Dedykuję to opowiadanie tym wszystkim , którzy chowają się za maskami .
 |
| Morgan i Alan |
 |
| Nia i Ena |
- No i co ! - wrzasnęłam i zatrzasnęłam drzwi ,które od
razu stanęły w płomieniach.
Rzuciłam się na łóżko.
Do pokoju wpadł mój chłopak , Tracjan . Sam płonął jak
zapałka , więc ognista bariera nie mogła go powstrzymać. Warczał jak wściekły
pies.
- Masz zamiar uciekać od problemów ! Dobrze wiesz , że to
twoja wina ! - krzyknął.
- Nie wierzysz mi to nie ! Wynoś się stąd ! - utworzyłam
kolejną barierę , ale tym razem skorzystałam z kriokinezy. Oddzieliłam się od
Tracjana grubą ścianą lodu , z której wystawały ostre jak sztylety sople.
Ale lód stopniał pod wpływem ognia tak jak dzieje się to
w naturze .
- Nie użalaj się nad sobą ! To ty ją zniszczyłaś !
Zbliżył się do mnie , poczułam jego ciepło . Warknęłam ,
żeby się ode mnie odsunął , ale jego to nie obchodziło . Chciał się przypodobać
Radzie , nawet moim kosztem .
- Powiedziałam , żebyś się stąd wynosił ! - wrzasnęłam , a potem pokojem
zatrzęsła ogromna siła , która popchnęła Tracjana w stronę okna , przeleciał
przez nie jak duch i zaczął spadać z piątego piętra. Słyszałam jego krzyk , ale
się nie przejęłam , nie mogłam zrobić mu krzywdy na terenie Soldier.
***
Stanęłam przed lustrem i przyjrzałam się samej sobie .
Moje odbicie przedstawiało wysoką blondynkę
o pięknych niebieskich oczach , wspaniałej figurze i długich nogach .
Ale to była tylko iluzja , której nauczyłam się wiele lat temu . Tylko
nieliczni widzieli mnie prawdziwą , niską , niezbyt szczupłą o czarnych włosach
i oczach w kolorze trawy , które i tak zawsze były zakryte czarnymi okularami .
Nikt nie potrafił mnie zrozumieć , więc nikt nie powinien
wiedzieć kim jestem naprawdę .
***
- Willhelmino Tepper ! Przywołuję cię do porządku !
Nie zwracałam uwagi na głos Starszej Tossas , która
dzisiejszego dnia przewodniczyła Radzie .
Po raz ósmy stawałam przed Trybunałem Soldiers w sprawie moich "
niecnych czynów" . Tym razem chodziło o podpalenie zagajnika tuż za
akademikiem , w którym uczniowie zazwyczaj palili papierosy .
- Wstań , kiedy do ciebie mówimy - rozkazała Starsza .
Niechętnie podniosłam się z miejsca , wiedziałam , że z
nimi nie ma żartów . W każdej chwili mogli wyrzucić mnie z Akademii , a wtedy
nie miałabym dokąd się udać . Nie znam świata poza nią .
- Zostałaś oskarżona o podpalenie i zaniechanie ugaszenia
pożaru na terenie ogrodu za szkołą . Ponadto utrudniałaś akcje ratunkową ,
poprzez podsycanie ognia . Co masz na swoja obronę ?
Westchnęłam , bo nie było tego za wiele .
- Nie chciałam tego . - powiedziałam głośno , ale pełne
niedowierzania śmiechy stopiły moją odwagę .-Ogień pojawił się znikąd , ale ja
go nie stworzyłam . Nie chciałam go, tego , po co miałabym niszczyć ogród .
Rada mi nie wierzyła . Widziałam to po ich oczach ,
znudzeniu malującym się na twarzy .
- Chcesz powiedzieć , że ogień wzniecił ktoś inny ? -
Starszy Tepes rzucił mi ironiczne spojrzenie .
- Nie... nie wiem . Ja po prostu nie rzucałam żadnych
czarów . Nawet o tym nie pomyślałam ! - wykrzyknęłam , byłam zdenerwowana -
Ogień pojawił się wokół mnie , nie miał żadnego źródła . Pojawił się z niczego
.
- Przecież dobrze wiesz , że przywoływanie żywiołu bez
jej przedstawiciela jest niemożliwe - Starsza Rosal miała niewyraźną minę , tak
jakby czuła , że nie jestem w stanie wymyślić czego takiego .
Pokiwałam tylko głową , bo suche gardło nie pozwalało mi
na wypowiedzenie żadnego słowa .
Ja nie zmyślałam , ogień pojawił się w jednej sekundzie
,jak poranna mgła w wiosenny poranek .
Okrążył mnie dookoła , ale nie parzył , nawet nie osmalił mi ubrań .
Czułam się tam bardziej bezpieczna niż wśród tych wszystkich ludzi .
- Twoje bajki stają się coraz bardziej śmiałe . Nie
okazujesz żadnej skruchy , a to na pewno ci nie pomoże - Starsza Tossas nie
słynęła ze wspaniałomyślności, wolała przykładnie karać , niż próbować
zrozumieć .
Miałam ochotę rzucić czymś w stronę Członków Rady . Moje ręce
zrobił się zimne by przyjąć dawkę ognia, którą mogłabym cisnąć w stronę
Starszych . W porę sie jednak opamiętałam , nie chciałam pogorszyć mojej
sytuacji , która i tak nie miała się kolorowo .
- Musimy zastanowić się nad wyrokiem. Zostaw nas - rozkazała mi Tossas .
***
- Jej moc jest coraz potężniejsza . Dobrze o tym wiecie .
Posiada coś więcej niż tylko pięć żywiołów , sami widzieliście jak wywołała
burze , kiedy nie wpuszczono ją na szkolną potańcówkę .
- Co możemy zrobić ? Nie jesteśmy w stanie odebrać tak
silnej magii .
- Musiałaby zrzec jej się sama .
- Ale ona tego nie zrobi .
- W takim razie pozostaje tylko jedno .
- Co ?
- Musimy się jej pozbyć .
- W innych szkołach będzie robiła to samo .
- Nie o to mi chodziło .
***
Szłam w stronę tego , co kiedyś było ogrodem . Ciągle w
uszach słyszałam wyrok Rady , zbyt łagodny . Miałam naprawić szkody ?! Przecież
tutaj każdy mógł to zrobić , wystarczyło ponownie wezwać żywioł ziemi , a to
nic trudnego . Miałam przeczucie , że to wcale nie jest kara , tylko mała
rozgrzewka przed tym co ma mnie czekać .
Szybko weszłam między pogorzelisko . Dym gryzł mnie w gardło
, drapał w oczy . Machnęłam ręką i przywołałam żywioł powietrza , który
przyniósł ze sobą nutkę wiosennych kwiatów . Otoczyło mnie ciepło.
- Witaj . Mógłbyś ? - wyszeptałam .
Usłyszałam skowyt wiatru i w jednej chwili cały swąd
spalenizny zniknął , pozostawiając orzeźwiającą nutę . Uwielbiam , gdy to robi
.
- Dzięki - poczułam jak coś ociera się o moją prawą nogę
- Też miło mi cię widzieć .
Duch żywiołu zaczął tańczyć dookoła mnie , śmiejąc się
przy tym . Z niewyraźnego kształtu duszka wyłoniła się postać przystojnego chłopaka o bladej skórze
i szarych włosach . Uśmiechał się wesoło do mnie , szczerząc swoje białe zęby .
Jego szata powiewała dookoła , wyglądała jakby żyła własnym życiem .
- Co u ciebie Alanie ? - zagadnęłam brnąc głębiej w ogród
.
Chłopak w podskokach ruszył za mną . Tańczył dookoła i
śmiał się przy tym jak dziecko .
- Czyli po staremu - roześmiałam się .
Szybko jednak się opamiętałam , przecież nikt oprócz mnie
nie widział żywiołu wiatru , nie chciałam wyglądać jak wariatka .
Dotarliśmy do miejsca , gdzie zeszłej nocy wybuchł pożar
. Wszystko dookoła było zwęglone , ale resztki dymu nie gryzły w gardło ,
pewnie za sprawą Alana .
Nie było już drzew ani kwiatów , ni różanych krzewów
. Całość spowijał jakiś cień , który
zabierał blask słońca . Poczułam silne przygnębienie , a radosny czar , którym spowijał mnie żywioł
, znikł .
- Jak to się stało , że ogień pojawił się od tak !
Alan zatrzymał się , już nie tańczył , ale jego twarz
nigdy nie rozstawała się z uśmiechem . Taka jest natura powietrza , jak zwykł
mawiać . Rozejrzał się dookoła ,a potem skupił wzrok na mnie .
- Jesteś coraz silniejsza , Will . Wiem , że to czujesz .
Już sam fakt , że mnie , nas widzisz jest niezwykły. Codziennie masz świadomość
jak za tobą podążamy , pomagamy . Tylko ty potrafisz zrozumieć naszą naturę .
Pokiwałam głową , a niesforny kosmyk spadł na moje czoło
. Szybko go poprawiłam .
- Tak - uśmiechnęłam się , patrząc na własne buty .
Miał racje .
- Jesteś niezwykła ...
- Ale o tym powinna się dowiedzieć sama - usłyszałam głos
Eny .
Boginka ognia pojawiła się tuż obok mnie , poczułam żar ,
który okrył moje ciało od stóp do głów . Strużka potu słynęła mi po szyi .
Ena pogłaskała swoje rude włosy , które wiły się na kształt
małych węży . Ten żywioł zawsze mnie przerażał w tej postaci . Miała w sobie
coś groźnego , o ironio , jak ogień .
- Nie powinieneś był jej o tym mówić - zganiła Alana -
Wracaj do normalnej postaci !
Chłopak uśmiechnął się do mnie , a potem rozpłynął w
powietrzu . Pozostał po nim tylko
delikatny wietrzyk .
Płomiennowłosa zlustrowała mnie swoimi złotymi oczami .
- Po co tu przyszłaś ? - zapytała niskim głosem , który
zdawał się wydobywać z jej wnętrza .
Szybko skupiłam się na pytaniu . Gdy byłam małą dziewczynką
, zawsze bałam się , że powiem coś złego , a ona mnie spali . Jak dotąd niczego
takiego nie zrobiła , ale wcale mnie to nie pocieszało .
- Za kare . Mam naprawić szkody .
- Powinnaś .
- Ale ja tego nie zrobiłam - wyszeptałam .
Jej śmiech rozniósł się po całym ogrodzie , ale nie
wrócił jako echo , tak jak się działo w przypadku Alana . Jej głos , w tym
śmiech , pozostawiał po sobie jakiś ślad , prawie namacalny , jak spalona
ścieżka - pozostałość ognia .
Ena szybko zaprzestała , a jej mina nie wyrażała już ironii
, a niedowierzanie .
- Ty na prawdę nie wiesz ? - zaprzeczyłam ruchem głowy -
To nie była świadoma magia - mruknęła - Niedobrze ...
Chodziła w tę i z powrotem , zastanawiając się nad czymś
głęboko . Nie miałam zamiaru czekać , przyszłam tu , żeby wykonać zadanie ,
więc zabrałam się do roboty .
Wezwałam żywioł ziemi . Nia pojawiła się w
akompaniamencie śpiewu ptaków , tak jak to robiła za każdym razem . W jej
brązowych włosach siedziały motyle , a mała wiewiórka przemierzała drogę od
ramienia do nadgarstka .
- Nia , pomożesz mi ? - zapytała .
Boginka uśmiechnęła się wesoło i założyła włosy za elfie
ucho . Zatarła ręce .
- No pewnie , co mam robić ?
- Myślałam o dokładnie tym samym co było wcześniej , ale
jeśli chcesz , możesz dodać coś od siebie - w tym momencie sobie coś
uświadomiłam , wiec szybko dodałam - Tylko nie przesadzaj .
Jej entuzjazm wyraźnie spadł i wydęła usta . Jakiś czas
temu poprosiłam ją o pomoc w przygotowaniu kwiatowego balkonu na zaliczenie .
Zostawiłam ją na chwilę samą i z mojego balkonu metr na metr otrzymałam
sześćdziesiąt na sto metrów , a do tego drzewa , palmy , nie wspominając o
wodospadzie, który stworzyła razem z Morganem . Właśnie Morgan , prawie o nim
zapomniałam .
- Ale ja o tobie nie - usłyszałam głos za sobą i
automatycznie się odwróciłam .
Żywioł wody stał przede mną , ale nie mogłam go dojrzeć ,
robił to specjalnie. Znów czytał mi w myślach !
- Zgadza się - ponownie to zrobił .
- Nie mam szans na prywatność ? Alan potrafi się
powstrzymać - oznajmiłam i od razu zauważyłam , że pochlebstwo wyraźnie
przypadło do gustu boginkowi powietrza .
Morgan nagle zjawił się obok mnie . Jego ciało jak woda było niewyraźne ,
prawie przezroczyste , a potem zauważyłam niebieskie oczy . Gdy tylko się
pojawiły, reszta zaczęła przybierać ludzką postać . Nigdy nie wiedziałam jak
będzie wyglądać , za każdym razem coś się w nim zmienia . Raz pojawił się wyższy ,innym razem
nieziemsko przystojny . Najzabawniejszym z jego wcieleń było przybranie postaci dziewczyny w blond
kiteczkach .
Morgan to dziwny gość .
- Ty też nie należysz do przeciętnych .
- Mam nadzieję , że to komplement - nie czekając na
potwierdzenie przeszłam do sedna .- Pomożesz Nia ? Roślinkom przydałoby się
troszkę wody . Nie sądzisz ?
Morgan wzruszył ramionami i skinął głową . Można by rzec
, że wygląda na rozsądnego , ale jego także nie chciałam zostawiać samego .
Nia chyba zauważyła , że nie chcę dać im wolnej ręki .
- Wodospad to był jego pomysł - próbowała zrzucić winę na
żywił wody .
- No nie wiem .
- Proszę , nie zrobię nic głupiego , chcę tylko , żeby
ten park nie był już wykorzystywany na palarnie . Wiesz jak tu czasem cuchnie
?! Nawet Alan nie daje sobie rady - boginek powietrza pokiwał głową z
przejęciem - A to jest nasze ulubione miejsc . Mamy tu o wiele większą moc .
Westchnęłam tylko , z nimi i tak nie wygram .
- Co prawda to prawda - Morgan skomentował moje myśli .
Świadomość , że jestem na przegranej pozycji w tym sporze
, widocznie uskrzydliła trójkę żywiołów .
Może nie będzie tak źle ?
- Dobra - powiedziałam , a Nia rzuciła się by mnie
uściskać - Tylko nie przesadźcie , ja i tak muszę iść na zajęcia .
- Wspaniale ! - wykrzyknęła boginka ziemi , a wiewiórki
na jej rękach zapiszczały radośnie . Nawet motylki zrobiły się bardziej
kolorowe - Zaczynajmy jak najszybciej ! - zwróciła się do reszty żywiołów .
***
Tracjan zasiadł przy moim stoliku jak gdyby nigdy nic .
Spojrzał na mnie i bez słowa zabrał się za jedzenie .
Nie wiedziałam co powiedzieć , bo z jednej strony miałam
ochotę usmażyć go ogniem , a potem zamienić w bryłę lodową , ale to mój chłopak
. Może nie taki idealny , ale go lubię .
- Wybacz mi - powiedziałam i czekałam na jego reakcje .
Tracjan uniósł głowę i zmierzył mnie wzrokiem . To
spojrzenie , chce mnie skarcić , ale nie potrafi . Jęknęłam mimowolnie . Jego
wyraz twarzy się zmienił .
- Za to , że wypchnęłaś mnie z piątego piętra ? - wydął
wargi , oznaka jego zdenerwowania - Tak .
Że co ? Wybaczył mi . O rany ! A ja byłam na niego zła
tydzień , tylko dlatego, że przez przypadek potrącił mnie łokciem . Jego oczy
niezwykle lśniły , kiedy wpatrywał się we mnie z wielką intensywnością .
Specjalizacja - Woda , ale wyglądał jakby był z Ognia . Uśmiechnęłam
się do niego , a potem odruchowo położyłam dłoń na jego rękę . To wystarczyło ,
byliśmy ze sobą dwa miesiące , a przez ten czas nie okazywaliśmy sobie zbyt
wielu uczuć . Nawet się nie całowaliśmy .
-Nic ci nie jest ? - zapytałam , bo dopiero zauważyłam
jego siną skórę .
- Nie , po prostu ... nieważne .
- Powiedź mi . Proszę - użyłam najczulszej nutki w głosie
i automatycznie poczułam się jak ... zdrajca . Miałam na nim tego nie
wykorzystywać , to była cześć żywiołu
ziemi , granie na uczuciach .
Tak jak się spodziewałam , Tracjan poddał się mojej
manipulacji .
- Chodzi o to , że ... Ale nikt nie może się dowiedzieć .
- Jasne , jasne .
- Nocami spotykamy sie w pokoju Louis i ćwiczymy .
Louis ,
Louis , kto to ... A tak ! Louis Armstrong . Dopasowana do ognia . Ruda
, niezwykle piękna i wysportowana . Nie sposób przejść obok niej i jej nie
zauważyć .
- Jakie ćwiczenia ? - nie miałam pojęcia o czym mówi .
- Wiesz jak jest - jego oczy rozbłysły jeszcze mocniej -
Wszyscy nam mówią , że każdy z nas potrafi panować tylko nad jednym żywiołem .
Chcemy to zmienić .
Zaśmiałam się , myślałam , że to żart , ale potem
zauważyłam minę Tracjana, był taki przejęty tym co robi . On brał to na serio .
- Tracjan , ja nie
wiem , czy to możliwe ...
- A ty ? Wiem , że to tajemnica , ale ty potrafisz
posługiwać się wszystkimi żywiołami .
- Każdy to potrafi ...
- Tak , ale nie jak ty ! Ty potrafisz zrobić z ogniem ,
ziemią , wodą , powietrzem wszystko ! - wykrzyknął , ale szybko się opamiętał ,
byliśmy w stołówce . - Inni mogą tylko w pewnym stopniu przywołać ogień by się
ogrzać , wodę by ugasić pragnienie , ziemie by uratować drobną roślinę , a
powietrze by móc oddychać pod wodą . To nic w porównaniu z tym , co ty
potrafisz !
Zaczął mnie trochę denerwować , więc gdy poczułam , że w
moich rękach gromadzi się nieznana siła , woda , szybko się opamiętałam , choć
miałam nieodpartą ochotę oblać go zimną wodą , aby wytrzeźwiał .
- Ogarnij się Tracjan - mruknęła, - ja się z tym
urodziłam . Nic z tym nie zrobię , nie nauczyłam się tego!
- Jesteś samolubna . Mimo tego , że wybaczam ci ,
wspieram , ty za każdym razem mnie wyśmiewasz , nigdy nie podoba ci się to co
wymyślę . Nie poznaje ci , Will !
Przełknęłam ślinę , ale i tak czułam suchość w gardle .
- Tak naprawdę NIGDY MNIE NIE POZNAŁEŚ - powiedziałam
dobitnie i bez słowa wstałam od stołu , zostawiłam tacę z jedzeniem i mój
zeszyt od historii.
Nie odwróciłam się , nawet na niego nie spojrzałam . On
miał inne wyobrażenie mnie samej .
- Bo niepotrzebnie chowasz się za zaklęciem iluzji -
usłyszałam w głowie głos Morgana .
Odeszłam na tyle daleko , aby nie słyszał mnie nikt z
Akademii , nie leżała mi opinia przygłupa gadającego ze sobą .
- Nikt nie może poznać całej prawdy o drugim człowieku -
odpowiedziałam .
Czułam obecność żywiołu wody , chyba szedł obok mnie w
niewidocznej postaci .
- Ty na to nie pozwalasz , Willhelmino . Nie pozwalasz na
to ludziom , ale nam tak . Dlaczego ?
- Bo wy wiecie jak obejść moje zabezpieczenia .
- No w sumie tak . Przykro mi - przede mną pojawiła się
jego głowa pozbawiona tułowia , usta rozciągnięte w szerokim uśmiechu .
Westchnęłam , ten dzień był strasznie męczący , na
szczęście już po kolacji , mogłam wrócić
do pokoju .
- Po co przyszedłeś ? - zapytałam siląc się na naprawdę
zmęczony glos , żeby uniknąć dalszej konwersacji .
- Skończyliśmy .
Przypomniałam sobie o palarni . Jęknęłam na samą myśl o
tym , co mogłabym zobaczyć. Ekstrawagancja leżała w naturze Nia , Morgana
zresztą też .
- To prawda - żywioł wody skomentował moje myśli i
odwrócił się ode mnie- A tak na marginesie , nie łatwo się mnie pozbyć -
zaśmiał się .
***
Palarnia wyglądał jak raj , a raczej tak mi się wydawało
.
Drzewa uginające się pod ciężarem drzew , kwiaty jakich
nigdy nie widziałam. Wszystko było tak piękne , nierealne , wspaniałe .
Zabrakło mi tchu .
- To jest ... - wyszeptałam .
- Piękne - dokończyła za mnie Ena .
Boginka ognia nie brała udziału w tworzeniu tego cuda .
Była wyraźnie zadowolona z dzieła swego rodzeństwa .
Szczególnie piękne były drzewa rosnące pośrodku parku .
Cztery piękne, ogromne dęby otaczały delikatną brzozę o liściach w kolorze
dojrzałych malin. Wyglądały jakby broniły ją przed światem zewnętrznym .
I pomyślałam , że ...
- To ty - wyszeptała Ena - Jesteś naszą podopieczną
Willhelmino Tepper , kochamy cię jak siostrę .
- Wiem - wyszeptałam i była to najszczersza prawda .
W tym momencie pojawił się przede mną Alan , a potem Nia
i na końcu Morgan .
- I jak ? Podoba się ? - zapytała Nia - Próbowałam się powstrzymywać
...
- Chyba my ciebie - oznajmił Alan - Chciała tu zbudować
drugi Eden .
- I chyba jej się udało - dodałam .
Słyszałam ćwierkające dookoła ptaki .
- To już nie jest palarnia - oznajmiłam , co Morgan
skomentował śmiechem - To ogród żywiołów .
Nia uniosła dłoń i tuż obok moich nóg pojawił się ogromny
kamień , a potem dołączyła do niej Ena i głaz pokrył się napisem " OGRÓD
ŻYWIOŁÓW " , a potem ten sam , pod spodem , napisany w prastarym języku życia
, który odczytać mogły tylko nieliczne istoty na ziemi . W tym ja .
- Dziękuję - wyszeptałam .
- Nie , to my dziękujemy . Zapewniłaś nam rozrywkę -
odparł Morgan .
***
- Łowca już gotowy .
- Jeszcze nie , będzie tu za cztery dni .
- Zróbmy to jak najszybciej .
- Co powiemy nauczycielom i uczniom ?
- Że to było samobójstwo .
-...
- Co się stało ?
- Słyszałaś to ?
- ...
- Jakby chlupot wody . Może mi się przewidziało .
***
- Will , obudź się - słowa przedarły się do mojej
świadomości i poczułam jak coś zimnego szarpie mnie za ramię .
Szybko otwarłam
oczy i odskoczyła. Przy moim łóżku klęczał Morgan . Tym razem był wysokim
blondynem o niezwykle umięśnionym ciele . Jednak niebieskie oczy natychmiast zdradziły mi jego tożsamość .
Żaden z żywiołów nie przychodził do mnie do pokoju od
wielu lat . Ustaliliśmy, że zasługuję na trochę prywatności , skoro i tak mogą
czytać mi w myślach .
Musiało to być coś ważnego .
- Co się stało ? - wyszeptałam przytłumionym głosem, żeby
nie obudzić mojej współlokatorki .
Morgan tylko zaprzeczył ruchem głowy i złapał mnie za
rękę . Poczułam jak jakaś substancja pokrywa moje ciało , a potem tylko
szarpnięcie i już byłam poza akademikiem .
Wiał zimny wiatr , dlatego moje piżama ( tj. krótkie
spodenki i koszulka ), nie była odpowiednim strojem na takie wypady .
- Jedyne co mogę dla ciebie zrobić , to podgrzać wodę w
twoim ciele - uśmiechnął się do mnie szeroko , ale chyba nie zauważył mojego
entuzjazmu .
Tym bardziej , że zęby zaczęły mi kłapać i nie mogłam
uspokoić szczęki .
Na szczęście pojawiła się obok nas Nia i okryła mnie
płaszczem z suchych liści.
- Jeśli chcesz , możemy poprosić Alana , żeby się
uspokoił - oznajmił Morgan, prowadząc mnie za rękę - Ale dzisiaj chyba nie
będzie w stanie .
Byłam coraz bardziej zdenerwowana , o czym nie chcieli mi
powiedzieć ?
- Zaraz będziemy - Nia wskazała drzewa , którymi
zachwycałam się zeszłego wieczoru , teraz , w tych ciemnościach , podczas
wichury , wyglądały nader upiornie .
Jakby na komendę , dookoła drzew pojawiły się ogniki .
Wyglądały jak prawdziwy ogień , ale Morgan zapewnił mnie , że nie można się
nimi oparzyć.
- O co chodzi ?- zapytałam , kiedy znaleźliśmy się w
schronieniu przed wiatrem , a do naszej trójki dołączyli jeszcze Alan i Ena .
Alan był w strasznej kondycji . Jego mleczna skóra
zszarzała ,a oczy stały się ciemne i nieprzyjemne .
Ena spojrzała na mnie groźnie , najwyraźniej nie
zamierzała owijać w bawełnę.
- Ktoś chce się ciebie pozbyć .
Wywalić mnie ze szkoły ? Nie miałam aż tak strasznych
ocen . Morgan znów przeczytał moje myśli .
- Nie Willhelmino
, oni chcą cię zabić .
Zmiękły mi nogi i upadłam na ziemie .
Jak to mnie zabić ? Przecież ... Ja nic ...
I zrozumiałam . Wyrok rady Soldiers . Stwierdzili , że
jestem dla nich zagrożeniem , a ta głupia naprawa ogrodu, była tylko zajęciem
mnie czymś . Miałam ochotę rozpłakać się , poczułam się taka bezsilna .
- Ty nie jesteś słaba . Oni się ciebie boją - Alan wyglądał
o wiele groźniej niż normalnie . Jeszcze nigdy nie widziałam go podczas burzy ,
miał w sobie pierwiastek zła , tak jak reszta jego towarzyszy . Każdy z nich
był przerażający na swój sposób , ale ja tego nie potrafiłam dostrzec .
- Bo jesteś jedną z nas - Morgan położył dłoń na moim
ramieniu , wiedziałam, że to próba pocieszenia mnie .
- Co mam robić ?
Żywioły spojrzały po sobie i każdy po kolei skinął głową
.
- Willhelmino Tepper , pora się ujawnić .
Na początku nie zrozumiałam . Co to miało wspólnego ...
- Musisz wszystkim pokazać jaka jesteś potężna , że nikt
nie dorasta ci do pięt - Morgan widocznie wiedział co mówi - Jeżeli wszyscy ,
ci ważni i ci mniej, zauważą twój talent , będą chcieli mieć na ciebie oko .
Żadna rada nie ośmieli się ciebie zabić .
Ujawnienie było dla mnie czymś gorszym niż śmierć . To
obnażenie się przed wszystkimi bez żadnego powodu . Nikt dotąd , z ludzi , nie
widział mojego prawdziwego ja . A jeśli wszyscy się odwrócą ? Może przestraszą
się i moja śmierć nastąpi jeszcze szybciej ?
- Każdy z nas musi czasem zrzucić maskę i ponieść tego
konsekwencję - żywioł wody nigdy nie był sobą .
- A nie możecie ich po prostu pokonać . Jesteście
żywiołami .
- Co by to dało ? I tak będziesz to musiała zrobić -Ena
była nieustępliwa , ale w głębi serca czułam , że to prawda .
Jęknęłam zrezygnowana
, jeszcze nigdy nie czułam się tak źle . Kręciło mi się w głowie , a
żołądek fikał koziołki w moim brzuchu i najwyraźniej nie miał zamiaru przestać
.
- Kiedy mogłabyś to zrobić ? -Nia była wyraźnie
podekscytowana .
Jedyne co mi przyszło do głowy to dzień pokazowy , ale
nie byłam wpisana do programu .
Morgan przymknął na chwilę oczy i uśmiechnął się
triumfalnie .
- Już jesteś - oznajmił i złapał mnie za rękę .
Nie pamiętałam jak się znalazłam w łóżku ani dlaczego
moja piżama zmieniła się w niebieską koszulę nocną .
***
Przemierzałam korytarz szkolny bez żadnego celu . Wszystkie
moje myśli kręciły się dookoła wydarzenia , które miało zmienić moje życie .
- To już jutro -
usłyszałam głos Morgana , ale byłam na to przygotowana . Wszystkie żywioły
nawiedzały mnie od wczoraj . Tylko Morgan nie odstępował mnie na krok , przez co
byłam troszkę zestresowana . Miał w zwyczaju rzucać jakieś komentarze w
kierunku nauczycieli prowadzących lekcje . Czasem nie mogłam powstrzymać
śmiechu , a kiedy pytali o powód mojej nagłej wesołości , zostawałam sama .
Morgan ulatniał się na chwilę i wracał kiedy już dostałam ochrzan .
Teraz jednak tak nie było , często milczał , tylko mnie
pilnował . Byłam mu za to wdzięczna , tak jak i innym żywiołom .
Zobaczyłam idącego w moją stronę Tracjana i poczułam jak
boginek wody wyraźnie się rozwesela . Uwielbiał naśmiewać się z mojego chłopaka
. A to z jego blond fryzury albo dziwnego zachowania . Czułam , że to będzie
ciężka rozmowa.
- Zamknij się , proszę - mruknęłam do Morgana , żeby mieć
to już z głowy .
Tracjan podszedł do mnie prężnym krokiem , całą drogę
przeszedł z rękami w kieszeniach , na głowie miał kaptur bluzy .
- Witaj - oznajmił i pocałował mnie w policzek .
Zdziwiłam się , podczas naszego związku zrobił to raptem
kilka razy , ale nigdy w takich okolicznościach . Przecież się pokłóciliśmy , a
on jakby nigdy nic .
- Cześć - w moim głosie było słychać zdziwienie , on też
to zauważył .
- Chciałem cię przeprosić . Ja nie chciałem , żeby tak to
zabrzmiało .
- Nic się nie stało . Ja ciebie też przepraszam .
Usłyszałam głośny śmiech Morgana tuż obok mojego ucha , a
potem on sam pojawił się ramie w ramie z Tracjanem . Mój chłopak oczywiście go
nie widział , co jeszcze bardziej bawiło boginka Wody .
- Lubię jak mówisz do mnie boginek - oznajmił ze śmiechem
w głosie , a ja przeklęłam go w myślach - No , no . Nie lubię jak się tak
wyrażasz .
No to nie dajesz mi innego wyboru .
- Will , Will !- usłyszałam głos Tracjana .
- Tak ?
- Pytałem o co chodzi z tym pokazem . Nie wiedziałem , że
będziesz brała udział .
Spojrzałam na niego , a potem z powrotem na Morgana . Już
go nie było . Wróciłam do rozmowy .
- Nie byłam do końca przekonana czy będę mogła . Ta
sprawa z podpaleniem. Mogli mnie nie przyjąć .
- No tak , ale papiery na wpisanie na listę składa się
miesiąc wcześniej - nie do końca mi wierzył .
Nigdy nie myślałam iloma kłamstwami już go raczyłam ,
raczej nie miałam oporów przed udawaniem kogoś innego , o czym świadczyła
rzucona na mnie iluzja . On zakochał się w zupełnie kimś innym , bo moje życie
to ciągła gra , on nigdy mnie nie pozna , nawet kiedy będzie po wszystkim . Ja
nie potrafię się otworzyć na drugiego człowieka , wole wić dookoła siebie kokon
fałszu .
I pierwszy raz w życiu poczułam wstyd za samą siebie .
Jak mogłam być tak okrutna , tak samolubna .
Koniec z tym .
- Tracjan, ja wiem , że jesteśmy ze sobą jakiś czas ...
- Dokładnie dwa miesiące i czternaście dni - wyrecytował
.
Oniemiałam , jemu na prawdę zależało . Na mnie . Nie ,
nie na mnie . Zależało mu na wysokiej , niebieskookiej blondynce , a jej już
nie będzie jutro o tej porze . To okrutne .
- Już za późno by to odwołać - usłyszałam głos Morgana .
- Jeśli pragniesz by był szczęśliwy , mogę sprawić , że zapomni .
Jak to ?
- Nie będzie cię pamiętał , Wasz związek zniknie z jego
pamięci i wszystkich znajomych . Jego uczucia do ciebie przestaną istnieć , jak
gdyby nigdy nie był oszukany .
Stracę przyjaciela .
- Nie . To będzie szansa by mógł się kimś takim stać dla
ciebie .
Nie będzie jutro cierpiał , nie poczuje nic .
Zrób to ... ale pozwól mi się z nim pożegnać .
Poczułam ,że
obecność Morgana zniknęła . Spojrzałam na Tracjana . Jego świetliste oczy ,
radosny wyraz twarzy .
- Tracjan ... Nie wiem jak ci to powiedzieć - zaczęłam ,
a on zamilkł .- Jesteś wspaniałym przyjacielem . Potrafisz mnie rozbawić , ale
też nieźle wkurzyć . Ale tobie zależy bardziej niż mnie . Chciałbyś bym cię
kochała , ale ja nie potrafię .
Tracjan pokiwał delikatnie głową i przełknął ślinę .
- Chcesz się rozstać ?
- Nie , ...
Zbliżyłam się do niego i przytuliłam . Pachniał jakimś
perfumem , zawsze tym samym , kiedyś miałam się zapytać jak się nazywa , ale wyleciało
mi z głowy .
Wtuliłam się w niego mocno , świadoma , że może po raz
ostatni , a uczucie tęsknoty już ściskało mnie za serce .
- ... chcę byś
zapomniał - wyszeptałam mu do ucha .
Poczułam obecność Morgana , a powietrze delikatnie
zafalowało . Odsunęłam się od Tracjana , kiedy poczułam , że jego ramiona
słabną .
- Już - usłyszałam głos żywiołu .
Tracjan rozejrzał się nieprzytomnym wzrokiem , a potem
skupił spojrzenie na mojej osobie .
- Przepraszam , o czym mówiliśmy ? - zapytał .
Zamrugałam szybko , chciał się pozbyć łez , które
zgromadziły się w kącikach moich oczu .
- Jestem Will - powiedziałam i podałam mu rękę .
- Miło mi . Tracjan - uścisnął moją dłoń .
***
Przemierzałam ogród żywiołów . Byłam co raz bardziej
zdenerwowana . Z powodu pokazu , zwolniono nas z lekcji , żebyśmy mogli się
przygotować .
- Pokaz już za dwie godziny , a ja nic nie umiem !
W mojej głowie panował prawdziwy harmider jak po
przejściu huraganu . Można by podejrzewać o to Alana .
Poczułam ciepło i obok mnie pojawiła się Ena . Zawsze
była tka piękna , tajemnicza jak zapieczętowana skrzynia.
- Uspokój się - zaczęła - nie wypadniesz przekonująco,
jeśli będziesz wyglądać na rozhisteryzowaną
wariatkę .
Wzięłam głęboki wdech .
- Więc co mam robić na scenie ? Ja nie potrafię nic
niezwykłego !
Ogień mruknęła .
- Gdy wybuchł pożar w ogrodzie , zapytali cię jak to
zrobiłaś . Ty jednak o niczym nie wiedziałaś , bo nigdy nie byłaś świadoma
drzemiącej w sobie mocy .
Nie mogłam uwierzyć w jej słowa , ja byłam nikim , zawsze
.
- Nie musisz mieć zapałki by władać ogniem , tak jak
robią to inni . Ty jesteś ogniem , wodą , powietrzem i ziemią . Jesteś piątym
żywiołem .
- Ale jak ? - wydusiłam .
- Jesteś duchem . A Duch nigdy się nie poddaje . Dlatego
wejdziesz na scenę , ujawnisz kłamstwa , przedstawisz rzeczywistość i
odejdziesz z wysoko podniesionym czołem .
Ten natłok informacji przyprawił mnie o zawrót głowy ,
ale poczułam się lepiej . Choć strach ściskał moje gardło , to wiedziałam , że
nie jest wstanie pozbawić mnie oddechu .
***
Sala pokazowa była ogromnym budynkiem . Swą wewnętrzną
budową przypominała Koloseum , jednak trochę mniejsze .
Goście wlewali się przez otwarte drzwi główne . W tłumie
wypatrzyłam moich rodziców . Wyglądali na szczęśliwych , że ich dziecko zostało
dopuszczone do pokazu . Od zawsze był to wielki zaszczyt .
Do mnie jednak to nie docierało . Moje myśli krążyły
wokół słów Eny , próbowałam w ten sposób dodać sobie otuchy .
- Pamiętajcie , że na pokazanie się z jak najlepszej
strony macie tylko pięć minut . Ewentualnie osiem - opiekun grupy powtarzał to
po raz drugi w ciągu godziny .- Wychodzicie alfabetycznie . A ...i nie
zapomnijcie się przedstawić na początku .
Rozejrzałam się , ale nie widziałam nikogo znajomego ,
Tracjan był w drugiej grupie , ale nawet gdyby znalazł się w mojej , raczej
byśmy z sobą nie pogadali .
-Trema ? - usłyszałam głos Morgana , a potem pojawiło się
jego ciało .
Pokiwałam głową i usiadłam na ławce pod ścianą .
- Jaka ja jestem
naprawdę ? Już sama nie wiem - wyszeptałam .
Morgan zmierzył mnie wzrokiem i wyszczerzył białe zęby .
- Jesteś Duchem . A ja z kolei ?
- Jesteś Wodą - odwzajemniłam uśmiech .
- I tego się trzymaj .
Położył dłoń na moją rękę .
- Będziesz ze mną ?
żywioł zaczął znikać , a gdy całkiem rozpłynął się w
powietrzu , usłyszałam jego głos .
- I nie tylko ja . - powiedział .
Poczułam obecność powietrza , ognia i ziemi , a potem
odprężyłam się , na tyle ile mogłam .
***
- Willhelmina Tepper ! Przydział : Ziemia !
Zmiękły mi kolana i pomyślałam , że nigdzie nie idę ,
kiedy poczułam siłę popychającą mnie w stronę sceny .
- Zrobimy wszystko ... - usłyszałam , a reszta zdania
zniknęła w odgłosie oklasków .
Wyszłam na sam środek i choć starałam się nie zwracać
uwagi na ludzi siedzących dookoła
mnie , czułam wlepiające się w moją
postać natarczywe spojrzenia . Odchrząknęłam dwa razy i ukłoniłam się.
- Jestem Willhelmina Tepper .
Zauważyłam stojącą przede mną ławę , a przy niej kobietę
, mniej więcej czterdziestoletnią i łysego mężczyznę . Poczułam się trochę jak
na przesłuchaniu do roli w teatrze .
- Jaki przydział ? - zapytał mężczyzna .
Wzięłam głęboki wdech .
- Ziemia - zrobiłam chwilę przerwy - a także ogień , woda
i powietrze .
Po sali przebiegł szmer głosów pełnych niedowierzania .
Część gapiów uważała , że to żart .
- Pokaż - usłyszałam głos Morgana .
Na tę drobną sugestię rozpoczęłam pokaz .
Spojrzała w prawo . Na podeście leżała uschnięta trawa ,
miał służyć do zaprezentowania moich umiejętności leczenia . Ja jednak miałam
inne plany . Wyciągnęłam ręce w kierunku martwych roślin i przywołałam żywioł
ognia . Ena pojawiła się tuż obok mnie , wyraźnie weselsza nić na co dzień . W
jednej sekundzie trawa stanęła w płomieniach . Gdy tylko ogień strawił ostatnie
źdźbło , przywołałam Alana . Znalazł się obok
Eny i pozwolił mi unieść pozostały popiół w górę . Fruwały nad moją
głową jak motyle , żarzące się motylki .
- Pomóż mi Morganie - wyszeptałam i żywioł wody ukazał
się naprzeciwko mnie .
Z jego pomocą stworzyłam strumień wody , który przybierał
najróżniejsze formy . Stado galopujących koni , latające łabędzie , a nawet
parę tancerzy baletowych . Potem woda zalała krążący popiół .
Podziękowałam boginkowi skinieniem głowy i wezwałam Nie .
- Pomóż mi Nia .
Ta jak najszybciej przybyła na moje wezwanie . Spojrzała
na mnie wyczekująco .
- Dajmy im nowe życie - zakrzyknęłam .
Bogini Ziemi podeszła do mnie i złapała moją dłoń . Całą
naszą moc posłałyśmy w stronę martwych resztek , by tchnąć w nie nowego ducha .
Każda odrobina popiołu zaczęła przekształcać się w drobne
nasionko , tylko pięć z nich osiągnęło rozmiar paznokci .
Tym razem nie musiałam prosić o pomoc żywioły , one
pragnęły mojego zwycięstwa .
Nasiona spadły na ziemię , zlała je woda i ogrzał ogień .
Gdy rozpoczął się proces wzrostu , nawet mi zaparło dech
w piersiach . Trawa , kwiaty porastały beton , a pięć drzew , łudząco podobnych
do tych z ogrodu , przebiło fundamenty , by dostać się do ziemi . Wszystko
wyglądało pięknie , dlatego nie zdziwiły mnie okrzyki zachwytu . Rzuciłam okiem
na publiczność . Oni nie patrzyli tylko na dzieło pokazu , lecz na żywioły ,
które zrobiły wokół mnie krąg .
- Co jest ? - zapytałam , ale nikt nie udzielił mi
odpowiedzi .
Żaden z żywiołów nie wyglądał jak dawniej . Ena płonęła
jak pochodnia , a jej ciało stało się prawdziwą magmą . Alan prawie stracił
ludzką postać , wyglądał jak chmura , chcąca przybrać kształt człowieka , tylko
oczy pozostały niezmienne . Nia nie miała ludzkich nóg , ich miejsce zajmował
pień drzewa o głębokich korzeniach , sięgających do wnętrza ziemi . I Morgan ,
bardziej przystojny niż dotychczas . Jego skóra wyglądał jak woda , a włosy
przypominały spienione fale .
- Jesteście piękni - wyszeptałam .
- Ty też - odrzekł Morgan .
Rzeczywiście czułam się inaczej , byłam ... wolna .
Szybko spojrzałam na ręce . Skrzyły się jak śnieg w grudniowy poranek ,
dotknęłam twarzy i poczułam miękką skórę , przypominającą w dotyku chmurę .
Morgan położył mi dłoń na ramieniu , czym zwrócił moją uwagę . Spojrzałam na
niego i odkryłam , że specjalnie dla mnie wygładził taflę wody , jego skórę .
Wyglądał jak ogromne lustro . Zaparło dech w piersiach .
Rzeczywiście byłam piękna . Moje oczy lśniły jak
zabarwione na miętowo diamenty , a usta przypominały sopelki lodu . Mała moja
skóra skrzyła się .
To ja . To naprawdę byłam ja . Ta prawdziwa . Nieskrywana
za maskami i iluzjami , których nie potrafiłam zdjąć .
- Udało się - wyszeptałam .
- Tak , udało - odparł Morgan .
Czas jakby się zatrzymał , byliśmy w innym wymiarze .
Zniknęli ludzie na widowni i ich okrzyki niedowierzania .
- Chcesz zostać ? - usłyszałam pytanie Eny .
- Co to oznacza ?
- Teraz jesteś czystym żywiołem . Chcesz wrócić , by
dokończyć Akademię ?
Czułam się rozdarta . W tej powłoce byłam naprawdę sobą ,
nikt nie mógł mnie skrzywdzić i poniżyć . Ale urodziłam się człowiekiem ,
ludzkie życie to część mojego przeznaczenia .
- A jeśli na
powrót znajdę się w Akademii , będę mogła znów do was wrócić ?
- Tak . Tego nikt nie jest wstanie ci odebrać - odparła
Nia
- Będziecie ze mną .
- Zawsze - wyszeptał Morgan i uścisnął moją rękę .
Moje życie dopiero się zaczęło .
 |
| Iluzja Will i jej prawdziwe oblicze |