piątek, 27 lutego 2015

Wszystko jest w porządku



Anastasia




- Za murami Zamku nie ma dla nas życia - stara Luis myła w misie owoce . Jabłka , truskawki , banany i moje ulubione owoce - jagody . - Nawet jeżeli udałoby ci się zbiec i tak nie przetrwasz , żadna z nas nie ma do tego głowy . Od dziecka gotujemy , pierzemy , myjemy . Nie dla nas wędrówki po lasach i prace w polu .
Ona już dawno pogodziła się ze swoim losem . Ja nie i choć nigdy nie opuściłam tej przeklętej twierdzy to wiem , że bycie niewolnikiem nie jest prawdziwym życiem . Traktują nas jak zwierzęta , których łatwo można się pozbyć .
- Zawsze , gdy myślisz o życiu na zewnątrz , robisz taką  minę - Luis, mimo swego wieku była bardzo spostrzegawcza . - Ona też taką miała .
Chodziło jej o moją matkę , Gwen . Siedemnaście lat temu została pojmana , w lesie . Mojego ojca bezkarnie zamordowano , gdy próbował ich zatrzymać . Nic ich nie powstrzymało przed zrobieniem z matki niewolnicy .
- Ona nigdy nie pogodziła się z tą klatką i ja też się nie pogodzę - warknęłam i zostawiłam obieranie ziemniaków , opuściłam kuchnie, nie zważając na protesty innych niewolników .
- Anastasio ! Zaczekaj !
- Znowu to samo .
Oni wszyscy są tacy sami , słabi . Boją się myśleć o wolności , taka perspektywa ich przerasta . Nie mnie . Przemierzyłam szybko korytarz i weszłam do zbrojowni w momencie , kiedy dopadła mnie Marta .
- Są na ciebie źli . Nie mają zamiaru wykonywać twojej pracy .
Marta była niziutką dziewczyną , miła piętnaście lat , ale wyglądała na mniej . Gdyby była córką jakiegoś hrabiego , pewnie już karmiłaby własne dziecko .  Życie jest okrutne .
- Niech nie wykonują  - warknęłam .
Złotowłosa westchnęła i przymrużyła oczy .
- Nie o to chodzi . Martwię się , ciągle dajesz naszym właścicielom duże pole do popisu w wymierzaniu kar . Nie ma dnia , żebyś nie zrobiła czegoś niezgodnego z przepisami , za co mogli by cię ukarać . 
To nie było nic nowego . Dopiero teraz jak o tym myślałam , wydało mi się to podejrzane .  Nie karali mnie , już dawno mnie nie ukarali . Złamałam tyle reguł , że powinni mnie pozbawić życia na placu głównym , zawsze tam to robią .   Było w tym coś dziwnego .
- Co o tym sądzisz ? - zapytałam .
- Ostatnimi czasy ich syn nie pojawia się na ćwiczeniach z szermierki . Nie jada obiadów o tej samej porze co jego rodzice . Nasza pani kazała wyciągnąć stare księgi ze strychu .
Księgi Cienia . Wszystkie zawierają magiczne receptury , rytuały , ale właścicieli obchodzi tylko jeden z nich . Rytuał Przejścia .
- Chcesz powiedzieć , że ...- ostatnie słowa nie chciały przejść mi przez ściśnięte gardło ..
- Zostaniesz złożona jako ofiara - dokończyła Marta .
                                                                                         ***

Zawsze zastanawiałam się , dlaczego wykonywaniu obrzędów zawsze towarzyszy pełnia księżyca . Inne noce też są dobre , choćby te bezwietrzne , kiedy w powietrzu roznosi się zapach słodkich kwiatów .
Siedziałam zamknięta w lochach , a jedyną łącznością ze światem , było dla mnie zakratowane okienko u góry ściany .
Pojmali mnie tego samego dnia , gdy dowiedziałam się o swoim losie . Nikt nawet ich nie powstrzymywał , pozwolili ciągnąć mnie po ziemi jak zwierze . Nie powiedzieli nic , po prostu mnie zabrali , ale ja wiem co się stanie i większość niewolników także . 
Teraz mogłam tylko bezczynnie czekać na swój koniec . Jaka ja jestem głupia ! Mogłam się domyślić wcześniej . Może zdołałabym zbiec , ukryć się w pobliskim lesie .  
Czułam , że już niedługo zostanę wezwana . I bałam się , tak okropnie się bałam .
Na bezchmurnym niebie zalśniły pierwsze gwiazdy , a każda kolejna przybliżała mnie do wypełnienia swego losu . Chciałabym, żeby była przy mnie matka i ojciec , którego nigdy nie poznałam , ale skoro Gwen go kochała to musiał być kimś wyjątkowym .
Na korytarze zapanował rumor , zabrzmiał urwany krzyk . Ktoś bardzo szybko zbliżał się do mojej celi . W ciemności nie mogłam niczego dojrzeć , ale słyszałam pobrzękiwanie kluczy i skrzypnięcie drzwi .
- Szybko - męski głos przebił się do mojej świadomości .
Wstałam  , ale łańcuch ciągle więził moje ręce . Szarpnęła , sama nie wiem dlaczego , przecież to nie mogło się udać .
- Nie mogę ! - wykrzyknęłam do niego .
Znów zdana na słuch ,  stwierdziłam , że nieznajomy wyciąga jakiś ostry przedmiot . Miecz . Kroki i ogromny huk . Przez chwilę pomyślałam o moich palcach , mógł je w tych ciemnościach odciąć . Jednak łańcuchy opadły , a dłoniom niczego nie brakowało .
- Musimy uciekać - mężczyzna złapał mnie za prawą rękę .
W tym momencie przez moje ciało przeszła fala dreszczy , które zamieniały się w przyjemne ciepło . Całkowicie się rozluźniłam ,a w mojej głowie zrodziła się myśl , by wypowiedzieć słowa , które normalnie nie przeszłyby mi przez gardło .
- Pójdę za tobą wszędzie ...- zaczęłam .
- ... gdziekolwiek postawisz swą stopę - dokończył mężczyzna .
Nigdy nie pomyślałam , że kiedykolwiek się z kimś połączę [1] . Mężczyzna , którego imienia nie poznałam , stał się moją miłością , moim słońcem i księżycem , moim powietrzem i deszczem .
- Musimy biec - wyszeptał równie wzruszony jak ja .
Splótł swe palce w moje i pociągnął mnie za sobą . Biegłam jak na skrzydłach i już niedługo potem znaleźliśmy sie w głównym korytarzu . Wszędzie leżeli rycerze , jęczeli  i syczeli z bólu .
Przebiegliśmy obok nich , nikt nie zwracał na nas uwagi  . Otwarliśmy bramę , pokonaliśmy kamienne schody i znaleźliśmy się na placu głównym . Wreszcie mogłam przyjrzeć się mojemu ukochanemu .
Miał niebieskie oczy , które bystro  mierzyły wszystko dookoła .  Krótkie włosy lśniły w słońcu jak łany zboża . Dopiero po obejrzeniu jego brzoskwiniowych ust odkryłam , że jest silnie umięśniony , ale nie wygląda jak ci wojownicy z ochronnej gwardii mojego pana .  Sięgałam mu do ramion , ale ja jestem niska , więc nie mogłam tego z niczym porównać .
Odwrócił się w moją stronę . Na szyi wisiał mu rzemyk z zawieszką zrobioną z jasnobrązowych piór jakich wcześniej nie widziałam . Pewnie tego ptaka się nie jada , inaczej już dawno ujrzałabym go w kuchni albo na stole mojego pana .
Mój ukochany pociągnął mnie w stronę opuszczonej chaty . Parę lat temu żyła tu zielarka , ale naraziła się księciu i król kazał ją spalić na stosie . To samo zrobił z jej chatą . Pewnie , tam gdzie jest , cieszy się , że nie miała dzieci , bo one także podzieliłyby jej los .
Schowaliśmy się w środku , ale nie mogliśmy tam zostać . Wszyscy mnie szukali .
- Jestem Jack - wyszeptał .
- Anastsia - odparłam .
- Wiem - odrzekł i wyjrzał przez  okienko .
- Skąd ?- gdy zadałam to pytanie , poczułam , że źle je sformułowałam , interesowało mnie coś innego- Dlaczego mnie uratowałeś ?
Westchnął , wiedział , że o to zapytam .
- Dostałem zadanie . Miałem przerwać ceremonie  Przejścia . Wiedziałem , że ofiarę wybiera się miesiąc wcześniej , a potem nie można jej zmienić . Ta osoba musi umrzeć tej nocy , bo ceremonii nie da się powtórzyć .
- Jeśli nie da się jej powtórzyć to książę nie otrzyma mocy . Nie stanie się następcą tronu , to niczego nie zmieni , król ma jeszcze jednego syna .
Jack zlustrował mnie wzrokiem , w jego oczach ujrzałam czułość . Jego wnętrzem targały równie silne emocje  jak moim .
- Nam nie chodzi o to  by pozbawić kogoś korony . Chcemy osłabić wpływy wszystkich trzech królów .
- Co wam to da ?
- Możliwość stworzenia powstania .
Pocałowałam go , czułam , że od tej chwili moje życie się zmieni . Drugą częścią mojej duszy był mężczyzna silny , który nigdy nie zaakceptował niewolnictwa . Moje marzenia się spełniają .
- Zabierz mnie ze sobą . Chce wam pomoc - wyszeptałam i przytuliłam się do niego .
Pogładził mnie po włosach .
- Nie wyobrażam sobie , żeby mogło być inaczej .

                                                                            ***
Strażnicy obstawili wszystkie bramy . Jack  sprowadził mnie uliczkami  aż do murów obronnych . Szliśmy wzdłuż nich , kiedy w blasku księżyca dojrzał ogromny głaz . Uklęknął przy nim i obiema rękami rozgarnął oplatający go bluszcz . Moim oczom ukazał się ciemny tunel .
- Tu wszedłem i tędy wyjdziemy -  wypuścił mnie przodem .  
 Ziemia tłumiła odgłosy , ale do moich uszu docierało wycie psów gończych i tupot setek metalowych butów . Słyszałam rozkazy wydawane przez dowódców , tak jakby stali tuż obok , ale może to była tylko moja wyobraźnia .
Wyczołgałam się z tunelu , a za mną Jack . Byliśmy poza murami tego przeklętego zamku . Ruszyliśmy w stronę lasu , a jedyną naszą ochroną były gęste zarośla .  Chciałam skakać z radości , ale jednocześnie czułam , że coś jest nie tak . Poszło nam za łatwo . Świst .  Poczułam , że coś ściska mnie za gardło , wyrywa serce z piersi ,  odwróciłam się . Z piersi Jacka wystawała strzała , a kolejne wbijały się w ziemie tuż obok . Mój ukochany osunął się na ziemie , jego oddech z sekundy na sekundę stawał się bardziej płytki .
Miałam ochotę paść koło niego , odpocząć i zapomnieć o wszystkim , ale z każdą sekundą wyciekało z niego życie w postaci strumienia krwi barwiącego jego spodnie i lnianą koszulę . Złapałam go za ramie i szarpnęłam . Resztkami sił i z moją pomocą , udało mu się wstać . Nie zważając na nic , biegliśmy przed siebie , na plecach czuliśmy oddech naszych oprawców .
Wpadliśmy do lasu jak rącze zwierzęta uciekające przed drapieżnikiem . Gałęzie drapały moją twarz, rozrywały ubrania  .

                                                                        ***
Brnęliśmy przed siebie wiele godzin . Mięśnie paliły mnie ze zmęczenia , brakowało mi oddechu , a Jack słaniał się na nogach . Musieliśmy odpocząć , więc pomogłam mu usiąść .Dopiero teraz mogłam zobaczyć jego ranę . Krew ogarnęła całą lnianą koszulę , ale wciąż jej przybywało . Jack był śmiertelnie blady , nie mógł skupić wzroku .
-  Nie wygląda to dobrze - wyszeptałam , choć w głębi duszy chciałam się przekonać , że jest inaczej.
Zaczął ruszać powolnie wargami . Chciał coś powiedzieć . Zbliżyłam się .
- Nie dam rady - wyszeptał cicho .
Łzy spłynęły po moich policzkach . Targnął mną szloch .
- Nie mów tak - wyjąkałam . On też zaczął płakać - Dasz radę .
Zaprzeczył delikatnym ruchem głowy , a potem odgarnął kosmyk moich włosów .
- Uciekaj - pogłaskał mnie po głowie .
W tym momencie dotarł do mnie skowyt psów gończych . Wojownicy byli blisko , musieliśmy uciekać . Złapałam go za rękę , żeby go podnieść . On szarpnął i z powrotem upadłam na kolana.
- Zostaw mnie tu . Ja i tak umrę - otarł moje łzy - Ty masz szansę , uratuj się .
- Nie ! - wyjąkałam między spazmami szlochu - Nie zostawiaj mnie .
Zaśmiał się krótko , potem zaczął kaszleć  . Obejrzałam się dookoła . Wojacy byli tuż , tuż .
- Uciekaj . Uratuj się -  pocałował mnie namiętnie . Czułam w ustach smak łez , ale też metaliczny posmak krwi . On umierał , nie miałam wątpliwości .- Uratuj się dla mnie - dokończył , a potem dopadł go atak kaszlu .
Z zarośli  wyleciała salwa strzał , na szczęście wszystkie minęły cel . Jack uścisnął moją dłoń , ten jeden ,ostatni raz . Spojrzał mi w oczy . Ujrzałam jego gasnące życie i uwalniającą się dusze . Blask jego oczu znikał , ale zastąpiło go coś innego . Coś wspanialszego . Miłość .
- Wszystko jest w porządku...
- Kocham cię - wyszeptałam i dotknęłam jego policzka .
Położył swoją dłoń na mojej - Ja nigdy nie przestanę cię kochać .
Wstałam z klęczek i wyrwałam przed siebie . Nie miałam odwagi się odwrócić . Bałam się , że jeśli zobaczę go jeszcze raz , to nie będę w stanie uciekać . Znałam go zaledwie jeden dzień , a może nawet nie , ale zapamiętam go do końca życia . Już nikogo nie pokocham w ten sposób , nikt nie będzie znaczył dla mnie  tak wiele jak on .
Uciekłam przed oprawcami po to , by móc pamiętać o Jacku , który dał mi nadzieję i miłość , a tego nikt nie jest wstanie mi odebrać .


[1] połączyć się z kimś - w podaniach tracyjskich istnieje legenda o ty , że zły bóg podzielił dusze każdego                    człowieka na dwie połowy , tak by ludzie byli słabsi . Człowiek , który kiedykolwiek spotka swą drugą duszę , nigdy o niej nie zapomni , zawsze będzie ją kochał i nigdy ponownie się nie zakocha . 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz