piątek, 8 stycznia 2016

Magia tamtych dni

Ostatnio udało mi się znaleźć moje stare opowiadanie .  Natchniona wakacyjnym zachodem słońca i niezwykłą atmosferą wiszącą w powietrzu napisałem je i nie udało mi się skończyć , a teraz , gdy magia tamtych dni minęła , nie jestem wstanie dodać nic nowego .  Mam do tego bardzo krótkiego  utworu niezwykły sentyment i tęsknie za uczuciem , które wtedy mnie ogarniało .



Na niebie lśnił księżyc w pełni , a mgła sunęła po ziemi niczym wąż . Lena opuściła wioskę , nie zważając na okrzyki Ananiasza .
- Lena ! Wracaj ! Oni zaraz tu będą .
Dziewczyna przystanęła , wpatrując się w linie drzew . Noc była zimna ,  z jej ust wylatywała mgiełka pary. Lena miała na sobie satynową , białą szatę . Jej czarne włosy falowały na wietrze .
- Miła moja ! Dlaczego tu przybiegłaś ? - czarnowłosy Ananiasz położył dłonie na ramionach niewiasty i delikatnie obrócił ją ku sobie .
Dziewczyna spojrzała na niego mglistym wzrokiem , rozchyliła usta jakby próbując coś powiedzieć .
- Najmilsza , schrońmy się w wiosce . Te bestie za chwilę przedrą się przez las ! Nie jesteśmy tu bezpieczni .
Lena przykryła dłoń na swoim ramieniu .
- Idzie tu po mnie , Ananiaszu . Mogę ich zatrzymać .
Mężczyzna zaprzeczył ruchem głowy .
- Nie pozwolę ci wpaść w szpony potwora , tylko po to , byśmy mogli dożyć kolejnego wieczoru .
Dziewczyna przybliżył twarz do ukochanego i spojrzała nań ogromnymi , brązowymi oczami . Położyła delikatnie dłonie na jego szyi .
- Wiesz o mnie wszystko , a mimo to wątpisz .
- Jesteś wybrankę mego serca !
- I jego...
- W ciele jego brak serca , które biłoby szybciej na twój widok . W jego ciele nie ma krwi o kolorze równie intensywnym jak twe usta .
Ananiasz potarł dłońmi jej zmarznięte , drobne ramiona .
- Jad zasiedla się w moim ciele , Ananiaszu . Już niedługo stanę się taka jak on .
- Nie dopuszczę do tego .
- Więc pozwól mi stawić mu czoła - oznajmiła zdecydowanie , ale jej głos drżał z zimna.
- Moja słodka Leno , ty dała drżysz - ściągnął kamizelkę i założył na drobne ciało dziewczyny . Do jej nozdrzy dotarł zapach atramentu i pergaminu .
- Czuję jak woła mnie po imieniu . Żar rozpala moje ciało , jakby trawiła je gorączka . Więź naszych krwi pozwala mi czerpać jego moc . Ananiaszu , jestem równie silna jak on .
- Ale nie masz w sobie potwora . Posiadasz dusze .
- I ona pozwoli mi zwyciężyć .
W oddali zawył wilk , jego skowyt był pełen wolności , nowego życia i energii .
- Nadchodzą . Ananiaszu , nie każ mi używać mej mocy na tobie .
- A więc zrób to - przybliżył twarz na tyle , że stykali się nosami . Jego ciepły oddech pieścił jej rumiany policzek - Nie odejdę z własnej woli .
Dziewczyna westchnęła i połączyła swe dłonie z Ananiaszem . 

sobota, 17 października 2015

- Wiesz co robić .



 Dla Piotra , który zgodził się być bohaterem tego opowiadania . Przepraszam , że nie uczyniłam cię superbohaterem .


Ciche kapanie kropelek wody wystukiwało nieustający rytm natury pośród nieustępliwej ciszy kamiennej groty . Ten sam takt wybijało serce Władcy Ziemi .
- Słowa mają moc - oznajmił znienacka , a jego głos rozniósł się w całej jaskini pod postacią echa .
- Tak , Mistrzu - wyszeptał potulnie chłopak klęczący w progu .
- Jak cię wezwałem ?
- Ujrzałem cię w tafli kałuży - odchrząknął  , a potem nie czekając na odpowiedź , dodał -Uważam , że było to mało finezyjne .
Staruszek wstał z kamienia i zbliżył się do ucznia . Światło pochodni padło na jego pomarszczoną twarz , siwą brodę i włosy .
- W końcu starość i o mnie się upomniała . Choć i tak trwało to dłużej niż u ludzi .
Powoli podszedł do wschodniej ściany jaskini i wyciągnął coś z głębokiej niszy . Był to rulon papieru, opatrzony pieczęcią w kolorze świeżej trawy . Wrócił do chłopca .
- Zanim osunę się w cień . Tak , wiesz , że to nastąpi - odpowiedział na nieme pytanie swego ucznia - Chce być udał się w miejsce , którego staniesz się opiekunem .
 Młody chłopak nie potrafił opisać tego co czuł . Smutek , radość , strach , duma . Chciał podzielić się tym ze swym Mistrzem ,ale dobrze wiedział , że jego Mentor odczuwał to samo .
- Czy powinienem bać się przyszłości ?
- Każdy czegoś się boi , tylko ty możesz zdecydować czy warto . Przygotuj się .
- Kiedy wyruszam ?
- Teraz - wyszeptał Władca Ziemi i rzucił w jego stronę popieli pył .
Chłopak odczuł jak jego ciało bezboleśnie rozpada się na drobne kawałeczki , by zniknąć .

                                                                            *****
- Ile razy mam ci powtarzać Po , żebyś nie ruszał się ze skrytki , kiedy organizuje nam śniadanie .
Wysoki chłopak prowadził małego blondyna za rękę , karcąc co chwile spojrzeniem .
- To weź mnie ze sobą - Po mówił z ogromnym zaangażowaniem .
Tobias zaprzeczył tylko ruchem głowy i skręcił w prawą uliczkę . Był to skrót prowadzący na plac główny , a stamtąd już tylko żabi skok na targowisko .
- Jestem głodny , braciszku - wyjęczał chłopczyk .
- Wiem , ja też . Może Mo bardziej się poszczęściło .
Tobias wyskoczył zza zakrętu i wpadł na zakapturzoną postać . Nieznajomy odskoczył , przy czym spadło mu nakrycie głowy . Był to wysoki blondyn o intensywnych , niebieskich oczach . Wpatrywał się w braci z roztargnieniem , wyglądał na zagubionego . do tego miał na sobie szatę przypominającą szatę mnicha .  
- Uważaj - mruknął .
- Yhm - odrzekł tylko Tobias i ominął obcego .
Nieznajomy wiódł za nim wzrokiem , aż w końcu zdobył się na pytanie .
- Gdzie mogę coś zjeść ?
Tobias przystanął na chwilę , a potem zniecierpliwiony nakazał gestem iść za sobą . Nieznajomy zrównał się z nimi , co rusz rozglądając się dookoła .
- Jak masz na imię ?
- Piotr .
- A ja Poncjusz , ale wszyscy mówią na mnie Po . Jesteś z poza miasta ?
- Można tak powiedzieć - odparł Piotr i uśmiechnął się pod nosem .
- A skąd ?
- Nie uwierzył byś - wyszeptał i uniósł wysoko brwi .
W tym momencie dotarli na plac z fontanną w kształcie słonia z uniesioną trąbą . Na ławeczce siedziała ciemnoskóra dziewczyna o czarnych włosach związanych w kucyk . Rzeczy miała o kilka rozmiarów za duże , przewiązała je w pasie sznurkiem , by się nie zsuwały .
- Mo ! - wykrzyknął blondynek i pognał w jej stronę .
- Kto to ? - spytał Piotr .
- Monika , jedyna złodziejka w mieście - Tobias  uśmiechnął się szelmowsko i poszedł w ślady brata .

                                                                        *****

Piotr stał przed straganem , czekając na odpowiednią chwilę . Mo kazała mu zapytać handlarza , czym jego produkty różnią się od tych na innych straganach . Tak  też zrobił . Sprzedawca rozgorączkował się i zaczął po kolei pokazywać owoce .
- Te daktyle sprowadziłem ze wschodu , od najsłynniejszego hodowcy daktyli . A smoczy owoc ? Większych od moich nie znajdziesz . Uprawiano je pod wodospadem Plem .
Wykład trwałby znacznie  dłużej , gdyby nie to , że handlarz kątem oka spojrzał w lewo . Dostrzegł skrytego w cieniu Tobiasa , skrytego za maską , który pakował owoce i zbożowe placki do worka . Chłopak zauważył w jakiej jest sytuacji i wykrzyknął do Piotra :
- Uciekaj !
Temu nie trzeba było powtarzać dwa razy . Wziął szybko nogi za pas . Na szczęście nikt go nie gonił, cały pościg skupił się na złodzieju , a nie jego wspólniku . Gdy poczuł , że ma dość , zatrzymał się w uliczce między sklepem z kostiumami a zakładem krawieckim .
- Co to za świat ? - rzucił pytanie w pustkę .
W tym samym momencie coś wciągnęło go do wnętrza sklepu . Była to Monika , schowana za maska z pawich piór .
- Jak ci się podobało ?
- Tobias już wrócił ? - odpowiedział pytaniem na pytanie .
- Jeszcze nie . Po na niego czeka przy fontannie - a widząc jego zdenerwowana minę , dodał - On zawsze wraca .
Piotr pokiwał głową bez przekonania , choć czuł , że Mo się nie myli .
- To twoja dola - powiedziała Monika i wręczyła mu pięć złotych monet - nie jesteś jeszcze członkiem naszej grupy , dlatego dostaniesz mniej niż my .
- A Po ... ile on otrzymuje ?
- Tobias oddaje mu część swych pieniędzy , dba o niego prawie jak ojciec , choć nim nie jest .
Piotr przyjrzał się monetom . Orły i wiaty lotosu . Zdał sobie sprawę , że nie zostanie tu na długo , jemu pieniądze nie będą potrzebne  .
- Skąd je masz ?
Monika zaśmiała się donośnie .
- Gdy handlarz organizował za wami pościg , ja buchnęłam mu część monet . Weź te pieniądze należą ci się .
- Nie chce ich . Niech Poncjusz kupi sobie coś ładnego .
Mo ściągnęła z twarzy maskę i delikatnie powiesiła ją na haczyku .
- Lepiej , żebyś ty to zrobił . Po ucieszy sie z prezentu bardziej niż z pieniędzy .
Piotr pokiwał głową na znak zgody i schował pieniądze do kieszeni .

                                                                     *****

W oczekiwaniu na resztę grupy , Mo opowiedział Piotrowi historię ich życia .
- Wszystko zaczęło się , kiedy matka chłopaków umarła . Ojca nigdy nie znali , podobno poszedł do wojska , gdy Po się urodził , a Tobias miał pięć lat . Musieli uciec , chcięto zabrać Poncjusza do sierocińca , a jego brat miał trafić na szkolenia wojskowe .
- Jesteście sierotami ? - Monika skrzywił się słysząc to określenie .
- Ja wychowywałam się u dziadka . To jego sklep . Zanim umarł , przekupił wszystkich urzędników , a ci obiecali , że nie sprzedadzą sklepu przez następne pięćdziesiąt lat . Nie wiem co dziadek chciał w ten sposób osiągnąć , a nam bardzo pomógł .
- Mieszkacie tu ? - machnął rękami dookoła .
Pokiwała tylko głową , bo do sklepu weszli chłopcy . Po wyraźnie zadowolony zajadał gruszkę . Przywitał się z Piotrem .
- Chcesz trochę ? - wskazał na jedzony owoc .
- Nie trzeba - uprzedził go Tobias i wyciągnął z worka kiść winogron - Weź Piotrze. Musimy to szybko zjeść , owoce mogą się popsuć . Placki zjemy później . Twarde są nawet smaczniejsze - zaśmiał się na wspomnienie jakiegoś wydarzenia .
Mo podała mu sakwę pieniędzy . Chłopak obejrzał ją dokładnie .
- Coś czuję , że nie będziemy musieli kraść przez miesiąc . Później policzę .
- Pięćdziesiąt osiem i jedne miedziak - wyszeptał Piotr .
reszta posłała mu pytające spojrzenie .
- Powiedzmy , że potrafię wyczuć stan rzeczy .
- Czyli ? - Monika uniosła  prawą brew .
- Pokaże wam - powiedział i kazał iść za sobą .
Zaprowadził ich na plac z fontanną i poprosił by przystanęli w cieniu . Rozejrzał się dookoła w poszukiwaniu odpowiedniej okazji . W końcu znalazł .
- Widzicie to dziecko bawiące się przy fontannie , zaraz rozchlapie wodę na kamienie . Ta blondynka poślizgnie się , wpadnie na żołnierza . On z kolei wpadnie na stoisko tej staruszki - wszystko po kolei wydarzyło się tak jak mówił - Po , idź do tego brązowego wózka i wyciągnij spod niego naszyjnik z bursztynem .
Poncjusz wykonał jego polecenie jak w transie . Wrócił uśmiechnięty od ucha do ucha , w ręku trzymał kwadratowe pudełko
- Ta pani dała mi pozytywkę w nagrodę , ten naszyjnik był jej pamiątką .
Szybko nakręcił zabawkę i uchylił wieczko . Dookoła rozniósł się dźwięk dzwoneczków wygrywających delikatną , powtarzającą się melodie .
- Piękna -wyszeptał Po i przytulił się do Piotra - Dziękuję .
Powtarzał te słowa całą drogę do sklepu , co rusz nakręcając pozytywkę .
- Dziękuję Piotrze - wyszeptał ostatni raz i zasnął .
Chłopak zszedł po schodach z góry , gdzie mieściło się " piętro mieszkalne " , do sklepu . Zastał Tobiasa i Monikę pogrążonych w rozmowie .  Gdy wszedł , ucichli . Piotr usiadł n podłodze pod ścianą.
- Zostań z nami . Po tym co zrobiłeś dla mojego brata , wiem , że do nas pasujesz .
- Tym bardziej - wtrącił się Monika - że za tydzień organizowane są obchody pierwszego dnia wiosny.
- wszyscy będą chodzić w maskach , a do miasta zjada się najbogatsi kupcy .
- Pomóż nam i zostań .
Piotr pokiwał i został , choć nie wiedział na jak długo .

                                                                         *****

Dzień przed świętem wiosny , Tobias zabrał Piotra na plac .
- Kradzież tego dnia to wielkie ryzyko . Gdy cię zauważą , nie będzie łatwo uciec .
- Dlaczego więc to robisz ?
-Dla Poncjusza i Moniki . Nie możemy pracować , jesteśmy za młodzi . Chciałbym już być dorosły .
- Już niedługo . Każdy w końcu dorośnie .
- Tak - odparł Tobias , uśmiechając się smutno .
Chwilę stali w ciszy , przyglądając się kupcom , którzy już przygotowywali sie do następnego dnia . Byli między nimi handlarze drogiej biżuterii , sprzedawcy aromatycznych przypraw , a także zwykłe handlarki cennymi materiałami . Dookoła panował gwar rozmów . Można było wyczuć w powietrzu napięcie , oczekiwanie na zbliżającą się zabawę .
- Jaki jest plan ?
- Rozdzielimy się . Wszędzie będzie takie zamieszanie , że nikt nie zwróci na nas uwagi .  Ty , Piotrze , zajmij się okradaniem jedzenia i przedmiotów , które będą nam potrzebne . Ja zabiorę się za bogaczy z wypchanymi sakwami .
- Może zrobimy to razem ?
- W pojedynkę będziemy mniej rzucać się w oczy . O ile zmienisz swoją szatę .
Piotr spojrzał na ubranie . Jego strój przyszłego Mistrza Ziemi . Czuł się dumny , że może go nosić .
- Co masz na myśli ?
- Przyciągasz wzrok wszystkich na placu . Trzeba ci sprawić nowe ubrania . Albo Mo , a ty weźmiesz jej.
Piotr skinął głową i poszedł za Tobiasem , który dotarł do pierwszego straganu i kazał mu zaczekać , a sam zniknął między handlarzami .
- Cos podać , kochaniutki ? - zapytała bezzębna staruszka obsługująca stanowisko . uśmiechał się przyjaźnie , ale coś sprawiało , że ciało chłopaka przeszyły dreszcze . Czarny cień otaczał ją dookoła, niczym peleryna .
Zbliżał się jej koniec , śmierć wyciągnęła po nią ręce .
- Przykro mi - wyszeptał Piotr i posyłając jej smutne spojrzenie , odwrócił się i ruszył w przeciwną stronę .
Ludzie byli nieświadomi co może ich czekać . Mieli panować na Ziemią , ale to ona panowała nad ich życiem . Po , Tobias albo Monika - oni wszyscy mogli umrzeć w każdej chwili . Poczuł ucisk w sercu , by nie upaść , oparł się o mur . Nie wiedział co się z nim dzieje , brakowało mu oddechu .
- Wszystko w porządku ? - usłyszał głos Tobiasa .
- Tak - wyszeptał - Masz ubrania ?
Tobias pokiwał głową i wskazał na pakunek w rękach .
- Mo będzie zadowolona .
Zaczął opowiadać  ,jak targował się z handlarzem o lniane spodnie . Piotr nawet nie udawał , że słucha , był przejęty swoim odkryciem .

                                                                      *****

Piotrek wyglądał przez okno na plac wypełniony przebierańcami . Pióra , wstążki , barwne stroje - wszystko to tworzyło niesamowity obraz , niczym surrealistyczny pejzaż .
- Pozwólcie mi iść z wami ! - wykrzykiwał co chwilę blondynek , podskakując na stercie koców , służących Mo za posłanie .
- Nie , nie i jeszcze raz nie . Tu będzie bezpieczniej - przekonywał go Tobias , zakładając na twarz maskę ozdobioną czarnymi piórami - Chodźmy - zwrócił się do Piotra , a wychodząc potargał włosy brata .
Przystanął w progu i odwrócił się .
- Wiem , Moniko , że będziesz niezadowolona , ale czy mogę cię prosić , byś została z Po ?
Mo wydała z siebie jęk , ale bez słowa skargi odwiesiła swą maskę na hak .
- Ale ja nigdzie nie pójdę - oznajmił Po , głosem pełnym bólu , ale i przesadnej pokory .
- Zostanę z nim - obiecała dziewczyna i podeszła do blondyna . Objęła go od tyłu .
Chłopczyk próbował wyrwać , ale jego plany spełzły na niczym . Naburmuszony poddał się uściskowi .
- Idźcie już - nakazał Mo .
Tobias opuścił sklep i dołączył do czekającego na dworze Piotr .
- Gotowy ? - zapytał .
- Tak - odparł Piotr i związał z tyłu głowy tasiemkę szmaragdowej maski .
Oboje pozostali w swoich zwykłych , nierzucających się w oczy ubraniach . Tobias poprowadził ich wąskimi uliczkami , które miały swój kres na placu handlowym . Ludzie byli wszędzie , wpadali na siebie , przepychali łokciami . Uczucie duszności dawało się we znaki chyba wszystkim , ale nikt tego nie okazywał . Radosne śmiechy przeplatały się z odgłosami targowania , tworząc swego rodzaju muzykę ludzkiego życia .
- Zaczynamy - wyszeptał Tobias i zniknął w tłumie .
Piotr skierował się w lewo . Gdy stracił orientację , gdzie się znajduje , pozwolił ponieść się tłumowi, niczym listek w wartkim strumieniu . i jego w końcu rzuciło na brzeg  , prosto przed stragan z przysmakami południa - zapiekane ciasto z warzywami .
Cały kram pachniał papryka i spalonymi pomidorami . Woń ciasta dostał sie do nozdrzy Piotra , a ten znów poczuł się głodny . Jak dotąd jedynym ludzkim pokarmem jakiego skosztował były  owoce i kawałek placka .
Bez chwili namysłu obszedł stoisko i powoli ominął handlarza , który usilnie próbował utargować wyższą cenę z barczystym mężczyzną . Piotr wsunął się do namiotu , schowanego za straganem i jego oczom ukazały się skrzynie jedzenia . Ktoś rozstawił je na całej długości , jakby specjalnie dla niego . Ciasta , chleby , przysmaki , których chłopak nie potrafił nazwać - to wszystko ładowało w jego worku.
Gdy wypełnił go po brzegi , postanowił wymknąć się niepostrzeżenie . Odczuł jednak coś innego . Coś nakazywało mu schować się za skrzyniami . Mistrz Ziemi zawsze kazał mu słuchać intuicji .
Do namiotu wszedł właściciel , rozejrzał się i zabrał jedną ze skrzyń . Na szczęście nie dojrzał skulonego w kącie złodziejaszka , który kurczowo przyciskał do siebie worek . Zanim wyszedł , odczekał chwilę . Szybko wydostał się z miejsca kradzieży .

                                                                   *****

Serce waliło mu jak oszalałe . jego myśli obracały się tylko wokół Po . Zagrożenie zażegnane , a on mógł odetchnąć z ulgą . Jednak serce miało inne plany . Całe jego ciało wariowało . Gardło ściskało się ze strachu , a płuca piekły od wysiłku . Wtedy Piotr zdał sobie sprawę , że to nie jego uczucia .
- Cholera - użył przekleństwa , którego nauczyła go Monika i rzucił się do biegu .
Wiedział , gdzie znajdzie przyjaciela , a raczej dokąd zmierza . Chłopak wpadł w pierwszą uliczkę i po prostu biegł przed siebie . Miał nadzieję , że pamięta drogę .
Prawo , lewo , prosto i skok przez kamienny mur . Potknął się przy lądowaniu i poczuł pulsujący ból w kostce . Z jękiem oparł się o ścianę . Już chciał obejrzeć stopę , kiedy w oddali usłyszał gniewne nawoływanie żołnierzy .
- Zatrzymajcie go !
- Stój !
 Chłopak ruszył dalej , z każdym krokiem ból ustępował . Wybiegł na plac . w oddali dojrzał zgraję strażników goniących Tobiasa . Mimo pogoni nie upuścił zdobyczy . Byli coraz bliżej . Piotr spojrzał w okiennicę sklepu z maskami . w nikłym świetle zobaczył małego Poncjusza , który z przerażeniem oglądał całe zajście .
w tym kraju kradzież była karana obcięciem dłoni , ale jeśli oskarżyliby go o inne złodziejskie czyny, zawisł by na stryczku .
- Nie pozbawię dziecka brata - wyszeptał Piotr .
Posłał ostatnie spojrzenie blondynkowi , upuścił worek i bez zastanowienia pognał w stronę pościgu . Skręcił trochę w lewo , tak by dotrzeć do żołnierzy z boku . I rzucił się na pierwszego . Siła uderzenia była tak duża , że obaj legli na ziemi . Kolejni albo na nich wpadali , albo próbowali odciągnąć Piotra . W każdym razie chłopak osiągnął swój cel - Tobias miał dość czasu by uciec .
Potem nadszedł cios i Piotr stracił przytomność .

                                                                               *****

Dookoła panowała ciemność , w podziemiach to normalne .
Obudził się cały obolały . Czuł ból w żebrach , a twarz paliła go niemiłosiernie .  Dotknął delikatnie policzka i syknął z bólu . Lepka substancja oblepiła jego palce . W powietrzu czuć było metaliczny zapach krwi . Jego krwi .
Zakaszlał i skrzywił się z boleści . Wspomnienia minionych wydarzeń wróciły . Ten strach , strach Tobiasa . Przerażenie , że Po zostanie sam .
Ale byli bezpieczni , razem .
Piotr odchrząknął i znów jęknął z bólu . Delikatnie podniósł się z kamienia . Zimno sparaliżowało jego mięśnie , wywołało silne dreszcze . Czuł się okropnie , do tego żołądek ściskał mu się z głodu .
Wtedy pojawił się on . Władca Ziemi . Zjawił się w ciemności i wypowiedział dwa słowa .
- Już czas .
Chłopak wcale o tym nie marzył . Wolał zostać w lochach ze świadomością , że gdzieś tam jest blondynek , Tobias i Mo .
- Poncjusz nie dostał prezentu - zdążył tylko pomyśleć i wrócił do Świata Żywiołów .

                                                                         *****
Mistrz osunął się w cień , tak musiało być .
Piotr stał się Władcą Ziemi , uosobieniem jej samej .
Jego włosy lśniły latem , niczym dojrzałe łany zbóż , by zimą skryć się za szarością . Jego oczy stały się błękitem , który spozierał spośród chmur . Na ziemi deszcz padał tylko wtedy , kiedy po jego policzkach spływała łza , łza smutku , bo tylko taką potrafił wydać . Wciąż doskwierała mu samotność. Brak śmiechu Tobiasa , pytań Po i powściągliwości Moniki . Nie potrafił zapomnieć , w pełni oddać się swemu zadaniu . Cząstka człowieczeństwa , którą próbował tłumić , zaczęła kiełkować niczym delikatny kwiat fiołka , zapuszczając swe korzenie w głąb umysłu , a potem serca .
Piotr przesiadywał nad jeziorem w Ogrodzie Żywiołów , każdy promień słońca przypominał mu blond czuprynę małego chłopca , milczące kamienie - niewzruszoną Mo , a rosnący nieopodal dąb - hardego Tobiasa .
Coraz częściej na Ziemi padał deszcz , który zalewał pola i domostwa . a zboża przestały wydawać plony , schnąc zaraz po wyrośnięciu .
Władca Ziemi słabł , a świat wraz z nim .

                                                                    *****

Piotr postanowił zobaczyć jezioro po raz ostatni , a potem zamierzał zasnąć , zniknąć w mroku . Przyklęknął na brzegu , nabrał wody w złożone dłonie i obmył nią twarz .
- Sztuka rządzenia nie jest wcale taka łatwa , prawda ?
Piotr odskoczył od wody . Ujrzał w tafli  twarz swego Mistrza . Wyglądał tak jak wcześniej . Pomarszczona twarz i siwe włosy . Chłopak zauważył , że starzec oczekuje odpowiedzi , dlatego pokiwał głową .
- Trzeba dużo wyrzeczeń . a przybywa ich , kiedy zaczęło się żyć ?
Piotr spuścił wzrok .
- Wiem , że będziesz wspaniałym Władcą Ziemi , ale czy ty o tym wiesz ?
- Nie potrafię ... - wyszeptał - Nie wiem co za uczucie targa mym ciałem . Serce ściska straszliwa boleść . Nie mogę myśleć , czuję tylko rozpacz - głos drżał mu pod wpływem emocji .
- To żal po stracie kogoś bliskiego .
- ... bliskiego  - powtórzył chłopak , rozkoszując się cierpieniem tego słowa .
- Idź Piotrze - wyszeptał Mistrz , a potem dodał - Wiesz co robić - zniknął jakby go wcześniej nie było .
Jednocześnie chłopak poczuł ciężar w prawej kieszeni szaty . Wsadził rękę i wyciągnął popieli pył .
Zaśmiał się , wstał , a potem rozsypał proszek i rozpłynął się w powietrzu jak zjawa .

                                                                    *****

Blondynek wyglądał przez okiennice , obserwując ludzi wracających do domów .
Jeszcze parę sekund wcześniej lał deszcz , teraz pojawiło się intensywne słońce , takie jakiego nie było od dawna .
Potem zobaczył postać w dziwnym habicie , zmierzającą w jego stronę .Na chwilę drgnęło mu serce , zwiedzione nadzieją  na zobaczenie kogoś bliskiego . A potem zakapturzona postać skręciła w lewo i zniknęła z pola widzenia chłopca .
- Wróci - wyszeptał Poncjusz i zeskoczył ze stołka .
Usiadł na kocach leżących pod ścianą .
- Nie przywitasz się ? - usłyszał głos , na który tak długo czekał .  
Spojrzał na okno  i ujrzał człowieka o blond włosach . Nie był tak młody jak wcześniej , wyraźnie zmężniał , ale i schudł , a pod nosem urósł mu delikatny zarost .
- Piotr ! - wykrzyknął radośnie chłopczyk i wybiegł przez drzwi na plac .
Wpadł w otwarte ramiona blondyna .
- Wiedziałem , że wrócisz - wyszeptał ze łzami w oczach .

                                                                    *****

Tego samego dnia wszyscy zebrali się w sklepie , a Piotr posypał ich popielim pyłem . Ogród Żywiołów napełnił się radosnymi śmiechami i krzykami .
Ziemia znów zaczęła wydawać plony - za sprawą nic nie znaczących dzieciaków , którzy byli dla siebie jak rodzina .

wtorek, 28 lipca 2015

- Będziecie ze mną ? - Zawsze .


Dedykuję to opowiadanie tym wszystkim , którzy chowają się za maskami .

Morgan i Alan

Nia i Ena





- No i co ! - wrzasnęłam i zatrzasnęłam drzwi ,które od razu stanęły w płomieniach.
Rzuciłam się na łóżko.
Do pokoju wpadł mój chłopak , Tracjan . Sam płonął jak zapałka , więc ognista bariera nie mogła go powstrzymać. Warczał jak wściekły pies.
- Masz zamiar uciekać od problemów ! Dobrze wiesz , że to twoja wina ! - krzyknął.
- Nie wierzysz mi to nie ! Wynoś się stąd ! - utworzyłam kolejną barierę , ale tym razem skorzystałam z kriokinezy. Oddzieliłam się od Tracjana grubą ścianą lodu , z której wystawały ostre jak sztylety sople.
Ale lód stopniał pod wpływem ognia tak jak dzieje się to w naturze .
- Nie użalaj się nad sobą ! To ty ją zniszczyłaś !
Zbliżył się do mnie , poczułam jego ciepło . Warknęłam , żeby się ode mnie odsunął , ale jego to nie obchodziło . Chciał się przypodobać Radzie , nawet moim kosztem .
- Powiedziałam , żebyś się  stąd wynosił ! - wrzasnęłam , a potem pokojem zatrzęsła ogromna siła , która popchnęła Tracjana w stronę okna , przeleciał przez nie jak duch i zaczął spadać z piątego piętra. Słyszałam jego krzyk , ale się nie przejęłam , nie mogłam zrobić mu krzywdy na terenie Soldier.

                                                                   ***
Stanęłam przed lustrem i przyjrzałam się samej sobie . Moje odbicie przedstawiało wysoką blondynkę  o pięknych niebieskich oczach , wspaniałej figurze i długich nogach . Ale to była tylko iluzja , której nauczyłam się wiele lat temu . Tylko nieliczni widzieli mnie prawdziwą , niską , niezbyt szczupłą o czarnych włosach i oczach w kolorze trawy , które i tak zawsze były zakryte czarnymi okularami .
Nikt nie potrafił mnie zrozumieć , więc nikt nie powinien wiedzieć kim jestem naprawdę .
                                                                     ***

- Willhelmino Tepper ! Przywołuję cię do porządku !
Nie zwracałam uwagi na głos Starszej Tossas , która dzisiejszego dnia przewodniczyła Radzie .  Po raz ósmy stawałam przed Trybunałem Soldiers w sprawie moich " niecnych czynów" . Tym razem chodziło o podpalenie zagajnika tuż za akademikiem , w którym uczniowie zazwyczaj palili papierosy .
- Wstań , kiedy do ciebie mówimy - rozkazała Starsza .
Niechętnie podniosłam się z miejsca , wiedziałam , że z nimi nie ma żartów . W każdej chwili mogli wyrzucić mnie z Akademii , a wtedy nie miałabym dokąd się udać . Nie znam świata poza nią .
- Zostałaś oskarżona o podpalenie i zaniechanie ugaszenia pożaru na terenie ogrodu za szkołą . Ponadto utrudniałaś akcje ratunkową , poprzez podsycanie ognia . Co masz na swoja obronę ?
Westchnęłam , bo nie było tego za wiele .
- Nie chciałam tego . - powiedziałam głośno , ale pełne niedowierzania śmiechy stopiły moją odwagę .-Ogień pojawił się znikąd , ale ja go nie stworzyłam . Nie chciałam go, tego , po co miałabym niszczyć ogród .
Rada mi nie wierzyła . Widziałam to po ich oczach , znudzeniu malującym się na twarzy .
- Chcesz powiedzieć , że ogień wzniecił ktoś inny ? - Starszy Tepes rzucił mi ironiczne spojrzenie .
- Nie... nie wiem . Ja po prostu nie rzucałam żadnych czarów . Nawet o tym nie pomyślałam ! - wykrzyknęłam , byłam zdenerwowana - Ogień pojawił się wokół mnie , nie miał żadnego źródła . Pojawił się z niczego .
- Przecież dobrze wiesz , że przywoływanie żywiołu bez jej przedstawiciela jest niemożliwe - Starsza Rosal miała niewyraźną minę , tak jakby czuła , że nie jestem w stanie wymyślić czego takiego .
Pokiwałam tylko głową , bo suche gardło nie pozwalało mi na wypowiedzenie żadnego słowa .
Ja nie zmyślałam , ogień pojawił się w jednej sekundzie ,jak poranna mgła w wiosenny poranek .  Okrążył mnie dookoła , ale nie parzył , nawet nie osmalił mi ubrań . Czułam się tam bardziej bezpieczna niż wśród tych wszystkich ludzi . 
- Twoje bajki stają się coraz bardziej śmiałe . Nie okazujesz żadnej skruchy , a to na pewno ci nie pomoże - Starsza Tossas nie słynęła ze wspaniałomyślności, wolała przykładnie karać , niż próbować zrozumieć .
Miałam ochotę rzucić czymś w stronę Członków Rady . Moje ręce zrobił się zimne by przyjąć dawkę ognia, którą mogłabym cisnąć w stronę Starszych . W porę sie jednak opamiętałam , nie chciałam pogorszyć mojej sytuacji , która i tak nie miała się kolorowo . 
- Musimy zastanowić się nad wyrokiem. Zostaw nas  - rozkazała mi Tossas .
                                                                        ***
- Jej moc jest coraz potężniejsza . Dobrze o tym wiecie . Posiada coś więcej niż tylko pięć żywiołów , sami widzieliście jak wywołała burze , kiedy nie wpuszczono ją na szkolną potańcówkę . 
- Co możemy zrobić ? Nie jesteśmy w stanie odebrać tak silnej magii .
- Musiałaby zrzec jej się sama .
- Ale ona tego nie zrobi .
- W takim razie pozostaje tylko jedno .
- Co ?
- Musimy się jej pozbyć .
- W innych szkołach będzie robiła to samo .
- Nie o to mi chodziło .
                                                                       ***

Szłam w stronę tego , co kiedyś było ogrodem . Ciągle w uszach słyszałam wyrok Rady , zbyt łagodny . Miałam naprawić szkody ?! Przecież tutaj każdy mógł to zrobić , wystarczyło ponownie wezwać żywioł ziemi , a to nic trudnego . Miałam przeczucie , że to wcale nie jest kara , tylko mała rozgrzewka przed tym co ma mnie czekać .
Szybko weszłam między pogorzelisko . Dym gryzł mnie w gardło , drapał w oczy . Machnęłam ręką i przywołałam żywioł powietrza , który przyniósł ze sobą nutkę wiosennych kwiatów . Otoczyło mnie ciepło.
- Witaj . Mógłbyś ? - wyszeptałam .
Usłyszałam skowyt wiatru i w jednej chwili cały swąd spalenizny zniknął , pozostawiając orzeźwiającą nutę . Uwielbiam , gdy to robi .
- Dzięki - poczułam jak coś ociera się o moją prawą nogę - Też miło mi cię widzieć .
Duch żywiołu zaczął tańczyć dookoła mnie , śmiejąc się przy tym . Z niewyraźnego kształtu duszka wyłoniła się  postać przystojnego chłopaka o bladej skórze i szarych włosach . Uśmiechał się wesoło do mnie , szczerząc swoje białe zęby . Jego szata powiewała dookoła , wyglądała jakby żyła własnym życiem .
- Co u ciebie Alanie ? - zagadnęłam brnąc głębiej w ogród .
Chłopak w podskokach ruszył za mną . Tańczył dookoła i śmiał się przy tym jak dziecko .
- Czyli po staremu - roześmiałam się .
Szybko jednak się opamiętałam , przecież nikt oprócz mnie nie widział żywiołu wiatru , nie chciałam wyglądać jak wariatka .
Dotarliśmy do miejsca , gdzie zeszłej nocy wybuchł pożar . Wszystko dookoła było zwęglone , ale resztki dymu nie gryzły w gardło , pewnie za sprawą Alana .
Nie było już drzew ani kwiatów , ni różanych krzewów .  Całość spowijał jakiś cień , który zabierał blask słońca . Poczułam silne przygnębienie ,  a radosny czar , którym spowijał mnie żywioł , znikł .
- Jak to się stało , że ogień pojawił się od tak !
Alan zatrzymał się , już nie tańczył , ale jego twarz nigdy nie rozstawała się z uśmiechem . Taka jest natura powietrza , jak zwykł mawiać . Rozejrzał się dookoła ,a potem skupił wzrok na mnie .
- Jesteś coraz silniejsza , Will . Wiem , że to czujesz . Już sam fakt , że mnie , nas widzisz jest niezwykły. Codziennie masz świadomość jak za tobą podążamy , pomagamy . Tylko ty potrafisz zrozumieć naszą naturę .
Pokiwałam głową , a niesforny kosmyk spadł na moje czoło . Szybko go poprawiłam .
- Tak - uśmiechnęłam się , patrząc na własne buty .
Miał racje .
- Jesteś niezwykła ...
- Ale o tym powinna się dowiedzieć sama - usłyszałam głos Eny .
Boginka ognia pojawiła się tuż obok mnie , poczułam żar , który okrył moje ciało od stóp do głów . Strużka potu słynęła mi po szyi .
Ena pogłaskała swoje rude włosy , które wiły się na kształt małych węży . Ten żywioł zawsze mnie przerażał w tej postaci . Miała w sobie coś groźnego , o ironio , jak ogień .
- Nie powinieneś był jej o tym mówić - zganiła Alana - Wracaj do normalnej postaci !
Chłopak uśmiechnął się do mnie , a potem rozpłynął w powietrzu .  Pozostał po nim tylko delikatny wietrzyk .
Płomiennowłosa zlustrowała mnie swoimi złotymi oczami .
- Po co tu przyszłaś ? - zapytała niskim głosem , który zdawał się wydobywać z jej wnętrza .
Szybko skupiłam się na pytaniu . Gdy byłam małą dziewczynką , zawsze bałam się , że powiem coś złego , a ona mnie spali . Jak dotąd niczego takiego nie zrobiła , ale wcale mnie to nie pocieszało .
- Za kare . Mam naprawić szkody .
- Powinnaś .
- Ale ja tego nie zrobiłam - wyszeptałam .
Jej śmiech rozniósł się po całym ogrodzie , ale nie wrócił jako echo , tak jak się działo w przypadku Alana . Jej głos , w tym śmiech , pozostawiał po sobie jakiś ślad , prawie namacalny , jak spalona ścieżka - pozostałość ognia .
Ena szybko zaprzestała , a jej mina nie wyrażała już ironii , a niedowierzanie .
- Ty na prawdę nie wiesz ? - zaprzeczyłam ruchem głowy - To nie była świadoma magia - mruknęła - Niedobrze ...
Chodziła w tę i z powrotem , zastanawiając się nad czymś głęboko . Nie miałam zamiaru czekać , przyszłam tu , żeby wykonać zadanie , więc zabrałam się do roboty .
Wezwałam żywioł ziemi . Nia pojawiła się w akompaniamencie śpiewu ptaków , tak jak to robiła za każdym razem . W jej brązowych włosach siedziały motyle , a mała wiewiórka przemierzała drogę od ramienia do nadgarstka .
- Nia , pomożesz mi ? - zapytała .
Boginka uśmiechnęła się wesoło i założyła włosy za elfie ucho . Zatarła ręce .
- No pewnie , co mam robić ?
- Myślałam o dokładnie tym samym co było wcześniej , ale jeśli chcesz , możesz dodać coś od siebie - w tym momencie sobie coś uświadomiłam , wiec szybko dodałam - Tylko nie przesadzaj .
Jej entuzjazm wyraźnie spadł i wydęła usta . Jakiś czas temu poprosiłam ją o pomoc w przygotowaniu kwiatowego balkonu na zaliczenie . Zostawiłam ją na chwilę samą i z mojego balkonu metr na metr otrzymałam sześćdziesiąt na sto metrów , a do tego drzewa , palmy , nie wspominając o wodospadzie, który stworzyła razem z Morganem . Właśnie Morgan , prawie o nim zapomniałam .
- Ale ja o tobie nie - usłyszałam głos za sobą i automatycznie się odwróciłam .
Żywioł wody stał przede mną , ale nie mogłam go dojrzeć , robił to specjalnie. Znów czytał mi w myślach !
- Zgadza się - ponownie to zrobił .
- Nie mam szans na prywatność ? Alan potrafi się powstrzymać - oznajmiłam i od razu zauważyłam , że pochlebstwo wyraźnie przypadło do gustu boginkowi powietrza .
Morgan nagle zjawił się obok mnie  . Jego ciało jak woda było niewyraźne , prawie przezroczyste , a potem zauważyłam niebieskie oczy . Gdy tylko się pojawiły, reszta zaczęła przybierać ludzką postać . Nigdy nie wiedziałam jak będzie wyglądać , za każdym razem coś się w nim zmienia .  Raz pojawił się wyższy ,innym razem nieziemsko przystojny . Najzabawniejszym z jego wcieleń  było przybranie postaci dziewczyny w blond kiteczkach .
Morgan to dziwny gość .
- Ty też nie należysz do przeciętnych .
- Mam nadzieję , że to komplement - nie czekając na potwierdzenie przeszłam do sedna .- Pomożesz Nia ? Roślinkom przydałoby się troszkę wody . Nie sądzisz ?
Morgan wzruszył ramionami i skinął głową . Można by rzec , że wygląda na rozsądnego , ale jego także nie chciałam zostawiać samego .
Nia chyba zauważyła , że nie chcę dać im wolnej ręki .
- Wodospad to był jego pomysł - próbowała zrzucić winę na żywił wody .
- No nie wiem .
- Proszę , nie zrobię nic głupiego , chcę tylko , żeby ten park nie był już wykorzystywany na palarnie . Wiesz jak tu czasem cuchnie ?! Nawet Alan nie daje sobie rady - boginek powietrza pokiwał głową z przejęciem - A to jest nasze ulubione miejsc . Mamy tu o wiele większą moc .
Westchnęłam tylko , z nimi i tak nie wygram .
- Co prawda to prawda - Morgan  skomentował moje myśli .
Świadomość , że jestem na przegranej pozycji w tym sporze , widocznie uskrzydliła trójkę żywiołów .
Może nie będzie tak źle ?
- Dobra - powiedziałam , a Nia rzuciła się by mnie uściskać - Tylko nie przesadźcie , ja i tak muszę iść na zajęcia .
- Wspaniale ! - wykrzyknęła boginka ziemi , a wiewiórki na jej rękach zapiszczały radośnie . Nawet motylki zrobiły się bardziej kolorowe - Zaczynajmy jak najszybciej ! - zwróciła się do reszty żywiołów .

                                                                        ***

Tracjan zasiadł przy moim stoliku jak gdyby nigdy nic . Spojrzał na mnie i bez słowa zabrał się za jedzenie .
Nie wiedziałam co powiedzieć , bo z jednej strony miałam ochotę usmażyć go ogniem , a potem zamienić w bryłę lodową , ale to mój chłopak . Może nie taki idealny , ale go lubię .
- Wybacz mi - powiedziałam i czekałam na jego reakcje .
Tracjan uniósł głowę i zmierzył mnie wzrokiem . To spojrzenie , chce mnie skarcić , ale nie potrafi . Jęknęłam mimowolnie . Jego wyraz twarzy się zmienił .
- Za to , że wypchnęłaś mnie z piątego piętra ? - wydął wargi , oznaka jego zdenerwowania - Tak .
Że co ? Wybaczył mi . O rany ! A ja byłam na niego zła tydzień , tylko dlatego, że przez przypadek potrącił mnie łokciem . Jego oczy niezwykle lśniły , kiedy wpatrywał się we mnie z wielką intensywnością .
Specjalizacja - Woda , ale wyglądał jakby był z Ognia . Uśmiechnęłam się do niego , a potem odruchowo położyłam dłoń na jego rękę . To wystarczyło , byliśmy ze sobą dwa miesiące , a przez ten czas nie okazywaliśmy sobie zbyt wielu uczuć . Nawet się nie całowaliśmy .
-Nic ci nie jest ? - zapytałam , bo dopiero zauważyłam jego siną skórę .
- Nie , po prostu ... nieważne .
- Powiedź mi . Proszę - użyłam najczulszej nutki w głosie i automatycznie poczułam się jak ... zdrajca . Miałam na nim tego nie wykorzystywać  , to była cześć żywiołu ziemi , granie na uczuciach .
Tak jak się spodziewałam , Tracjan poddał się mojej manipulacji .
- Chodzi o to , że ... Ale nikt nie może się dowiedzieć .
- Jasne , jasne .
- Nocami spotykamy sie w pokoju Louis i ćwiczymy .
Louis , Louis , kto to ... A tak ! Louis Armstrong . Dopasowana do ognia . Ruda , niezwykle piękna i wysportowana . Nie sposób przejść obok niej i jej nie zauważyć .
- Jakie ćwiczenia ? - nie miałam pojęcia o czym mówi .
- Wiesz jak jest - jego oczy rozbłysły jeszcze mocniej - Wszyscy nam mówią , że każdy z nas potrafi panować tylko nad jednym żywiołem . Chcemy to zmienić . 
Zaśmiałam się , myślałam , że to żart , ale potem zauważyłam minę Tracjana, był taki przejęty tym co robi . On brał to na serio .
- Tracjan ,  ja nie wiem , czy to możliwe ...
- A ty ? Wiem , że to tajemnica , ale ty potrafisz posługiwać się wszystkimi żywiołami .
- Każdy to potrafi ...
- Tak , ale nie jak ty ! Ty potrafisz zrobić z ogniem , ziemią , wodą , powietrzem wszystko ! - wykrzyknął , ale szybko się opamiętał , byliśmy w stołówce . - Inni mogą tylko w pewnym stopniu przywołać ogień by się ogrzać , wodę by ugasić pragnienie , ziemie by uratować drobną roślinę , a powietrze by móc oddychać pod wodą . To nic w porównaniu z tym , co ty potrafisz !
Zaczął mnie trochę denerwować , więc gdy poczułam , że w moich rękach gromadzi się nieznana siła , woda , szybko się opamiętałam , choć miałam nieodpartą ochotę oblać go zimną wodą , aby wytrzeźwiał .
- Ogarnij się Tracjan - mruknęła, - ja się z tym urodziłam . Nic z tym nie zrobię , nie nauczyłam się tego!
- Jesteś samolubna . Mimo tego , że wybaczam ci , wspieram , ty za każdym razem mnie wyśmiewasz , nigdy nie podoba ci się to co wymyślę . Nie poznaje ci , Will !
Przełknęłam ślinę , ale i tak czułam suchość  w gardle .
- Tak naprawdę NIGDY MNIE NIE POZNAŁEŚ - powiedziałam dobitnie i bez słowa wstałam od stołu , zostawiłam tacę z jedzeniem i mój zeszyt od historii. 
Nie odwróciłam się , nawet na niego nie spojrzałam . On miał inne wyobrażenie mnie samej .
- Bo niepotrzebnie chowasz się za zaklęciem iluzji - usłyszałam w głowie głos Morgana .
Odeszłam na tyle daleko , aby nie słyszał mnie nikt z Akademii , nie leżała mi opinia przygłupa gadającego ze sobą .
- Nikt nie może poznać całej prawdy o drugim człowieku - odpowiedziałam .
Czułam obecność żywiołu wody , chyba szedł obok mnie w niewidocznej postaci .
- Ty na to nie pozwalasz , Willhelmino . Nie pozwalasz na to ludziom , ale nam tak . Dlaczego ?
- Bo wy wiecie jak obejść moje zabezpieczenia .
- No w sumie tak . Przykro mi - przede mną pojawiła się jego głowa pozbawiona tułowia , usta rozciągnięte w szerokim uśmiechu .
Westchnęłam , ten dzień był strasznie męczący , na szczęście  już po kolacji , mogłam wrócić do pokoju .
- Po co przyszedłeś ? - zapytałam siląc się na naprawdę zmęczony glos , żeby uniknąć dalszej konwersacji .
- Skończyliśmy .
Przypomniałam sobie o palarni . Jęknęłam na samą myśl o tym , co mogłabym zobaczyć. Ekstrawagancja leżała w naturze Nia , Morgana zresztą też .
- To prawda - żywioł wody skomentował moje myśli i odwrócił się ode mnie- A tak na marginesie , nie łatwo się mnie pozbyć - zaśmiał się  .

                                                                  ***
Palarnia wyglądał jak raj , a raczej tak mi się wydawało .
Drzewa uginające się pod ciężarem drzew , kwiaty jakich nigdy nie widziałam. Wszystko było tak piękne , nierealne , wspaniałe . Zabrakło mi tchu .
- To jest ... - wyszeptałam .
- Piękne - dokończyła za mnie Ena .
Boginka ognia nie brała udziału w tworzeniu tego cuda . Była wyraźnie zadowolona z dzieła swego rodzeństwa .
Szczególnie piękne były drzewa rosnące pośrodku parku . Cztery piękne, ogromne dęby otaczały delikatną brzozę o liściach w kolorze dojrzałych malin. Wyglądały jakby broniły ją przed światem zewnętrznym .
I pomyślałam , że ...
- To ty - wyszeptała Ena - Jesteś naszą podopieczną Willhelmino Tepper , kochamy cię jak siostrę .
- Wiem - wyszeptałam i była to najszczersza prawda .   
W tym momencie pojawił się przede mną Alan , a potem Nia i na końcu Morgan .
- I jak ? Podoba się ? - zapytała Nia - Próbowałam się powstrzymywać ...
- Chyba my ciebie - oznajmił Alan - Chciała tu zbudować drugi Eden .
- I chyba jej się udało - dodałam .
Słyszałam ćwierkające dookoła ptaki .
- To już nie jest palarnia - oznajmiłam , co Morgan skomentował śmiechem - To ogród żywiołów .
Nia uniosła dłoń i tuż obok moich nóg pojawił się ogromny kamień , a potem dołączyła do niej Ena i głaz pokrył się napisem " OGRÓD ŻYWIOŁÓW " , a potem ten sam , pod spodem , napisany w prastarym języku życia , który odczytać mogły tylko nieliczne istoty na ziemi . W tym ja .
- Dziękuję - wyszeptałam .
- Nie , to my dziękujemy . Zapewniłaś nam rozrywkę - odparł Morgan .

                                                              ***
- Łowca już gotowy .
- Jeszcze nie , będzie tu za cztery dni .
- Zróbmy to jak najszybciej .
- Co powiemy nauczycielom i uczniom ?
- Że to było samobójstwo .
-...
- Co się stało ?
- Słyszałaś to ?
- ...
- Jakby chlupot wody . Może mi się przewidziało .

                                                              ***

- Will , obudź się - słowa przedarły się do mojej świadomości i poczułam jak coś zimnego szarpie mnie za ramię .
 Szybko otwarłam oczy i odskoczyła. Przy moim łóżku klęczał Morgan . Tym razem był wysokim blondynem o niezwykle umięśnionym ciele . Jednak  niebieskie oczy natychmiast zdradziły mi  jego tożsamość .
Żaden z żywiołów nie przychodził do mnie do pokoju od wielu lat . Ustaliliśmy, że zasługuję na trochę prywatności , skoro i tak mogą czytać mi w myślach .
Musiało to być coś ważnego .
- Co się stało ? - wyszeptałam przytłumionym głosem, żeby nie obudzić mojej współlokatorki .
Morgan tylko zaprzeczył ruchem głowy i złapał mnie za rękę . Poczułam jak jakaś substancja pokrywa moje ciało , a potem tylko szarpnięcie i już byłam poza akademikiem .
Wiał zimny wiatr , dlatego moje piżama ( tj. krótkie spodenki i koszulka ), nie była odpowiednim strojem na takie wypady .
- Jedyne co mogę dla ciebie zrobić , to podgrzać wodę w twoim ciele - uśmiechnął się do mnie szeroko , ale chyba nie zauważył mojego entuzjazmu .
Tym bardziej , że zęby zaczęły mi kłapać i nie mogłam uspokoić szczęki .
Na szczęście pojawiła się obok nas Nia i okryła mnie płaszczem z suchych liści.
- Jeśli chcesz , możemy poprosić Alana , żeby się uspokoił - oznajmił Morgan, prowadząc mnie za rękę - Ale dzisiaj chyba nie będzie w stanie .
Byłam coraz bardziej zdenerwowana , o czym nie chcieli mi powiedzieć ?
- Zaraz będziemy - Nia wskazała drzewa , którymi zachwycałam się zeszłego wieczoru , teraz , w tych ciemnościach , podczas wichury , wyglądały nader upiornie .
Jakby na komendę , dookoła drzew pojawiły się ogniki . Wyglądały jak prawdziwy ogień , ale Morgan zapewnił mnie , że nie można się nimi oparzyć.
- O co chodzi ?- zapytałam , kiedy znaleźliśmy się w schronieniu przed wiatrem , a do naszej trójki dołączyli jeszcze Alan i Ena .
Alan był w strasznej kondycji . Jego mleczna skóra zszarzała ,a oczy stały się ciemne i nieprzyjemne .
Ena spojrzała na mnie groźnie , najwyraźniej nie zamierzała owijać w bawełnę.
- Ktoś chce się ciebie pozbyć .
Wywalić mnie ze szkoły ? Nie miałam aż tak strasznych ocen . Morgan znów przeczytał moje myśli .
 - Nie Willhelmino , oni chcą cię zabić .
Zmiękły mi nogi i upadłam na ziemie .
Jak to mnie zabić ? Przecież ... Ja nic ...
I zrozumiałam . Wyrok rady Soldiers . Stwierdzili , że jestem dla nich zagrożeniem , a ta głupia naprawa ogrodu, była tylko zajęciem mnie czymś . Miałam ochotę rozpłakać się , poczułam się taka bezsilna .
- Ty nie jesteś słaba . Oni się ciebie boją - Alan wyglądał o wiele groźniej niż normalnie . Jeszcze nigdy nie widziałam go podczas burzy , miał w sobie pierwiastek zła , tak jak reszta jego towarzyszy . Każdy z nich był przerażający na swój sposób , ale ja tego nie potrafiłam dostrzec .
- Bo jesteś jedną z nas - Morgan położył dłoń na moim ramieniu , wiedziałam, że to próba pocieszenia mnie .
- Co mam robić ?
Żywioły spojrzały po sobie i każdy po kolei skinął głową .
- Willhelmino Tepper , pora się ujawnić .
Na początku nie zrozumiałam . Co to miało wspólnego ...
- Musisz wszystkim pokazać jaka jesteś potężna , że nikt nie dorasta ci do pięt - Morgan widocznie wiedział co mówi - Jeżeli wszyscy , ci ważni i ci mniej, zauważą twój talent , będą chcieli mieć na ciebie oko . Żadna rada nie ośmieli się ciebie zabić .
Ujawnienie było dla mnie czymś gorszym niż śmierć . To obnażenie się przed wszystkimi bez żadnego powodu . Nikt dotąd , z ludzi , nie widział mojego prawdziwego ja . A jeśli wszyscy się odwrócą ? Może przestraszą się i moja śmierć nastąpi jeszcze szybciej ?
- Każdy z nas musi czasem zrzucić maskę i ponieść tego konsekwencję - żywioł wody nigdy nie był sobą .
- A nie możecie ich po prostu pokonać . Jesteście żywiołami  .
- Co by to dało ? I tak będziesz to musiała zrobić -Ena była nieustępliwa , ale w głębi serca czułam , że to prawda .
Jęknęłam zrezygnowana  , jeszcze nigdy nie czułam się tak źle . Kręciło mi się w głowie , a żołądek fikał koziołki w moim brzuchu i najwyraźniej nie miał zamiaru przestać .
- Kiedy mogłabyś to zrobić ? -Nia była wyraźnie podekscytowana .
Jedyne co mi przyszło do głowy to dzień pokazowy , ale nie byłam wpisana do programu .
Morgan przymknął na chwilę oczy i uśmiechnął się triumfalnie .
- Już jesteś - oznajmił i złapał mnie za rękę .
Nie pamiętałam jak się znalazłam w łóżku ani dlaczego moja piżama zmieniła się w niebieską koszulę nocną .

                                                                 ***

Przemierzałam korytarz szkolny bez żadnego celu . Wszystkie moje myśli kręciły się dookoła wydarzenia , które miało zmienić moje życie .
 - To już jutro - usłyszałam głos Morgana , ale byłam na to przygotowana . Wszystkie żywioły nawiedzały mnie od wczoraj . Tylko Morgan nie odstępował mnie na krok , przez co byłam troszkę zestresowana . Miał w zwyczaju rzucać jakieś komentarze w kierunku nauczycieli prowadzących lekcje . Czasem nie mogłam powstrzymać śmiechu , a kiedy pytali o powód mojej nagłej wesołości , zostawałam sama . Morgan ulatniał się na chwilę i wracał kiedy już dostałam ochrzan .
Teraz jednak tak nie było , często milczał , tylko mnie pilnował . Byłam mu za to wdzięczna , tak jak i innym żywiołom .
Zobaczyłam idącego w moją stronę Tracjana i poczułam jak boginek wody wyraźnie się rozwesela . Uwielbiał naśmiewać się z mojego chłopaka . A to z jego blond fryzury albo dziwnego zachowania . Czułam , że to będzie ciężka rozmowa.
- Zamknij się , proszę - mruknęłam do Morgana , żeby mieć to już z głowy .
Tracjan podszedł do mnie prężnym krokiem , całą drogę przeszedł z rękami w kieszeniach , na głowie miał kaptur bluzy .
- Witaj - oznajmił i pocałował mnie w policzek .
Zdziwiłam się , podczas naszego związku zrobił to raptem kilka razy , ale nigdy w takich okolicznościach . Przecież się pokłóciliśmy , a on jakby nigdy nic .
- Cześć - w moim głosie było słychać zdziwienie , on też to zauważył .
- Chciałem cię przeprosić . Ja nie chciałem , żeby tak to zabrzmiało .
- Nic się nie stało . Ja ciebie też przepraszam .
Usłyszałam głośny śmiech Morgana tuż obok mojego ucha , a potem on sam pojawił się ramie w ramie z Tracjanem . Mój chłopak oczywiście go nie widział , co jeszcze bardziej bawiło boginka Wody .
- Lubię jak mówisz do mnie boginek - oznajmił ze śmiechem w głosie , a ja przeklęłam go w myślach - No , no . Nie lubię jak się tak wyrażasz .
No to nie dajesz mi innego wyboru .
- Will , Will !- usłyszałam głos Tracjana .
- Tak ?
- Pytałem o co chodzi z tym pokazem . Nie wiedziałem , że będziesz brała udział .
Spojrzałam na niego , a potem z powrotem na Morgana . Już go nie było . Wróciłam do rozmowy .
- Nie byłam do końca przekonana czy będę mogła . Ta sprawa z podpaleniem. Mogli mnie nie przyjąć .
- No tak , ale papiery na wpisanie na listę składa się miesiąc wcześniej - nie do końca mi wierzył .
Nigdy nie myślałam iloma kłamstwami już go raczyłam , raczej nie miałam oporów przed udawaniem kogoś innego , o czym świadczyła rzucona na mnie iluzja . On zakochał się w zupełnie kimś innym , bo moje życie to ciągła gra , on nigdy mnie nie pozna , nawet kiedy będzie po wszystkim . Ja nie potrafię się otworzyć na drugiego człowieka , wole wić dookoła siebie kokon fałszu .
I pierwszy raz w życiu poczułam wstyd za samą siebie . Jak mogłam być tak okrutna , tak samolubna .
Koniec z tym .
- Tracjan, ja wiem , że jesteśmy ze sobą jakiś czas ...
- Dokładnie dwa miesiące i czternaście dni - wyrecytował .
Oniemiałam , jemu na prawdę zależało . Na mnie . Nie , nie na mnie . Zależało mu na wysokiej , niebieskookiej blondynce , a jej już nie będzie jutro o tej porze . To okrutne .
- Już za późno by to odwołać - usłyszałam głos Morgana . - Jeśli pragniesz by był szczęśliwy , mogę sprawić , że zapomni .
Jak to ?
- Nie będzie cię pamiętał , Wasz związek zniknie z jego pamięci i wszystkich znajomych . Jego uczucia do ciebie przestaną istnieć , jak gdyby nigdy nie był oszukany .
Stracę przyjaciela .
- Nie . To będzie szansa by mógł się kimś takim stać dla ciebie .
Nie będzie jutro cierpiał , nie poczuje nic .
Zrób to ... ale pozwól mi się z nim pożegnać .
Poczułam  ,że obecność Morgana zniknęła . Spojrzałam na Tracjana . Jego świetliste oczy , radosny wyraz twarzy .
- Tracjan ... Nie wiem jak ci to powiedzieć - zaczęłam , a on zamilkł .- Jesteś wspaniałym przyjacielem . Potrafisz mnie rozbawić , ale też nieźle wkurzyć . Ale tobie zależy bardziej niż mnie . Chciałbyś bym cię kochała , ale ja nie potrafię .
Tracjan pokiwał delikatnie głową i przełknął ślinę .
- Chcesz się rozstać ?
- Nie , ... 
Zbliżyłam się do niego i przytuliłam . Pachniał jakimś perfumem , zawsze tym samym , kiedyś miałam się zapytać jak się nazywa , ale wyleciało mi z głowy .
Wtuliłam się w niego mocno , świadoma , że może po raz ostatni , a uczucie tęsknoty już ściskało mnie za serce .
- ...  chcę byś zapomniał - wyszeptałam mu do ucha .
Poczułam obecność Morgana , a powietrze delikatnie zafalowało . Odsunęłam się od Tracjana , kiedy poczułam , że jego ramiona słabną .
- Już - usłyszałam głos żywiołu .
Tracjan rozejrzał się nieprzytomnym wzrokiem , a potem skupił spojrzenie na mojej osobie .
- Przepraszam , o czym mówiliśmy ? - zapytał .
Zamrugałam szybko , chciał się pozbyć łez , które zgromadziły się w kącikach moich oczu .
- Jestem Will - powiedziałam i podałam mu rękę .
- Miło mi . Tracjan - uścisnął moją dłoń .

                                                            ***

Przemierzałam ogród żywiołów . Byłam co raz bardziej zdenerwowana . Z powodu pokazu , zwolniono nas z lekcji , żebyśmy mogli się przygotować .
- Pokaz już za dwie godziny , a ja nic nie umiem !
W mojej głowie panował prawdziwy harmider jak po przejściu huraganu . Można by podejrzewać o to Alana .
Poczułam ciepło i obok mnie pojawiła się Ena . Zawsze była tka piękna , tajemnicza jak zapieczętowana skrzynia.
- Uspokój się - zaczęła - nie wypadniesz przekonująco, jeśli będziesz wyglądać na  rozhisteryzowaną wariatkę .
Wzięłam głęboki wdech .
- Więc co mam robić na scenie ? Ja nie potrafię nic niezwykłego !
Ogień mruknęła . 
- Gdy wybuchł pożar w ogrodzie , zapytali cię jak to zrobiłaś . Ty jednak o niczym nie wiedziałaś , bo nigdy nie byłaś świadoma drzemiącej w sobie mocy .
Nie mogłam uwierzyć w jej słowa , ja byłam nikim , zawsze .
- Nie musisz mieć zapałki by władać ogniem , tak jak robią to inni . Ty jesteś ogniem , wodą , powietrzem i ziemią . Jesteś piątym żywiołem .
- Ale jak ? - wydusiłam .
- Jesteś duchem . A Duch nigdy się nie poddaje . Dlatego wejdziesz na scenę , ujawnisz kłamstwa , przedstawisz rzeczywistość i odejdziesz z wysoko podniesionym czołem .
Ten natłok informacji przyprawił mnie o zawrót głowy , ale poczułam się lepiej . Choć strach ściskał moje gardło , to wiedziałam , że nie jest wstanie pozbawić mnie oddechu .

                                                                             ***

Sala pokazowa była ogromnym budynkiem . Swą wewnętrzną budową przypominała Koloseum , jednak trochę mniejsze .
Goście wlewali się przez otwarte drzwi główne . W tłumie wypatrzyłam moich rodziców . Wyglądali na szczęśliwych , że ich dziecko zostało dopuszczone do pokazu . Od zawsze był to wielki zaszczyt .
Do mnie jednak to nie docierało . Moje myśli krążyły wokół słów Eny , próbowałam w ten sposób dodać sobie otuchy .
- Pamiętajcie , że na pokazanie się z jak najlepszej strony macie tylko pięć minut . Ewentualnie osiem - opiekun grupy powtarzał to po raz drugi w ciągu godziny .- Wychodzicie alfabetycznie . A ...i nie zapomnijcie się przedstawić na początku .
Rozejrzałam się , ale nie widziałam nikogo znajomego , Tracjan był w drugiej grupie , ale nawet gdyby znalazł się w mojej , raczej byśmy z sobą nie pogadali .
-Trema ? - usłyszałam głos Morgana , a potem pojawiło się jego ciało .
Pokiwałam głową i usiadłam na ławce pod ścianą .
 - Jaka ja jestem naprawdę ? Już sama nie wiem - wyszeptałam .
Morgan zmierzył mnie wzrokiem i wyszczerzył białe zęby .
- Jesteś Duchem . A ja z kolei ?
- Jesteś Wodą - odwzajemniłam uśmiech .
- I tego się trzymaj .
Położył dłoń na moją rękę .
- Będziesz ze mną ?
żywioł zaczął znikać , a gdy całkiem rozpłynął się w powietrzu , usłyszałam jego głos .
- I nie tylko ja . - powiedział .
Poczułam obecność powietrza , ognia i ziemi , a potem odprężyłam się , na tyle ile mogłam .

                                                                          ***

- Willhelmina Tepper ! Przydział : Ziemia !
Zmiękły mi kolana i pomyślałam , że nigdzie nie idę , kiedy poczułam siłę popychającą mnie w stronę sceny .
- Zrobimy wszystko ... - usłyszałam , a reszta zdania zniknęła w odgłosie oklasków .
Wyszłam na sam środek i choć starałam się nie zwracać uwagi na ludzi  siedzących dookoła mnie  , czułam wlepiające się w moją postać natarczywe spojrzenia . Odchrząknęłam dwa razy i ukłoniłam się.
- Jestem Willhelmina Tepper .
Zauważyłam stojącą przede mną ławę , a przy niej kobietę , mniej więcej czterdziestoletnią i łysego mężczyznę . Poczułam się trochę jak na przesłuchaniu do roli w teatrze .
- Jaki przydział ? - zapytał mężczyzna  .
Wzięłam głęboki wdech .
- Ziemia - zrobiłam chwilę przerwy - a także ogień , woda i powietrze .
Po sali przebiegł szmer głosów pełnych niedowierzania . Część gapiów uważała  , że to żart .
- Pokaż - usłyszałam głos Morgana .
Na tę drobną sugestię rozpoczęłam pokaz .
Spojrzała w prawo . Na podeście leżała uschnięta trawa , miał służyć do zaprezentowania moich umiejętności leczenia . Ja jednak miałam inne plany . Wyciągnęłam ręce w kierunku martwych roślin i przywołałam żywioł ognia . Ena pojawiła się tuż obok mnie , wyraźnie weselsza nić na co dzień . W jednej sekundzie trawa stanęła w płomieniach . Gdy tylko ogień strawił ostatnie źdźbło , przywołałam Alana . Znalazł się obok  Eny i pozwolił mi unieść pozostały popiół w górę . Fruwały nad moją głową jak motyle , żarzące się motylki .
- Pomóż mi Morganie - wyszeptałam i żywioł wody ukazał się naprzeciwko mnie .
Z jego pomocą stworzyłam strumień wody , który przybierał najróżniejsze formy . Stado galopujących koni , latające łabędzie , a nawet parę tancerzy baletowych . Potem woda zalała krążący popiół .
Podziękowałam boginkowi skinieniem głowy i wezwałam Nie .
- Pomóż mi Nia .
Ta jak najszybciej przybyła na moje wezwanie . Spojrzała na mnie wyczekująco .
- Dajmy im nowe życie - zakrzyknęłam .
Bogini Ziemi podeszła do mnie i złapała moją dłoń . Całą naszą moc posłałyśmy w stronę martwych resztek , by tchnąć w nie nowego ducha .
Każda odrobina popiołu zaczęła przekształcać się w drobne nasionko , tylko pięć z nich osiągnęło rozmiar paznokci .
Tym razem nie musiałam prosić o pomoc żywioły , one pragnęły mojego zwycięstwa .
Nasiona spadły na ziemię , zlała je woda i ogrzał ogień .
Gdy rozpoczął się proces wzrostu , nawet mi zaparło dech w piersiach . Trawa , kwiaty porastały beton , a pięć drzew , łudząco podobnych do tych z ogrodu , przebiło fundamenty , by dostać się do ziemi . Wszystko wyglądało pięknie , dlatego nie zdziwiły mnie okrzyki zachwytu . Rzuciłam okiem na publiczność . Oni nie patrzyli tylko na dzieło pokazu , lecz na żywioły , które zrobiły wokół mnie krąg .
- Co jest ? - zapytałam , ale nikt nie udzielił mi odpowiedzi .
Żaden z żywiołów nie wyglądał jak dawniej . Ena płonęła jak pochodnia , a jej ciało stało się prawdziwą magmą . Alan prawie stracił ludzką postać , wyglądał jak chmura , chcąca przybrać kształt człowieka , tylko oczy pozostały niezmienne . Nia nie miała ludzkich nóg , ich miejsce zajmował pień drzewa o głębokich korzeniach , sięgających do wnętrza ziemi . I Morgan , bardziej przystojny niż dotychczas . Jego skóra wyglądał jak woda , a włosy przypominały spienione fale .
- Jesteście piękni - wyszeptałam .
- Ty też - odrzekł Morgan .
Rzeczywiście czułam się inaczej , byłam ... wolna . Szybko spojrzałam na ręce . Skrzyły się jak śnieg w grudniowy poranek , dotknęłam twarzy i poczułam miękką skórę , przypominającą w dotyku chmurę . Morgan położył mi dłoń na ramieniu , czym zwrócił moją uwagę . Spojrzałam na niego i odkryłam , że specjalnie dla mnie wygładził taflę wody , jego skórę . Wyglądał jak ogromne lustro . Zaparło dech w piersiach .
Rzeczywiście byłam piękna . Moje oczy lśniły jak zabarwione na miętowo diamenty , a usta przypominały sopelki lodu . Mała moja skóra skrzyła się .
To ja . To naprawdę byłam ja . Ta prawdziwa . Nieskrywana za maskami i iluzjami , których nie potrafiłam zdjąć .
- Udało się - wyszeptałam .
- Tak , udało - odparł Morgan .
Czas jakby się zatrzymał , byliśmy w innym wymiarze . Zniknęli ludzie na widowni i ich okrzyki niedowierzania .
- Chcesz zostać ? - usłyszałam pytanie Eny .
- Co to oznacza ?
- Teraz jesteś czystym żywiołem . Chcesz wrócić , by dokończyć Akademię ?
Czułam się rozdarta . W tej powłoce byłam naprawdę sobą , nikt nie mógł mnie skrzywdzić i poniżyć . Ale urodziłam się człowiekiem , ludzkie życie to część mojego przeznaczenia .
 - A jeśli na powrót znajdę się w Akademii , będę mogła znów do was wrócić ?
- Tak . Tego nikt nie jest wstanie ci odebrać - odparła Nia
- Będziecie ze mną .
- Zawsze - wyszeptał Morgan i uścisnął moją rękę .
Moje życie dopiero się zaczęło .










Iluzja Will i jej prawdziwe oblicze