłuchałem się w bicie jej serca , miarowe dudnienie
wydobywające się z jej wnętrza . W pewnym momencie zdałem sobie sprawę , że
słyszę coś jeszcze . Bicie serca splatało się z delikatnym stukotem . Zbliżyłem
ucho do brzucha Zethar i zdałem sobie sprawę , że coś co było niemożliwe
właśnie się ziściło , a przepowiednia zaczyna się spełniać .
***
Znowu przydzielono mnie do pracy przy kamieniach .
Musieliśmy nadać im odpowiedni kształt , a potem donieść tym , którzy pracowali
przy umacnianiu murów . Tego dnia nie
mogłem się skupić na pracy . Ciągle słyszałem w uszach ten delikatny stukot .
Muszę jej powiedzieć , ale wcześniej chciałem spotkać się
Lennanem . Powinien wiedzieć . Pewnie będzie miał jakiś plan , o ile się nie
wystraszy . Rozejrzałem się dookoła , w poszukiwaniu złotowłosego wampira .
Pojawił się szybciej niż myślałem , szybkim krokiem
zmierzał do zbrojowni . To mogła być moja jedyna szansa .
Podniosłem kamień leżący na ziemi , nie był idealnie
obrobiony , ale to musiało wystarczyć . Udałem , że idę zanieść go pod mur ,
ale w ostatniej chwili skręciłem w ciemny korytarz tuż obok . Ścieżka
prowadziła do jaskini , o której istnieniu wiedzieli tylko nieliczni , a w tym
ja . Przebiegłem wzdłuż korytarza i skręciłem w pierwsze odgałęzienie .
Niedługo potem dotarłem do małej wyrwy w kamiennej ścianie . Przecisnąłem się i
już byłem w zbrojowni . A raczej w jej magazynie . Wpadłem do pomieszczenia obok . Lennan stał
przy stojaku na miecze . Przejeżdżał ręką po zdobionych rękojeściach , z
rozmarzoną miną .
Lennan nigdy nie stanowił większego zagrożenia . Nie
angażował się w wojny wampirzych klanów , przymykał oko na nasze przewinienia .
Albion miał teorię , że to wszystko ze względu na Zethar .
- Musimy pogadać - wyszedłem ukrycia .
Lennan odwrócił się w moją stronę i skinął na mnie , nie
był zaskoczony.
- O co chodzi ?
- O Zethar .
Chłopak pobladł .
- Nie wiem o co ci chodzi - wyszeptał, wiedziałem , że
bał się .
- Nie zgrywaj pijawki , przecież cię nie zabije . Zresztą
nie o to chodzi .
- A o co ?
- Będziesz ojcem - powiedziałem dobitnie i z
zaciekawieniem czekałem na jego reakcje .
Jego oczy zrobiły się większe , a potem uchylił usta ,
które szybko zamknął . Zrobił to jeszcze parę razy i zaczął przypominać mi rybę
wyciągniętą z wody .
- To niemożliwe - wydusił - Nasze komórki zabijają się
wzajemnie .
- Wiem .
- To cud .
- Ale Karkarow będzie myślał inaczej . Nie zniesie czegoś
tak haniebnego .
Karkarow zawsze bał się połączenia krwi wampirów i
wilkołaków , uważał to za coś ohydnego . Ta perspektywa go przerażała.
- Może się nie dowie - Lennan był tak przerażony , że nie
myślał racjonalnie .
- Ciąża wampirów i wilkołaków trwa dwa razy krócej , a ta
może się skończyć jeszcze szybciej . Rusz głową , nie można dopuścić do tego ,
żeby on się dowiedział .
- Masz racje - wyszeptał wampir- Masz racje .
Zaczął chodzić po pomieszczeniu w zamyśleniu . Sekundy
dłużyły się niemiłosiernie . Za chwile strażnicy mogli zauważyć moją
nieobecność .
- Lennan , śpieszy mi się trochę . Muszę wracać -
zacząłem .
- Jest tylko jedno wyjście - przerwał mi nagle - Zethar musi
uciekać . A ty jej w tym pomożesz .
***
Następnego dnia , Lennan , postarał się o przydzielenie
mnie i Zethar do pracy w zbrojowni . Musieliśmy jej o wszystkim powiedzieć .
Kiedy wampir wszedł , Zethar rzuciła się w jego ramiona .
Była zadowolona z jego towarzystwa , ale zdradzała też zdenerwowanie , czuła,
że ja i Lennan w jednym pomieszczeniu to coś podejrzanego .
- Musisz uciekać -zaczął wampir patrząc jej głęboko w
oczy .
Zethar odsunęła się od niego jak poparzona .
- Dlaczego ?
- Nie chcesz opuścić tego miejsca ?- zapytałem .
- Nie o to chodzi . Normalnie nie przyszłoby wam to do
głowy . W waszym mniemaniu uratować wilkołaków może tylko bunt . Dlaczego ja
mam uciekać?
- Ze względu na nasze dziecko - powiedział Lennan .
Zethar warknęła poirytowana .
- Już wiecie ? Jak ? Przecież tego nie widać .
- Może nie widać , ale słychać - odparłem wytężając słuch
. Znów dotarł do mnie delikatny stukot , ale tym razem był silniejszy . Dziecko
bardzo szybko rosło - Zresztą za chwilę też zacznie widać .
- Dziecko rozwija się w zastraszającym tempie , za
tydzień nawet ślepy wampir zauważy .
Zethar dotknęła swego brzucha . Pogłaskała delikatnie jak
prawdziwa matka .
- Jak to możliwe , że nasze komórki się połączyły ?
Powinny były się zniszczyć .
- Twoje komórki musiały przejść jakąś mutacje albo
osłabiła je jakaś choroba . W każdym bądź razie nie wyczuwają zagrożenia
wampiryzmu - Lennan był dość przekonany o poprawności swojej teorii .
- Skąd mam wiedzieć , że komórki nie zaczną zachowywać
się normalnie i jej nie zabiją ? - wypowiedziałem pytanie , które mnie
nurtowało .
Wampir wzruszył ramionami i dotknął brzucha Zethar .
- Nikt tego nie wie .
Ale ja zdałem sobie sprawę , że to kłamstwo . Czarownica
przepowiedziała , że dziecko się narodzi . To nie stanowi kłopotu , prawdziwym
problemem jest Karkarow i inne wampiry .
Oni będą chcieli zabić nie tylko Dziecko , ale też Zethar i Lennana , a na tym
się nie skończy . Bunty wilkołaków , które zakończą się krwawą jatką , śmierć
dotykające wszystkich bez względu na rasę . To jest to przekleństwo , które ma
nas zniszczyć .
- Musimy uciekać , Zethar - warknąłem , może zbyt głośno
, ale to mnie nie obchodziło .- W twoim łonie dojrzewa ktoś , kto wreszcie
będzie mógł nas uwolnić od tej niewoli . JA wiem , że on poprowadzi bunt ,
który tak często planujemy . My nie będziemy w stanie ,ale on tak .
Dziewczyna pogłaskała brzuch i zgodziła się , nie mogło
być inaczej .
***
Przyszła do mnie Czarownica . Tego dnia mieliśmy uciec ,
a ona najwyraźniej o tym wiedziała . Leżałem na ziemi tuż przy kratach , kiedy
usłyszałem w mojej głowie ten sam głos .
"Hugh "
-Tak ?- wyszeptałem .
" Chcę wam życzyć powodzenia i dać ostatnie wskazówki
. Mogę ?"
- Oczywiście , Czarownico.
" Mam na imię Nesta ."
- Och , tak . Przepraszam , jeśli cię uraziłem .
" Nie pora na to . Kiedy opuścicie zamek , będziecie
mieć czas do świtu, potem ogłuszeni strażnicy się obudzą i zaczną wszczynać
alarm. Zatrzymam ich , ale nie na długo . W końcu poproszą mnie , abym was
wytropiła . Zrobię to , dlatego musicie oddalić się jak najdalej ."
- Rozumiem .
Trochę zabolało nie to , że nam pomaga ,by potem nas
zdradzić .
" Muszę dbać o moje dobre imię . Karkarow może
podważyć moje kompetencje ."
Teraz naprawdę zrozumiałem . Za swoje kłamstwa , Nesta ,
mogła by zostać stracona .
" Nie wolno wam chodzić nocą . Waszym jedynym
sprzymierzeńcem jest słońce . "
- Co z Lennanem ? - wyszeptałem .
Nie mógł mieć styczności ze słońcem , inaczej spaliłby
się na popiół .
" Ja sobie z tym poradzę , rzucę na niego zaklęcie ,
ale nie będzie trwać długo . Wampiry z natury są odporne na czary . "
- Dziękuję za to co dla nas robisz .
" Czuję , że tak powinnam ."
- Powiedz mi , dlaczego to robisz ?
" Jestem do was bardziej podobna niż ci się wydaje
."
Jej obecność zniknęła , a ja pozostałem sam z własnymi
myślami .
***
Usłyszałem na korytarzu cichy rumor i przyśpieszone kroki
. Do celi obok podbiegł Lennan i za pomocą klucza otworzył zamek . Wszedł do
środka , a potem rzucił mi klucz , bym mógł się uwolnić .
- Wstawaj - wyszeptał wampir i delikatnie potrząsnął
Zethar .
Dziewczyna otwarła oczy i szybko podniosła się z ziemi .
Wyszedłem na korytarz i czekałem na nich . Między czasie pomyślałem o tym , co
będzie się dziać , kiedy znikniemy . Albion i Wallac pozostaną sami . Gniew
Karkarowa skupi się na nich .
- Musimy ich zabrać ze sobą - rzekłem , kiedy para
opuściła celę .
- Ale oni o niczym nie wiedzą .
- Ja się tym zajmę - wpadłem do środka .
Dobudzenie moich przyjaciół nie zajęło wiele czasu .
Wallec i Albion postanowili towarzyszyć nam , choć nie znali celu podróży ani
powodu naszej ucieczki .
***
Dotarliśmy do tajemnej jaskini , zasunęliśmy wejście
głazem i ruszyliśmy przed siebie . Po drodze wytłumaczyłem im o co chodzi . Nie
kryli swojego zdziwienia , ja też nie mogłem uwierzyć , że to się stało, ale
czułem , że to było nam przeznaczone , toteż zaakceptowałem to bez większego
problemu .
- Ciekawe jakie będzie dziecko - zastanowił się na głos
Wallec - Będzie przemieniał się w wilkołaka jak my ? Czy raczej upodobni sie do
pijawek? Bez urazy Lennan .
Wampir nie zwrócił na to uwagi , nie był tak zrelaksowany
jak Wallec . Bał się , że oni już wiedzą i podążają ich śladem . Ciągle się
rozglądał , ale ja miałem wszystko pod kontrolą . Mój czuły słuch badał
wszystko dookoła , ale niczego podejrzanego nie usłyszałem .
" Hugh , oni już wiedzą ."
Głos Nesty przedarł się do mojej świadomości . Zmiękły mi
kolana , a serce zaczęło bić dwa razy szybciej . Wszyscy zorientowali się , że
coś się wydarzyło , odwrócili się w moją stronę z zaciekawioną miną .
- Uciekajcie ! Już ! - krzyknąłem .
Nikt nie czekał na wyjaśnienia , ruszyli przed siebie jak
sarna ścigana przez watahę wilków . Choć nie widzieliśmy naszych prześladowców
, to i tak uciekaliśmy jakbyśmy czuli ich gorący oddech na naszych karkach .
Człowiek nie byłby wstanie nas dogonić ,ale nie gonili nas ludzie , lecz wampiry .
Żądne naszej krwi , oszukane bestie .
Byliśmy zmęczeni ,
a to tylko ułatwiło im sprawę .
Usłyszałem setki kroków , daleko za nami , ale fakt , że
dopiero teraz ich usłyszałem , wskazywał na to , że traciliśmy nad nimi
przewagę .
Nie zdołamy uciec . Byłem pewien .
" Oni nie wiedzą o dziecku " .
Czarownica znów nam pomogła . Miała racje , oni ścigają
uciekinierów , a nie Zethar .
- Uciekajcie !- krzyknąłem nie zwalniając biegu .- Ja ich
zatrzymam !
Nie zwolnili , wiedzieli , że nie mogą się zatrzymać ,
ale nie znaczyło to , że się zgadzają .
- Nie możesz nas zostawić !- wykrzyknęła Zethar biegnąca
na czele.
- Nie jesteś wstanie ich zatrzymać ! - krzyknął Albion .-
To samobójstwo .
Mieli racje , ale to nie było ważne . Liczyło się tylko
to , aby dziecko przetrwało .
- Oni nie ścigają Zethar
, nic nie wiedzą o mieszańcu . Ścigają nas , bo uciekliśmy . Kiedy ja
dam się złapać , nie będą was dalej ścigać . Dobrze wiecie , że mam racje !
Nastała chwila ciszy , którą w końcu przerwał Lennan .
- Masz racje , ale oni też . Zostanę z tobą i ci pomogę !
- oznajmił .
- Nie ! - wrzasnęła Zethar i zwolniła , by zrównać się z
wampirem.- Co to ma znaczyć ?!
W oddali widać było wyjście , ale na nasze nieszczęście
zaczęło się ściemniać . Dzień miał nas ochronić przed wampirami , ale w tej
sytuacji , nie mogliśmy postąpić inaczej . Musiałem zostać w tunelu .
- Tak musiało być - powiedział Lennan , a potem złapał
dziewczynę za rękę .- Uciekaj , dla nas . Dla naszego dziecka .
Potem stanął , a ja razem z nim . Wysłałem psychiczną
wiadomość do Albiona i Wallaca , aby się nią opiekowali .
Patrzeliśmy jak się oddalają , by w końcu opuścić tunel .
Zniknęli mi z oczu , a wtedy odwróciłem się twarzą do wampira .
- Co robimy ? Walczymy ?
- Chyba tak - odpowiedział żałośnie , załamany utratą
Zethar .
Kiwnąłem ze zrozumieniem .
Westchnąłem i przystąpiłem do przemiany . Futro obrosło
całą moją skórę, a pazury zajęły miejsce paznokci . W momencie , kiedy kły
zastąpiły moje zęby , zza zakrętu wybiegła horda wampirów . Zawyłem i rzuciłem
się do przodu .
Po przemianie zawsze byłem silniejszy , szybszy i
zwinniejszy . Wbijałem swoje szczęki , rozrywałem mięśnie i kości . Lennan nie
był gorszy . Swoim mieczem rozpłatał dwóch pobratymców , a krew pokryła jego
zbroję .
Nas było dwóch , a ich ponad pięćdziesięciu . Nie
mieliśmy szans , wiedzieliśmy o tym od początku . Kiedy zyskaliśmy pewność , że
nasi przyjaciele są już daleko , poddaliśmy się , a wampiry zabrały nas z
powrotem do twierdzy zakutych w łańcuchach .
***
- Za próbę ucieczki i przemianę w wilkołaka podczas
trwania dnia , skazuję cię , ty przebrzydły psie , na karę śmierci , co nie
jest zbytnim zaskoczeniem , prawda moja droga Rado ?
Byliśmy przykuci do ziemi , a o naszym życiu decydował
Karkarow .
- Z kolei ty , Lennanie , zdradziłeś własną krew .
Pomogłeś tym bestią uciec , a potem zabiłeś inne wampiry . Czy żałujesz , że to
zrobiłeś ?
Pomyślałem ,że Lennan przeprosi , zacznie żałować .
Mógłby w ten sposób uratować własne życie , ale on zrobił coś innego .
- Gdybym mógł , zrobiłbym to po raz drugi - głos nawet mu
nie zadrgał .
- I tym sposobem skazałeś się na śmierć . Ale skoro tak
lubisz te psy , to pozwolę ci stać się jednym z nich - Karkarow uśmiechnął się
ironicznie , pokazał swoje wydłużone kły .- Wyrok zostanie wykonany już teraz .
Podnieśli mnie z klęczek i zaciągnęli w stronę Lennana .
Dotarło do mnie ,że to ja będę musiał wykonać ten wyrok . Chciałem
zaprotestować , wyrywałem się , ale oni byli nieugięci . Rzucili mnie obok
niego .
- Nie zrobię tego - warknąłem .
Karkarow zaśmiał się , a za chwilę zawtórowali mu wszyscy
członkowie rady .
- Za każdą minutę twojej zwłoki , zabije jednego
wilkołaka .
Wstałem rozwścieczony , ale od razu rzucili mnie na
kolana . Zawyłem .
- I tak będziesz musiał to zrobić - powiedział Lennan.
Pogodził się ze swoim losem i bolesną śmiercią .
Kiwnął na mnie ze zrozumieniem i odchylił szyję bym mógł
zatopić swe kły . Obniżyłem głowę i choć przeklinałem się w duszy , zrobiłem to
. Zatopiłem swoje zęby w jego skórze i wstrzyknąłem jad .
Lennan wyrwał się i upadł na ziemie . Wił się w
agonalnych skurczach i wrzeszczał . Po moich policzkach spłynęły łzy , płakałem
jak dziecko , nie mogłem znieść tego , że on cierpi przeze mnie . To ja
powinienem być na jego miejscu .
- Zabierzcie ich do klatki - rozkazał Karkarow .
Klatka stała na samym środku placu . Gdyby trucizna nie
zabiła Lennana w miarę szybko , zrobiłoby to słońce .
Wrzucili nas do środka i zamknęli . Lennan nadal
wrzeszczał ,ale coraz ciszej ,tak jakby brakowało mu już sił . Wilkołacy
pracujący dookoła rzucali nam złowrogie spojrzenia . Nie dziwiłem im się .
Próbowaliśmy uciec , bez nich . Gdyby wiedzieli o co tak naprawdę chodziło ...
Ale to nie zmieniało faktu .
Noc mijała , robiło się coraz jaśniej . Wszyscy wrócili
do lochów .
Wampir już nie wrzeszczał , był spokojny i miarowo
oddychał . Czułem , że jego życie dobiega kresu . Dalej pachniał cytryną , ale
jakby mniej. Do tego zacząłem wyczuć nutę piżma , a ten zapach należał do
wilkołaków. Może pozostawili kogoś na straży ?
Moje rozmyślania przerwał wschód słońca . Pierwsze
promienie padły na moje ciało , zdobiąc je delikatnymi błyskami , które
cieszyły moje oko.
Słońce wznosiło się coraz wyżej , oświetlało większą
powierzchnie . W końcu promienie padły na dłoń Lennana . Zamknąłem oczy , nie
chciałem na to patrzeć .
Próbowałem nie wciągać powietrza , bałem się , że poczuje
odór spalenizny i zwymiotuje . Ale nic takiego się nie stało , nie było krzyku
, zapachu . Uchyliłem powieki i nie mogłem uwierzyć własnym oczom .
Lennan leżał na słońcu . Jego skóra skrzyła się w
promieniach jak tafla jeziora w słoneczny dzień . Jego twarz nie wyrażała
żadnych emocji . Mógłbym śmiało twierdzić , że nie miał w sobie ducha , gdyby
nie widok unoszącej się klatki piersiowej .On żył . Zaśmiałem się i dopadłem do
przyjaciela .
To był cud ! Jad wilkołaka go nie zabił !
- Lennan ! - szarpnąłem go za ramie .- Obudź się !
Wampir otworzył momentalnie oczy . Rozejrzał się , a
potem skupił wzrok na mnie . Uśmiechnął się .
- Umarłem ?
- Chciałbyś - wyszeptałem .
- Czuje się inaczej , mam w sobie nową siłę - dopiero
wtedy dostrzegł , że świeci słońce .- To niemożliwe ! Słońce mnie nie zabija .
Nie wiedziałem co powiedzieć .
- Czyżby ...?
- Myślę , że tak .
- Jad wilkołaka połączył się ze mną . Jestem w połowie wampirem
i...
- ...wilkołakiem - dokończyłem za niego i wydałem z
siebie krótki okrzyk . Był to zew wilka , na który każdy wilkołak musiał
odpowiedzieć.
W momencie , kiedy zrobił to Lennan , wszystko było już
jasne .
***
Znów byliśmy w tunelu , ale tym razem mieliśmy ze sobą
wszystkich wilkołaków , jakich spotkaliśmy w lochach . Biegliśmy przed siebie ,
a prowadził nas Lennan , wampir , który jak mało kto może powiedzieć ,jak to
jest być wilkołakiem .



Super,Podoba mi się. Czekam na następne części ;)
OdpowiedzUsuń