wtorek, 30 czerwca 2015

Z tobą lub bez ciebie

To krótkie opowiadanie dedykuje moim siostrom , tym rodzonym jak i przybranym , by potrafiły odnaleźć swojego Simona , z którym połączą się nieśmiertelną więzią .




Simon nigdy nie zastanawiał się , kim byli jego dawcy . Nie interesowało go ich pochodzenie , życie , dla niego ważna była tylko czerwona substancja płynąca w ich żyłach .
Nie zwrócił uwagi na klęczącą pośrodku sali postać z kapturem na głowie . Na rozkaz jego matki , osoba wyciągnęła przed siebie rękę , odsłaniając blady nadgarstek . Z całą pewnością należał do kobiety .
- Pij na zdrowie - wypowiedziała Elżbieta i przecięła ostrym , bogato zdobionym sztyletem kawałek skóry nieznajomej postaci .
Simon usłyszał syk dziewczyny i krew zaczęła spływać wprost do stojącego na podłodze kielicha.
- Możesz już odejść , matko -powiedział do Elżbiety - Dziękuję ci za dar .
Piękna kobieta tylko skinęła głową na znak zrozumienia i opuściła salę  w idealnej ciszy .
Chłopak zbliżył się do klęczącej dziewczyny , która z każdą ubywającą z ciała kroplą krwi robiła się słabsza . Na jej nadgarstku , dookoła rany , powstało czarne znamię - znak przynależności , który nie pozwalał jej uciec z tej rezydencji .
- Zabijesz mnie ? - usłyszał jej zdławiony strachem głos .
Simon stanął tuż obok niej i jednym zwinnym ruchem zrzucił kaptur dziewczyny . Jego oczom ukazała się blada twarz usiana piegami , brązowe , poskręcane włosy i duże , zielone oczy . Chłopak w pierwszej chwili pomyślał , że jest ładna , ale nie dorównywała urodą dziewczynom z jego klanu .
Nie miała w sobie nic co różniłoby ją od innych kobiet z wioski .
Jej serce zaczęło bić szybciej , ale i tak było spokojniejsze od serc innych dawców .
- Nie ... , żywa przydasz mi się bardziej - wyszeptał do jej ucha , a ona tylko skinęła głową . Simon nie spodziewał się takiej uległości , to było tak dziwne , niespotykane .
Chłopak bez słowa owinął nadgarstek dziewczyny materiałem i kazał jej się oddalić do własnej komnaty . Sam zaś zabrał z podłogi kielich z krwią i rozkoszując się smakiem substancji , legł na kanapie , gdzie zatopił się we wspomnieniach .

                                                                           ***

Następnego dnia wampir nie spotkał dziewczyny . Od służących dowiedział się , że odpoczywała w swoim pokoju .
- Jest słabsza niż mi się wydawało - oznajmił swojej oblubienicy Victorii .
Spacerował z nią po pałacowych błoniach , na nocnym niebie lśnił srebrzysty księżyc .
Skóra Victorii skrzyła się w tym świetle jak diament , a jej rude włosy nabrały głębszej barwy .
- Ona bardzo przypomina mi ciebie - powiedział .- Nie jest tak piękna i nie skradła mi serca , ale ma w oczach coś takiego ,nie wiem ...ufność ... coś ,  co nie pozwala mi jej skrzywdzić .
- I tak byś tego nie zrobił . Nie jesteś potworem - powiedziała swoim głębokim głosem , którego Simon mógł słuchać godzinami .
- Ile już lat trwamy ze sobą moja słodka Victorio ?
Kobieta przymknęła swe powieki , by pomyśleć .
- Spotkaliśmy się w Egipcie , gdy Ramzes zwołał biesiadę . Ja żyłam za dnia , a ty w nocy ...
- ... i połączyło nas pełne zaćmienie słońca - dokończył Simon mając w głowie widok ciemniejącego południa - Bóg Re był nam przychylny .
W przypływie wspomnień , wampir , złapał Victorię za rękę i zaprowadził do pobliskiej ławki . Usiedli , a mężczyzna spojrzał głęboko w lśniące oczy wampirzycy .
- Wszyscy , którzy pamiętają nas , gdy ty byłaś człowiekiem , już nie żyją . Czasem sobie z tym nie radzę .
- Brakuje mi rodziny i przyjaciół z minionych epok . Czasami przyłapuję się na tym , że ma ochotę iść na spotkanie z Szekspirem albo porozmawiać z Leonardem Da Vinci , a potem uświadamiam sobie , że już ich nie ma - uśmiechnęła się delikatnie , odsłaniając dwa , białe kły , dwukrotnie dłuższe od pozostałych  zębów .
Zawiał silny wiatr , kaszmirowa suknia uniosła się , odkrywając jej blade nogi , a długie włosy rozwiały się we wszystkie strony .
- Czasami mam uczucie , że mój czas skończył się już kilkaset lat temu - wyszeptał Simon i ujrzał zrozumienie w oczach Victorii .

                                                                          ***

Hrabina Elżbieta przemierzała pokój dziewczyny , czekając aż ta założy na siebie niebieską suknie .
- Nino , nie po to zawarłyśmy umowę , żebyś teraz siedziała w tym  pokoju . Ciesz się swoim krótkim życiem .
 Nina nie bała się tej kobiety . Większy strach wywoływał u niej Simon , z kamienną twarzą i oczami, które nie wyrażały żadnych uczuć . Hrabina była przy nim jak drewniana zabawka dla dzieci .
-Czy nie uważasz , hrabino , że w mej sytuacji nie ma się z czego radować - odpowiedziała Nina .
Elżbieta zmierzyła ją surowym wzrokiem i uśmiechnęła się , eksponując kły .
- Pamiętaj o naszej umowie . Twoja rodzina otrzyma pieniądze dopiero jak mój syn będzie zadowolony i nabierze sił . Ostatnio jest z nim coś nie tak . Jeśli dowiem się , że twoja krew pogorszyła jego stan , to sama rozszarpie ci gardło - ostatnie słowa wypowiedziała bez groźby w głosie , a potem opuściła pokój stukocząc obcasami .
 Nina leżała w łóżku cztery dni . Była zmęczona albo po prostu jej ciało obwiało się ponownej konfrontacji z wampirem . Musiała jednak wstać i coś zjeść , organizm musiał produkować krew , to właśnie za to jej rodzice mieli otrzymać złoto i przeżyć parę kolejnych zim .
Dziewczyna w końcu wciągnęła na siebie ciasnawą suknię i nie patrząc w lustro , wyszła z komnaty.
W pałacu było nienaturalnie cicho  , a do tego ciemno . Wszystkie okiennice pozasłaniano skórami zwierząt i dywanami , a nigdzie nie paliła się żadna lampa .
Szła po omacku , dotykając jedną ręką lewej ściany , a drugą mając wyciągniętą przed siebie . Po paru krokach jej oczy zaczęły przystosowywać się do ciemności . Nina widziała zarysy obrazów i rzeźb , które ozdabiały korytarz na całej długości .
W oddali zauważyła światło  sączące się przez uchylone drzwi . Szybko znalazła się przy nich i zajrzała .
Światło pochodziło ze świecy stojącej na stole . Dookoła widać było regały pełne książek , zwojów , pergaminów . Nina zahipnotyzowana tym widokiem weszła do środka . Nie zwróciła uwagi na siedzącego przy biurku wampira i drugiego leżącego na dywanie pośród otwartych książek .
Dziewczyna podeszła do najbliższego regału i ściągnęła książkę . Przejechała ręką po grzbiecie i otwarła na przypadkowej stronie . Nigdy nie trzymała w rękach książki , nie mogła powąchać jej stronic .
- Dzień dobry - usłyszała tubalny głos i przeszły ją ciarki .
Wzięła głęboki wdech i odwróciła się twarzą do Simona . Ten nawet nie wstał z miejsca , dalej przeglądał otwartą przed nim księgę .
- Z twoich słów mogę wywnioskować , że jest dzień ?- odpowiedziała .
Wampir uśmiechnął się mimowolnie .
- Tak .Prawie południe .
Nina pokiwała spokojnie głową i zatęskniła za widokiem świecącego słońca .
- Co tu robisz , Nino ? - usłyszała drugi głos , kobiecy , niezwykle melodyjny .
Dziewczyna ujrzała rudowłosą kobietę  w długiej czerwonej sukni . Biła z niej niezwykła witalność i siła ,  której pozazdrościła by każda dziewczyna z wioski . Nie była wrogo nastawiona , więc Nina od razu zauważyła , że nie musi się jej obawiać .
- To Victoria - przedstawił ją Simon - Słodycz mej duszy .
Wampirzyca uśmiechnęła się szczerze w stronę mężczyzny , a jej oczy zaświeciły ze zdwojoną siłą .
- Błądzę w ciemności - Nina odpowiedziała na pytanie .
- W takim razie dobrze trafiłaś . Biblioteka to jedno z najwspanialszych miejsc tego pałacu - zaczęła opowiadać Victoria  - Te dzieła , Simon i jego rodzina zbierali ponad dwa tysiące lat . Znajdziesz tu dzieła Sumeryjskie , starożytnych Greków , Egipcjan , Rzymian , a także zapiski myślicieli i przedstawicieli renesansu . Po za tym są tu romantyczne pieśni i poezja .
Simon podniósł głowę znad księgi by nią pokiwać na znak zgody .
- Od czego chcesz zacząć ? - zapytał .
Dziewczyna zdała sobie sprawę , że nie powinna się tu znaleźć . Nie miała co tu robić .
- Ja nie potrafię czytać - oznajmiła ze smutkiem w glosie - Moich rodziców nie stać na wysłanie mnie do szkoły .
Wampir ukrył zdziwienie za głęboką maskę obojętności . Nigdy dotąd nie zastanawiał się nad losem ludzi żyjących tuż obok niego , o ile miał dostęp do ludzkiej krwi . Poczuł jednak , że najwyższa pora to zmienić , dlatego skinął ręką na wampirzycę . Ta wzięła ze stołu świecę i postawiła ją bliżej wampira .
- To najwyższa pora to zmienić - powiedział.
Od tego momentu , każdą wolna chwilę Nina spędzała w bibliotece , gdzie przy pomocy Simona i Victorii zaczęła się uczyć każdej litery .

                                                                         ***

Simon posłał Victorii znużone spojrzenie . Nina poszła spać , ale ostatnie godziny spędzili w bibliotece . Dziewczyna nie był głupia , ale nauka szła naprawdę mozolnie.
- Może się przejdziemy - zaproponował wampir .
Jego oblubienica przystała na tę propozycję .

Znów znaleźli się w ogrodzie , przy blasku księżyca . Znów trzymali się za rękę , siedząc na ławce .
Tym razem Simon był w gorszym stanie . Czuł się pusty w środku jak pięknie zdobiona waza bez kwiatów .
- Tęsknie za tym - oznajmił znienacka , przełamując ciszę .
Victoria spojrzała na niego i przybliżyła delikatnie .
- Za czym ?
Wampir zwlekał z odpowiedzią. Próbował przez chwilę obrać myśli w słowa . Nie wiedział jak nazwać to uczucie , które ogarniało jego ciało , umysł , gdy wraz z ukochaną uczył Ninę .
- Tęsknie za życiem - mimo , że w oczach wampirzycy ujrzał zrozumienie , rozwinął ten wątek - Ona przypomina mi moje dzieciństwo , tak odległe . Widok wschodu i zachodu słońca . Zabawy od rana do nocy . Uczucie , że chcę coś w życiu osiągnąć . Teraz nie czuję tego . Trwam w bezruchu , bez życia . Nie chcę tego .
Victoria uśmiechnęła się do niego .
- Ja też chcę poczuć promienie słońca na swojej skórze , porozmawiać z ludźmi , którzy nie krzywili by się na nasz widok . Chciałabym dotknąć trawy zroszonej poranną rosą , a potem biec do utraty tchu , aż słońce zniknie za horyzontem . Przypominam sobie smak owoców , które teraz w moich ustach zamieniają się w popiół i drapią mój przełyk .
Przytulili się do siebie .
- Chciałbym ostatni raz ujrzeć wschód słońca .
Wampirzyca uśmiechnęła się smutno .
- Będę z tobą do końca .

                                                                        ***

Nina obudziła się wypoczęta . Ubrał swoją suknię i chciała opuścić komnatę , kiedy coś kazało jej wyjrzeć przez okno . Podeszła do okiennicy i odsunęła ciężką kotarę .
Poranek był szary , a raczej noc , bo słońce jeszcze nie zaczęło wschodzić . Wszędzie była mgła , która utrudniała rozglądanie się po ogrodzie .
Jednak dziewczyna ujrzała to co miała zobaczyć .
Na ławeczce , stojącej w samym środku ogrodu , siedziała wampirza para . Siedzieli w milczeniu , wpatrując się w horyzont , gdzie za parę chwil miało kazać się słońce .
Ninę ogarnęło przerażenie . Miała mało czasu , a droga do głównych drzwi była kręta . Do tego mogla zgubić się w ciemności , która ogarniała cały pałac . Mimo tego  ,wybiegła na korytarz i  niesiona uczuciem trwogi , biegła szybciej niż mogłoby się wydawać .
I dotarła do ogrodu .
Przystanęła na chwile by złapać oddech . Ujrzała złotą łunę , które zaczynało wykonywać swą wędrówkę po niebie . Nie było czasu , musiała coś zrobić .
Jak rączy koń dopadła do ławki .
- Musicie stąd ociekać ! Zaraz się spalicie ! - zakrzyknęła .
Simon spojrzał na nią smutno , ale uśmiechnął się .
- Nie .
Nina nie wiedziała co się dzieje , nie potrafiła pojąć , dlaczego nie chcieli się ratować .
- Mamy już dość - oznajmiła Victoria .
To jedno zdanie sprawiło , że dziewczyna zrozumiała . Po jej policzku mimowolnie spłynęły łzy . Nie chciała ich tracić . Przez tę parę dni stali się jej rodziną , starszym rodzeństwem , którego nie miała . Zaszlochała .
- Chcemy po raz ostatni zobaczyć słońce ...- zaczęła Victoria
- ... z tobą lub bez ciebie - dokończył Simon.
Złapał za rękę wampirzycę , a drugą wyciągnął w stronę Niny . Ta bez wahania złapała ją  i usiadła na ławeczce . Victoria zrobiła to co ukochany , a potem trwali w ciszy , trzymając się za ręce .
Promienie słońca z każdą chwilą  były coraz bliżej ławki . W ostatniej chwili Victoria ściągnęła z szyi naszyjnik , ozdobiony maleńkimi diamencikami i podała go dziewczynie .
- Dzięki temu , twoja rodzina nie będzie już nigdy głodować .
Potem zdjęła z palca mały pierścionek , bez drogich kamieni , nie wykonany ze złota . 
- A to , byś zawsze o nas pamiętała .
Nina przyjęła dary .
- I bez tego będę was pamiętać - oznajmiła , a szloch odebrał jej głos .
W tej samej chwili promienie słońca padły na ich twarze . Dziewczyn usłyszała syk i ciało wampirów zaczęło rozpadać się na małe cząstki . Nie był to popiół , lecz świecące błyski , które unosiły się do nieba w tanecznym tańcu z wiatrem .  Światełka otoczyły Ninę po raz ostatni , pozostawiając w niej uczucie obecności wampirów , które miała czuć do końca swego życia . Była to obietnica opieki nad nią i jej rodziną .
Potem błyski wzleciały do nieba , gwiazd i zniknęły .
Nina otarła łzy i dopiero wtedy zobaczyła , że znamię na jej nadgarstku zniknęło . Była wolna , mogła odejść .
Więc odeszła nim reszta mieszkańców pałacu zorientowała się , co się wydarzyło .
                                                                  ***

Nigdy nikomu nie opowiedziała o Simonie i Victorii , którzy krążyli gdzieś we wszechświecie , znów żywi , szczęśliwi . Więzy , które trzymały ich w nieśmiertelnych ciałach , zniknęły wraz z pierwszym promieniem słońca .
A oni żyć będą , dopóki ich wyzwoliciel lśnił będzie w bezkresie kosmosu .

środa, 17 czerwca 2015

Babie lato .

Choć miałam nie pisać , jednak to zrobiłam . Moje kolejne opowiadanie napisałam na lekcje języka polskiego . Za namową moich przyjaciółek postanowiłam je opublikować .


To opowiadanie dedykuje mojej Mamie , a także  Monice i Magdzie .


"Babie lato "

  Rzecz działa się w siedzibie trzydziestego plutonu Gwiezdnej Straży , działającej pod kryptonimem
"Kwiecień " . Ale historia ta nie opowiada o dzielnych strażnikach pilnujących porządków , lecz przedstawia dzieje Uny , córki kapitana Amidale .
  Był to dzień równie podobny do tych wcześniejszych jak i przyszłych , Una Amidale przemierzała sieć korytarzy , by dotrzeć do Sali Wieszczy . Miała tam odbyć nauki u swojego mistrza Katrope , który wykładał Sztuki Skupienia i Siły Woli . Dziewczyna szanowała staruszka , ale wolała chodzić na treningi strażników . Z całego serca pragnęła dołączyć do nich , przemierzać kosmos w poszukiwaniu zła , które można by unicestwić . Niestety nie taka była wola jej ojca , Thomasa .
Sala Wieszczy była okrągłym pomieszczeniem o szklanym zadaszeniu , przez który w nocy można było oglądać gwiezdne konstelacje , a także fazy trzech otaczających ich księżyców . Pokój prawie w trzech czwartych zajmowały regały pełne starych pergaminów i jeszcze starszych pergaminów .
- Spóźniłaś się Uno Amidale i rzekł mistrz swoim piskliwym głosem - a to nie pomaga w skupieniu .
- Przepraszam - odparła i przyklęknęła na lewe kolano - Tym bardziej nie ucieszy cię fakt , iż będę musiała wcześniej cię opuścić  , nauczycielu.
Staruszek zachichotał jak mały chłopiec i podrapał się po długiej , siwej brodzie .
- Nie wiem czy w ciągu dwunastu minut będę wstanie cię czegoś nauczyć . Idź na Zebranie Rady .
- Skąd o tym wiesz , mistrzu ?
- Przede mną nic się nie ukryje - oznajmił , a potem machnął zniecierpliwiony .
Una wstała z klęczek i wyszła z sali ze świadomością , że nauczyciel odegra się na niej na następnej lekcji . Opuściwszy Salę Wieszczy udałą się korytarzem w lewo , potem skręciła w prawo . Ominęła Salę Konferencyjną , Kuchnię i Stołówkę . Dopiero na kocu korytarz ujrzała jaśniejące drzwi Wielkiego  Soboru . Szybko weszła do środka . Sala była zapełniona po brzegi , a do rozpoczęcia zebrania pozostało dużo czasu . Una domyśliła się , że musiało to być coś ważnego , pojawił się także dowódca pierwszej floty , który miał w zwyczaju mawiać :
- Nie mam czasu na takie błahostki - i nie pojawiał się na comiesięcznych zebraniach .
Teraz byli tu wszyscy , a dziewczyna czuła coraz większe podekscytowanie . Mimo iż , minuty dłużyły jej się niemiłosiernie , doczekał się w końcu rozpoczęcia . Na wysoki podest stojący pośrodku sali wszedł kapitan Thomas Amidale .
- Cieszę się , że spotkaliśmy się w tak licznym gronie - przemówił- Wiecie jaka jest nasza sytuacja . Walczymy z Citami , którzy wtargnęli na nasze tereny plądrując napotkane miasta i statki naszych flot .
Wszyscy zebrani pokiwali głowami , włącznie z Uną , która ostatnio nie słyszała o niczym innym .
- Oto z przykrością muszę wam donieść - kontynuował Thomas - że jeden z naszych żołnierzy próbował pomóc tym łupieżcą .
Po sali rozniosły się głosy niedowierzania i ciche szepty . Kto mógł to zrobić i równocześnie skazać się na śmierć .
- Wprowadzi Gale'a Walleca .
Una poczuła ucisk w sercu , zabrakło jej oddechu , a przed oczami pojawiły się mroczki . Gale był jej przyjacielem , kompanem w doli i niedoli . Każdy tylko nie on - szeptała w myślach . Chwilę potem wprowadzono go do środka i popchnięto na podwyższenie . Upadł na kolana i pozostał w tej pozycji. Gale był wysokim , krzepkim młodzieńcem o śniadej skórze i czarnych , krótkich włosach . Zanim przyjęto go do straży pracował w kopalni na planecie Wulcan .
- Ten zdrajca i haniebca za swoje czyny zostanie skazany na śmierć poprzez podanie trucizny - Amidale mówił to głosem wypranym z wszelkich emocji - Wyrok zostanie wykonany za dwa dni o godzinie 20.30 . A teraz przejdźmy do tematu surowców odkrytych na Jowiszu ...
Jednak Una nie słuchała słów ojca , tuż po tym jak wyprowadzono skazańca wybiegła z sali . Nogi zaniosły ją do sypialni , gdzie położyła się na łóżku . Wiedziała , że nie zaśnie , a bardzo tego pragnęła , więc wybrała czarny guzik z napisem "zły sen" , a powietrze  w pokoju wypełniło się gazami usypiającymi . Zasnęła .
Obudziła się rano , zegar wskazywał 9.13 .  Szybko wpadła do łazienki , umyła się i przebrała , a potem pobiegła na spotkanie z ojcem . Kapitana znalazła w stołówce . Rozmawiał z jednym z jego zastępców . Una podeszła do niego .
- Ojcze - rzekła i jak uczył ją kodeks , opuściła głowę i przymknęła oczy - Przyszłam cię o coś prosić.
-Mów o co chodzi , ale szybko i tak jestem już spóźniony .
Wzięła głęboki wdech  i spojrzała mu w oczy .
- Chciałabym spotkać się ze skazanym ...
Kapitan Thomas niezmiernie się zdziwił .
- ... by móc się z nim pomodlić - dokończyła .
Ojciec dziewczyny okazał zrozumienie . Matka była chrześcijanką i w ten sposób wychowała córkę .
- Idź , ale nie przebywaj tam za długo - odparł i  podniósł się z miejsca - Miłego dnia - i odszedł .
Dziewczyna nie czekała , pobiegła na spotkanie . Jak na skrzydłach pokonała odcinek drogi do lochów . Skinęła na znajomego strażnika w drzwiach , który bez pytanie otworzył kraty . Weszła do środka , a jej oczy zamrugały by przyzwyczaić się do jaskrawego światła . To przez białe ściany , sufit i podłogę . N powitanie wpadli sobie w ramiona . Una wtuliła głowę w jego ramiona . Dopiero po paru minutach odsunęli się od siebie , a dziewczyna mogła rzucić okiem na twarz Gale'a . Cała była poobijana , a prawe oko miał spuchnięte .
- Średniowieczne metody - rzekła na głos .
Chłopak wzruszył ramionami . Usiadł na ziemi i poklepał miejsce obok siebie , które szybko zajęła Una .
- Co tak naprawdę się stało ? - wyszeptała .
- Byłem na jednej z misji patrolowych . Stara wioska po rozbojach Citów . Wtedy usłyszałem płacz dziecka . Rozejrzałem się i odkryłem , że dźwięk pochodził ze starej ambony , umieszczonej wysoko na drzewie . Prowadziła do nie drabina , ale strasznie wyniszczona przez wilgoć . Mimo tego wspiąłem się na górę , gdzie spotkałem łkającego chłopca . Wyjaśnił mi , że jego matka kazała mu tu siedzieć , a potem zniknęła bez śladu . Chłopiec nie potrafił zejść , więc postanowiłem mu pomóc . Wziąłem go na plecy i zacząłem powoli schodzić . Mniej więcej w połowie drogi usłyszałem potworny trzask i zaczęliśmy spadać . W powietrzu obróciłem się na brzuch , żeby chłopcu nic się nie stało . Po uderzeniu straciłem przytomność , a obudziłem się w jaskini pełnej Citów .
Una jęknęła , mimo tego że jej przyjaciel siedział przed nią , czuła strach .
- Zajęli się mną i podziękowali za pomoc chłopcu . A potem opowiedzieli mi wszystko . O tym kto tak naprawdę rozpoczął tę wojnę , te wszystkie napady to nieprawda !
Una nie mogła uwierzyć . Wojna z Citami trwała dziewiętnaście lat , całe swoje życie słyszała o tych łupieżcach , ona wychowała się na tym .
- To prawda ! Ta wojna nie była potrzebna Citom , ale Gwiezdne Jednostki zyskały by na tym . Przejrzyj w końcu na oczy  , Amidale . To twój ojciec rozpoczął wojnę .
I Una uwierzyła , jej ojciec był do tego zdolny , dla jakiegoś niewielkiego minerału zniszczył planetę Paper .
- Gdyby pozbył się Citów , miałby dostęp do Tunelów Przestrzennych - wyszeptała - Mógłby podbić cały kosmos .
Ujrzała wizję świata bez radości , zgliszcza setek wiosek i miast . Nie mogła na to pozwolić .
- Dlaczego mój ojciec chce cię zamordować ? 
- Mógłbym wystąpić na zebraniu  OPGS ( Organizacja Państw Gwiazdy Syriusza ) . Mogliby pomóc Citom , pokrzyżować plany kapitana Amidale .
To jej wystarczyło . Wyszła na korytarz i zaczęła histerycznie krzyczeć , że Gale się dusi . Strażnik wbiegł do celi , gdzie został szybko oszołomiony przez chłopaka . Zabrali mu UN15 , czyli laserową broń i  krótki nóż . Niepostrzeżenie dotarli do Hali Lotów , było w niej cicho , wnętrze ziało pustkami. Pobiegli do pierwszego promu .
- Ty nie jedziesz ? - zapytał .
- To twoja misja - odparła .
- Oni mogą cię ukarać , nawet zabić ! - wykrzyknął , ale szybko się uciszył .
Una złapała go za rękę . Jej ciepło ogrzało dłoń chłopaka . Ten gest oznaczał więcej niż można było sobie wstanie wyobrazić . Miłość , braterstwo krwi , to nieliczne uczucia zawarte w tak prostym geście . Bez słów Gale wsiadł do promu i włączył silnik . Wyleciał przez otwarty dach . Una stała jeszcze przez chwilę , wpatrując się w coraz mniejszy statek kosmiczny . Potem wróciła do pokoju , gdzie zasnęła bez żadnych problemów .
Obudziła się czując , że oni wiedzą . Nie pomyliła się , tego samego ranka stanęła przed sądem egzekucyjnym . Jej ojciec zasiadający w radzie wygłosił długie kazanie , w którym zawarł pouczenie i zasady , o których musiała pamiętać . A potem ni stąd ni zowąd wstał dowódca Fishbind .
- Kto jest za karą śmierci ? - zapytał .
Pod Uną ugięły się nogi  , gdy ujrzała podnoszące się z wolna ręce . Ale prawdziwym ciosem w policzek była szybująca w górę ręka jej ojca . Własny ojciec .
- Uno Nestio Seren Amidale zostajesz skazana na śmierć poprzez podanie środków usypiających . Wyrok zostanie wykonany natychmiast po przybyciu na planetę Ziemie - oznajmił kapitan i opuścił Salę .
Zabrano ją na prom , odziano w jedwabną sukienkę do kostek , żółtą chustę na głowie . Głos oznajmił, że do lądowania pozostało dziewięć minut , kiedy to powiedział , wszedł jej ojciec . Usiadł obok niej .
 - Mam nadzieję , że się cieszysz . Inni umierają w lnianych koszulach , ty masz jedwab .
 Na tę uwagę Unie zrobiło się niedobrze . Jak mogła szanować kogoś takiego . Obłudnika , który nie zna ceny życia .
W końcu wylądowali na ogromnym polu . W oddali widać było pasące się krowy i szczekającego psa. Wszyscy wysiedli . Obrzęd Egzekucyjny trwał krótko , o wiele za krótko dla Uny . Podszedł do niej mężczyzna w białym kitlu , a w ręce trzymał strzykawkę .
- Zaraz po podaniu odlatujemy - rzekł - Nie przystoi nam oglądać twej haniebnej śmierci .
Dziewczyna utwierdziła się w przekonaniu , że zrobiła dobrze , jej śmierć nie był haniebna , miała głębszy wymiar . Była podobna do męczeńskiej śmierci świętych , o których opowiadała jej mama . wiedziała , że jest gotowa . Sama wyciągnęła rękę w oczekiwaniu na śmiertelną substancję . Poczuła ukłucie , a potem wszystko zniknęło . Nie mieli dla niej znaczenia ci ludzie , którzy ją obserwowali z promu , poczuła się wolna , a zarazem senna . Zaplątały jej się nogi i upadła na ziemię .
Jednocześnie do jej uszu dotarł skowyt psa . Spojrzała w niebo i oniemiała . Wszędzie rozpościerały się białe , a raczej przezroczyste nitki . Gale mówił jej kiedyś o nich . U nich , na Wulcanie , też było to ... babie lato ! Tak ! Ale pod inną nazwą ...chyba ... Serce Natury , nie ... serce Wiatru .
- Jakież te nitki są piękne - chciała powiedzieć , a le plączący się język utworzył jakiś bełkot .
Robiła się coraz bardziej senna . Pies ucichł , a ona poczuła , że kocha Gale'a . To wypłynęło z jej wnętrza . Tłumiła to w sobie całe lata . Załkała , a do jej oczu napłynęły łzy , które spłynęły strumyczkiem w kierunku jej uszu . Tak mocno chciałaby mu o tym powiedzieć .
A potem odeszła z nadzieją , że jej dusza zaniesie wiadomość wiatrom , planetom , gwiazdom , a one dostarczą ją przyjacielowi jak nie dziś to jutro .